Derdian
#1
Derdian - New Era Pt. 1 (2005)
[Obrazek: B0007G8DDI.jpg]

Tracklista:

1. Incipit 01:01
2. Beyond The Gate 05:38
3. Eternal Light 05:12
4. Nocturnal Fires 06:54
5. Anuby's Call 05:10
6. Incitement 06:19
7. Screams Of Agony 05:11
8. Where I Can Fly 05:29
9. Crystal Lake 05:25
10. Entering The Cage (Instr.) 01:04
11. Cage Of Light 08:08

Rok wydania: 2005
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Joe Cargianelli - śpiew
Enrico Pistolese - gitara
Dario Radaelli - gitara
Fulvio Manganini - bas
Salvatore Giordano - perkusja
Marco Garau - instrumenty klawiszowe

DERDIAN to zespół drugiej fali włoskiego melodic power metalu, który wystartował ze swoim debiutem bogatszy o doświadczenia całej plejady innych, mniej lub bardziej znanych grup z tego kraju. Wnioski wyciągnął skromne, bo ten album jest nagrany z zachowaniem wszystkich kanonów takiej muzyki. Symfoniczne intro i natychmiast powerowa galopada łącząca styl HELLOWEEN i flower metalu włoskiego w "Beyond The Gate".
Pewnym novum są bardzo wyeksponowane i bardzo głośne partie symfoniczne i klawiszowe. Klawisze typowe dla stylu włoskiego, lekko progresywne i bardziej radosne niż dostojne. Ten utwór dale doskonały obraz albumu jako całości. Jest to muzyka dynamiczna i wszystko jest tu bardzo głośne. Gęsta perkusja, głośne gitary, mnóstwo ozdobników i solówek, głośny wokalista i zamaszyste riffy.
Zgrabnie potrafią łączyć niemal romantyczne melodie z neoklasycznym fundamentem jak w bardzo udanym "Eternal Light", albo dołożyć troszkę łagodnej epickości jak w "Nocturnal Fires". Tu może przydało by się mimo wszystko troszkę zwolnić przynajmniej do tempa sympatycznego melodyjnego solo gitarowego.
Jak to bywa na włoskich albumach jest też odrobina starożytności, tym razem egipskiej, w dobrej, lekko połamanej kompozycji "Anuby's Call". Nieźle słucha się "Incitement", rozdmuchanego i zamaszystego numeru w głównym nurcie grania power metalowego. Trochę neoklasyki i staranie rozplanowanych wokali z chórkami czyni z tego utworu kąsek możliwy do strawienia i o pewnych cechach oryginalnych, przy czym jest wrażenie jakby to nie było do końca na poważnie. Zresztą cała płyta jest pozbawiona tej śmiertelnej powagi chociażby KALEDON, do którego grupie DERDIAN wcale nie jest tak daleko.
"Screams Of Agony" to utwór w sferze pomysłu kontynuujący poprzedni i na podobnym solidnym poziomie. Obowiązkowa ballada przy pianinie bliska temu co pokazywał onegdaj LABYRINTH czy VISION DIVINE i tu brawa, bo wyszło to bardzo ładnie i to pod każdym względem. Aranżacja tła i pianino oraz spokojne zagrywki gitarzystów wysmakowane i tu zwrotki lepsze od refrenu. Zaraz potem ostro i groźnie w "Crystal Lake", zwłaszcza na początku gdy atakują bębny, potem zaś lekkie zaskoczenie, bo znów coś z VISION DIVINE i prób nadania tej kompozycji cech progresywnych. Jest umiarkowany mrok i czynnik zaskoczenia. Sprytnie i zgranie zrobiony utwór zacierający helloweenowe skojarzenia z początku płyty. Po raz kolejny też klawiszowiec Garau udowadnia, że jest najmocniejszym punktem tej ekipy.
Skoczny neoklasyczny wstęp "Entering The Cage" do "Cage Of Light" zrobiony znakomicie, a kończący ten album najdłuższy utwór podsumowuje wszystko co było wcześniej.
Wykonanie bardzo dobre, zabrakło jednak w tej galopadzie jakiejś bardziej wyrazistej melodii.
Płyta jest więcej niż dobra, dosyć złożona, brzmienie bez występującego często na płytach z Włoch z taką muzyką nadmiernego zmiękczenia i wygładzenia. Jest to granie wyraziste, "kolorowe" intensywnymi kolorami. Nie nudzi, nie dłuży się, a jedyne lekkie minusy to wokalista solidny, ale bez blasku i trochę za mało wyrazistych melodii w najbardziej galopujących, speedowych utworach.
Solidny debiut solidnego zespołu drugiej włoskiej fali.


Ocena: 7.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Derdian - DNA (2018)

[Obrazek: 719997.jpg?2745]

tracklista:

1.Abduction 01:12
2.DNA 05:27
3.False Flag Operation 05:00
4.Never Born 05:43
5.Hail to the Masters 04:27
6.Red and White 05:04
7.Elohim 05:26
8.Nothing Will Remain 05:31
9.Fire from the Dust 06:21
10.Destiny Never Awaits 05:41
11.Frame of the End 05:00
12.Part of This World 06:05
13.Ya nada cambiara 05:31

rok wydania : 2018
gatunek : power metal
kraj :Włochy

skład zespołu:
Ivan Giannini - śpiew
Enrico Pistolese - gitara, śpiew
Dario Radaelli - gitara
Marco Banfi - gitara basowa
Salvatore Giordano - perkusja
Marco Garau - instrumenty klawiszowe

Było oczywiste, że zlot słynnych wokalistów na poprzednim albumie "Revolution Era"  z 2016 roku to wydarzenie jednorazowe. W roku ubiegłym Ivan Giannini rozwiał wątpliwości, kto zaśpiewa na kolejnej płycie DERDIAN i powrócił do zespołu. Siódmy LP DERDIAN i trzeci z Ivanem Giannini.


Nie jest już oczywiście tak kolorowo i uroczyście jak w roku 2016... Jest Giannini, bardzo solidny wokalista i rzemieślnik zarazem. Jest też klasyczny standardowy rytm i pęd DERDIAN ugładzonych gitar i klawiszy Garau. Swoją drogą Garau mógłby już po tylu latach zagrać w tle coś ciekawszego. Za to Pistolese jest kapitalny, gdy wysuwa się przed szereg. Nie jest to może wybitny technik, ale jak już zagra solo, to serce chwyta na bank.
DERDIAN ma rzadko spotykaną umiejętność nagłego udramatyzowania zwykłego włoskiego flower power i w DNA zrobił to w pewnym momencie wspaniale. To samo można powiedzieć o Nothing Will Remain, który zapowiada się jak kolejna semi progresywna ballada przy pianinie a rozwija się jako nieco teatralny jasny melodic power w japońskim stylu. W False Flag Operation jest też ten teatr jaki się u nich pojawia od czasu do czasu, niewątpliwe przypominający narrację EVIL MASQUERADE. Trochę neoklasyki, trochę egzotyki, trochę nowoczesności i robiących klimat klawiszy i już DERDIAN można słuchać bez zniecierpliwienia.
DERDIAN warto jest zawsze posłuchać, gdy grają takie zamaszyste romantyczne songi w stylistyce power jak Never Born. Wspaniały numer z wycyzelowanymi smaczkami jak w LABYRINTH czy VISION DIVINE i jedynie może solo klawiszowe Garau nie jest zanadto atrakcyjne. Nadrabia tu jednak Pistolese.
Hail to the Masters... No oni chyba nigdy nie zapomną cyklu "New Era". Klasyk w tym stylu, z chórkami rycersko-folkowymi, ze stylizacjami na muzykę dawną i krużgankową atmosferą. No, może trochę więcej elegancji zaczerpniętej od RHAPSODY. Dużo RHAPSODY w DERDIAN także w Red and White, ale to jest z pewnością udany italian flower power.
A rycerski pompatyczny Elohim ma z kolei ten patent, który czyni z DERDIAN tak interesujący zespół. No przecież to, co zrobili w metalowej interpretacji zupełnie niemetalowej muzyki w połowie utworu jest doskonałe!
Albo zupełnie nowe wykorzystanie motywu menueta w bardzo stylowym Part of This World, który jednocześnie jest i nie jest kompozycją w stylu neoclassical.
Czasem jednak pewne rzeczy przerysowują jak zwykle i progresywny DERDIAN zapatrzony zbytnio w VISION DIVINE w Fire from the Dust psuje nieco obraz całości. Za to Destiny Never Awaits jest fantastyczny w tych zmianach wolniejszych romantycznych partii na szybsze i ma doprawdy jedną z tych melodii, którymi DERDIAN czarował już na poprzednich albumach. Tyle, że w Frame of the End naprawdę jest nieciekawy i zupełnie bezstylowy. Takie kompozycje to w przypadku DERDIAN przypadłość od LP "Limbo".
Na koniec to co Włosi lubią najbardziej, czyli zagrany w białych koszulach i białych rękawiczkach oraz zaśpiewany po włosku Ya nada cambiara. Niech będzie, że to podpatrzone zostało u RHAPSODY, ale co z tego?  Bardzo to eleganckie i arystokratyczne.


Album poza Japonią ukazał się jako self release, jednak DERDIAN jest w Japonii na tyle lubiany i popularny (tekst Never Born wersji dla Japonii jest po japońsku!) , że Kings Records od razu przygotował wersję dla Japonii. Produkcja jest doskonała. Zresztą, który album DERDIAN był źle wyprodukowany? Pistolese zadbał po raz kolejny o krystaliczny wieloplanowy sound.
DERDIAN po raz kolejny pokazał, że można być włoskim zespołem melodic power, który gra atrakcyjną muzykę. Wpływy słynniejszych grup są słyszalne, ale DERDIAN potrafi tak zróżnicować swój styl, że ich LP nie są zbiorami bliźniaczych numerów podanych w ramach jednego schematu. DERDIAN jest też przystępny, nawet gdy skręca na lekko progresywne obszary. DERDIAN nie jest ani tandetny w prezentacji swojego włoskiego powermetalu, ani nadmiernie napuszony.
Ekipa z Mediolanu nadal w czołówce.


ocena: 8,3/10

new 31.07.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości