DivineFire
#1
DivineFire - Glory Thy Name (2004)
[Obrazek: 56122.jpg]

Tracklista:
1. From Death To Life 01:49
2. The World´s On Fire 04:09
3. Never Surrender 06:03
4. The Sign 05:07
5. Out Of The Darkness 03:57
6. Pay It Forward 06:01
7. Live My Life For You 03:47
8. Free Like An Eagle (Talk Of The Town cover) 03:04
9. The Spirit 10:00
10. The Way To Eternity 01:45

Rok wydania: 2004
Gatunek: Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Christian Rivel – śpiew
Jani Stefanovic – gitara, perkusja, instrumenty klawiszowe, programowanie
Andreas Olsson – bas
gościnnie:
Torbjorn Weinesjo - gitara
Pontus Norgren -gitara
Carl Johan Grimmark - gitara
Fredrik Sjoholm - śpiew
Hubertus Liljegren – growl
Eric Clayton – narracja

Mocna christian metalowa scena szwedzka to zasługa Christiana Rivela. Tak na dobrą sprawę to on ją stworzył w obszarze power metalu i to również od strony zaplecza, powołując do życia własną wytwórnię Rivel Records i skupiając w niej wszystkich, którzy chcieli coś w melodyjnym power metalu z chrześcijańskim przesłaniem w Szwecji zaprezentować. Rivel to także słynna NARNIA, niemniej z pewnością utworzenie DIVINEFIRE było najszczęśliwszym posunięciem tego wokalisty. DIVINEFIRE stworzony został w roku 2004 i zgromadził w swoich szeregach śmietankę szwedzkich christian metalowych muzyków .Tradycją stało się również zapraszanie do studio gości o słynnych nazwiskach -uznanych gitarzystów w szczególności, wspierających drugi z filarów DIVINEFIRE Jani Stefanovica.

DIVINEFIRE koncepcyjnie zaproponował coś innego niż NARNIA. Rivel oparł się o walkę Dobra ze Złem, Anioła z Szatanem, wykorzystując dramaturgię pojedynków i dialogów czystego wzniosłego śpiewu i growlu jako synonimu Zła. Tu w rolę Zła wcielił się Hubertus Liljegren i najdłuższy na tym LP utwór "The Spirit" jest manifestem muzycznym Rivela i DIVINEFIRE na następne lata. DIVINEFIRE gra muzykę momentami bardzo złożoną, często na granicy heavy power z niesamowicie klimatycznymi i masywnymi klawiszami napędzającymi całość i nadającymi tempo, przy czym na tym pierwszym albumie ten sposób aranżacji nie jest jeszcze tak perfekcyjnie rozwinięty jak na kolejnych.
Jest tu dużo grania łagodnego i niezwykle melodyjnego, pozbawionego jednak zazwyczaj neoklasycznych cech stylu NARNIA. Płyta miała swoją premierę w Japonii w listopadzie 2004 i Japończycy na swoim wydaniu dostali niezwykle zwiewny i wdzięcznie zagrany melodic power metalowy bonus cover "Free Like An Eagle", który jest wyjątkowo sympatyczny ale nie oddaje istoty muzyki DIVINEFIRE.
DIVINEFIRE to wypełniony pędem i zgiełkiem "The Worlds On Fire" z symfonicznym klawiszowym apokaliptycznym tłem i super szybką sekcją rytmiczną.
To wojna w innym wymiarze, gdzie szala zwycięstwa przechyla się to na jedną to na drugą stronę a patosu dodają klimatyczne zwolnienia i wirtuozerskie sola gitarowe, także takich gości jak Torbjorn Weinesjo, Pontus Norgren i Carl Johan Grimmark .
Klawisze Stefanovica są znakomite i to słychać we wstępnej częsci "Never Surrender", a do tego Rivel tu śpiewa z niesamowitym zaangażowaniem. Na całej płycie wspierany jest chórki, chwilami wręcz poruszające i monumentalne, śpiewa w duetach także z zaproszonym Fredrikiem Sjoholmem .
Ta opowieść jest spójna, rozwija się w mroku, rozterkach dramatycznych wyborach ,miesza się łagodność z agresją jak w "The Sign" a wyniku starcia nie można przewidzieć, jak w melodyjnym ale niepokojącym rytmicznym "Out Of The Darkness". DIVINEFIRE to pęd, to parcie do przodu i nieustannie zmieniające się muzyczne motywy.Tak niespodziewanie pojawia się wzniosły christian metalowy przepięknie zrobiony song "Pay It Forward" z urzekającymi wysokimi uduchowionymi wokalami Sjoholma, chórkami i melancholijnymi rockowymi solami....a potem idealnie ułożony miękki a zarazem obdarzony wspaniałym refrenem prostszy i optymistyczny melodic power metalowy "Live My Life For You". Rewelacja, także w solo, zresztą gitarzyści na tym albumie po prostu mordują. Zło naturalnie.
"The Spirit" jest finałem i miejscem ostatecznego starcia, które przybiera na sile i ostatecznie Dobro zwycięża po serii pokręconych progresywnych ataków gitar i klawiszy i powolnym rozpędzaniu mroku w wolnej części z udziwnionymi wokalami .
Symfoniczne zwieńczenie w quotro z narracją zamyka ten album. Pierwszy bój został zakończony, ale nie jest to walka ostatnia.

W momencie gdy NARNIA stała się przewidywalna i nudnawa w słodkawym ryku Lwa Rivel w DIVINEFIRE stworzył nową jakość. Tak nie grał nikt przedtem i skostniałe już reguły melodyjnego power metalu zostały tu przełamane. Oryginalny styl, doskonałe wykonanie, rozmach i bogactwo formy wsparte nienaganną produkcją uwypuklajacą wieloplanowość i zapewniającą czytelność tych jakże nieraz złożonych muzycznych motywów.
Znakomity debiut zespołu, który jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Bitwa Dobra i Zła będzie kontynuowana.


Ocena 9,2/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
DivineFire - Hero (2005)
[Obrazek: 96342.jpg]

Tracklista:

1. Resurrection 01:56
2. Secret Weapon 04:36
3. Divinefire 04:31
4. Hero 03:46
5. United as One 04:57
6. Leaving the Shadows 04:46
7. Open Your Eyes 04:24
8. New Beginning 04:21
9. Cryptic Passages 05:20
10. The Show Must Go on (Queen cover) 04:10

Rok wydania: 2005
Gatunek: Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład:
Christian Rivel - śpiew
Jani Stefanovic - growl, gitara, perkusja instrumenty klawiszowe
Andreas Olsson - bas

Dla mnie ten LP jest największym osiągnięciem tego zespołu zaliczanego do najważniejszych christian power metalowych grup europejskich. Ten nie istniejący już zespół potrafił połączyć skutecznie melodię z agresją i niespotykanymi nigdzie indziej w gatunku aranżacjami i rozwiązaniami.
Tu zaproszeni goście wśród których jest i gitarzysta Carl Johan Grimmark i wokalista Thomas Vikstrom oraz inni odwalili kawał dobrej roboty. Doskonałe całościowo jest tło pełne "anielskich" wokaliz i elektronicznych klawiszowych ścian . Po klimatycznym intro od razu mamy jeden z najlepszych numerów DIVINEFIRE ever czyli "Secret Weapon". Warto zwrócić uwagę, że jest to jeden z dwóch tylko numerów z wykorzystaniem growlingu.
Należy też pamiętać, że w muzyce tego zespołu pełni on specjalna określoną funkcję - podkreśla dwoistość ludzkiej natury, ścieranie się Dobra ze Złem - i Anioła z Szatanem.
Doskonałe jest w tym utworze wszystko, łącznie z wykonanym z maestrią neoklasycznym solem gitarowym. Sztandarowy hymn "Divinefire" jest centralnym punktem płyty, do którego odnosi się całość - także to co następuje po nim. Podniosły i monumentalny utwór.
"Hero" z nerwowym pulsującym rytmem i refrenem w stylu dokonań IMPELLITTERI jest także utworem z najwyższej półki. Chwytliwość melodii na tle tego głównego riffu przewodniego niesamowita. "United As One" już takiego wrażenia nie robi - może dlatego tej tej chwytliwości tu zabrakło. "Leaving the Shadows" zaś to według mnie najlepszy numer DIVINEFIRE . Niesamowita energia i stylizowanie na IMPELLITTERI także w genialnym solo gitarowym. Bas jest tu po prostu masakrujący szczególnie w partiach granych unisono z gitarą rytmiczną. "Open Your Eyes" dobry, niemniej blado wypada na tle wcześniejszych naładowanych dynamitem kompozycji. Końcówka znów znakomita w postaci skupiającego w sobie wszystkie zasadnicze walory płyty "New Beginning".
Instrumentalny "Cryptic Passages" kończy zasadniczą część płyty pozostawiając wrażenie że nastąpi ciąg dalszy.
Na zakończenie cover QUEEN - "The Show Must Go On" jakby na potwierdzenie tego...
Wysokiej klasy produkcja charakterystyczna dla albumów z wytwórni Rivel to dodatkowy atut podnoszący wartość tego LP , którego kontynuacja stylistyczna znalazła odzwierciedlenie na kolejnym albumie "Into A New Dimension".


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
DivineFire - Into A New Dimension (2006)
[Obrazek: Divinefire-Into_A_New_Dimension_%28Japan%29-Frontal.jpg]

Tracklista:

1. Vision Of The New Dawn 01:44
2. Passion & Fire 05:02
3. Time's Running Out 03:29
4. Into A New Dimension 03:44
5. Facing The Liar 04:18
6. Live Or Die 04:06
7. Alive 04:21
8. All For One 04:31
9. The Final Victory 05:09
10. The Last Encore 03:22

Rok wydania : 2006
Gatunek: power metal
Kraj : Szwecja

Skład zespołu:
Christian Rivel – śpiew
Jani Stefanovic – śpiew(harsh) , gitara , instrumenty klawiszowe , perkusja
Andreas Olsson – bas
gościnnie:
Carl Johan Grimmark - gitara
Patrik Gardberg - gitara
Pontus Norgren – gitara

DIVINEFIRE należał do zespołów z kręgu szwedzkiego christian power metalu i jego centralną postacią był oczywiście sam Rivel. W odróżnieniu jednak od delikatnych grup w rodzaju NARNIA ten zespół zaproponowała muzykę ciężką i rozbudowaną formalnie , apogeum swoje twórczości osiągając na albumie "Hero"z roku 2005. "Into A New Dimension" stanowi muzyczną kontynuację stylu z tamtej płyty , nagrany został w tym samym składzie i sposób zaprezentowania walki dobra ze złem jest na obu płytach taki sam.Czysty wokal - dobro i anioł , harsh -zło i szatan. Na tej płycie toczy się między nimi nieustanna walka oparta o niepokojące klawiszowe tło , ciężkie powerowe ataki gitarowe i nagłe zmiany tempa i klimatu , stanowiące jakby przerwy pomiędzy kolejnymi starciami w tej bitwie.Istotnym składnikiem są elementy neoklasyczne , głównie w klawiszach właśnie ,które często zmiękczają w zasadzie heavy powerowy charakter wielu kompozycji , jak znakomitego już na początku Passion And Fire. DIVINEFIRE gra szybko i zdecydowanie , wokal Rivela jest mocny w zwrotkach i delikatniejszy zazwyczaj i wyższy w refrenach. A ten i w tej kompozycji i w Times Running Out jest porywający.DiIVINEFIRE to granie wzniosłe i patetyczne momentami , przecinane jednak ostrymi solami Stefanovica i pozostałych zaproszonych tu znanych gitarzystów. Całość dopełnia potężna sekcja rytmiczna z warkoczącym basem i bardzo dynamiczna perkusją Szybkie tempa w pierwszej części płyty podtrzymuje i tytułowy Into A New Dimension , miażdżący nerwowymi rwanymi riffami i kapitalnymi symfonicznymi klawiszami , użytymi oszczędnie ale w najbardziej odpowiednich miejscach. Znakomita melodia jest tu okazją do zaprezentowania przez z Rivela sporej klasy jako wokalisty.Stefanovic w solo udowadnia że należy do czołówki szwedzkich gitarzystów o neoklasycznych ciągotach. Prosta z pozoru kompozycja staje się w pewnym momencie wielowątkowa i szkoda tylko ze nie została bardziej rozbudowana.Face The Liar jest wolniejszy , mroczniejszy i gdy się rozpędza dochodzi do głosu zło. Niebiańskie chóry w tle z trudem przebijają się przez ciężkie gitarowe akordy , i dopiero w końcowej części tej pełnej dramatyzmu kompozycji pojawia się promyk światła. Live Or Die to także bitwa dobra ze złem , wyrażona i w mocnych gitarowych szarżach i mieszaniu harshu z czystym wokalem , przechodzącego w wysokie ekstatyczne zaśpiewy.Niestety sam poziom dramatyzmu w narracji nieco siada w dalszej części płyty i zarówno Alive , jak i All For One nie mają już takiej siły oddziaływania jak poprzednie kompozycje . Poziom wykoania jest bardzo wysoki przy czym jednak Alive wydaje się nieco zbyt wtórny w wykorzystaniu motywów i pomysłów jakie w innych utworach zostały tu lepiej użyte.Zdecydowanie udany jest za to The Final Victory niejako podsumowujący całość , gdzie ta bitwa pomiędzy siłami światła i ciemności rozgrywa się w szybkim tempie a i ataki sił zła są chyba najlepiej zrobione w porównaniu z pozostałymi utworami.
Symfoniczne , wypełnione chórami i ciężką perkusja instrumentalne zakończenie w postaci The Last Encore bardzo dobre , pełen klimatu i interesująco podsumowujące motywy przewodnie jakie pojawiły się na płycie.
DIVINEFIRE niewątpliwie można uznać za najbardziej oryginalny zespół na szwedzkiej scenie christian metalowej. Mocne brzmienie , nieprzewidywalność w kompozycjach , atrakcyjność melodii to główne atuty tej grupy , która jednak w 2008 roku zeszła ze sceny żegnając się z fanami nieudanym niestety ostatnim albumem "Farewell".


Ocena : 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
DivineFire -Farewell (2008)
[Obrazek: 195848.jpg]

Tracklista:
1. Calling The World 02:12
2. Unity 04:27
3. You Will Never Walk Away 04:14
4. Pass The Flame 04:50
5. Grow And Follow 04:46
6. My Roots Are Strong In You 04:22
7. King Of Kings 04:24
8. Heal Me 12:22
9. Farewell 02:17

Rok wydania: 2008
Gatunek: Power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Christian Rivel – śpiew
Jani Stefanovic – growl ,gitara, instrumenty klawiszowe,perkusja, programowanie
Andreas Olsson – bas


W przypadku DIVINEFIRE, z pewnością najbardziej oryginalnego zespołu szwedzkiego nurtu christian power metalu zawsze można było liczyć na dużo dobrej i bardzo dobrej muzyki na każdej kolejnej płycie pełnej energii, rozmachu i dramatyzmu przekazu. "Farewell"miał być według zapowiedzi Rivela ostatnim LP grupy i fani tym bardziej liczyli na godne pożegnanie.
Niestety stało się inaczej i DIVINEFIRE zaprezentował sięjako blade odbicie tego co prezentował wcześniej ,bo co prawda idea pozostała niezmieniona ,ale zarówno same kompozycje i jak i ich wykonanie okazały się rozczarowujące.
Symfoniczny wstęp w postaci "Calling The World" stanowi wprowadzenie interesujące do grania, które interesującym już zbytnio nie jest. "Unity" mimo mrocznego początku zapowiadającego kolejna rundę walki dobra ze złem przekształca się szybko w mix grania HELLOWEEN i NARNIA a "You Will Never Walk Away" zbudowany na kontrapunktowym ,typowym dla DIVINERFIRE wykorzystaniu elementów extreme melodic metalu i melodic power w połowie zatraca energię przekazu.Można odnieść wrażenie, że tym razem zespół celowo złagodził wydźwięk swoich utworów ,kierując je także do tych słuchaczy christan power metalu, którzy preferują jednak granie proponowane przez NARNIA.. Ułożony i ugrzeczniony "Pass The Flame" poza interesującymi partiami klawiszowymi nie oferuje wiele, podobnie jak wyjątkowo brutalnie ozdobiony growlem "Grow And Follow" z ładunkiem progresywnych zagrywek w części instrumentalnej. Wyraźnie zespołowi brakuje pomysłów i "My Roots Are Strong In You" to chyba najsłabszy utwór jaki znalazł się na albumach DIVINEFIRE.
"King Of Kings" gdzie wykorzystano trochę neoklasycznych patentów również brzmi jak nieco ostrzej prezentująca się NARNIA, co samo w sobie zarzutem nie jest,ale skoro Rivel prowadzi dwa zespoły to niech się między sobą muzycznie czymś różnią.Rozbudowany "Heal Me" to wiele wątków i progresywne podejście do power metalu jednak treści niewiele i jak na finałową walkę jasnej i ciemnej strony wypada blado.

Cała płyta jest niestety pozbawiona tego autentycznego dramatyzmu jaki cechował wcześniejsze albumy. Poprawne kompozycje wykorzystujące motywy i rozwiązania zastosowane już poprzednio nie budzą emocji , zresztą także jeśli chodzi o same wykonanie. Być może wokal Rivela jest w czystych delikatnych partiach momentami najlepszy do tej pory ,klawiszowe pasaże w tle dobrane starannie , ale już sola Jani Stefanovica mocno odbiegają od tego co grał w DIVINEFIRE wcześniej. Jakoś rola gitary została sprowadzona do poziomu jednego z wielu instrumentów ,chwilami wspomagającego tylko wokal Rivela i elementy programowane.

Mało autentycznego zaangażowania i DIVINEFIRE odegrał po prostu czterdzieści minut melodic power metalu gdzieniegdzie wzmocnionego growlem i zagraniami z kregu melodic death metal /extreme melodic.Brakuje zapadających w pamięć melodii i i tych niesamowitych refrenów, których przynajmniej kilka wstrząsało słuchaczem na poprzednich albumach.
Także pod względem produkcyjnym to najmniej interesujący LP zespołu, z kiepskim brzmieniem gitary, głuchym growlem i sztucznie ustawiona perkusją.
Doświadczona ekipa nagrała płytę wyjątkowo przeciętną i niczego nie wnoszącą do stworzonego przez nich własnego stylu. Powielono kilka pomysłów, dorzucono kilka nowych niezbyt udanych i w efekcie pożegnanie wypadło grubo poniżej oczekiwań, sygnalizując wyczerpanie formuły i wypalenie zespołu.
DIVINEFIRE zakończył działalność, jednak jak się okazało nie na długo. W nieco zmienionym składzie powrócił z nowa płytą w roku 2011 i w przeciwieństwie do pożegnania ten powrót okazał się bardzo udany.


Ocena 6,4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
DivineFire - Eye of the Storm (2011)
[Obrazek: 297416.jpg]

Tracklista:

1. Time For Salvation 04:34
2. Hold On 04:00
3. Unchain My Soul 04:02
4. Bright Morning Star 04:44
5. To Love And Forgive 06:56
6. Even At My Lowest Point 04:18
7. Send Me Out 03:25
8. Masters And Slaves 03:57
9. The World's On Fire 04:15
10. Never Surrender 06:08
11. Masquerade 04:07
12. Close To The Fire 03:46

Rok wydania: 2011
Gatunek: Symphonic Power metal/Extreme Melodic Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Christian Liljegren – śpiew
German Pascual – śpiew
Jani Stefanovic –gitara, bas, perkusja, instrumenty klawiszowe, harsh wokal

Wydawało się, że po nagraniu "Farewell" nastąpi pożegnanie z DIVINEFIRE już na zawsze i najcięższy metalowy zespół firmowany przez Christiana Liljegrena odejdzie definitywnie w przeszłość.
Tymczasem poprzedni oraz ostatni wokalista NARNIA spotkali się i wraz ze Stefanovicem oraz zaproszonymi tu gośćmi i grupa powstała jak feniks z popiołów.
Wszystko zagrał Stefanovic i trzeba przyznać, że zagrał znakomicie. Czy to gitara, czy instrumenty klawiszowe czy perkusja - wszystko niesamowicie dopracowane i poziom momentami zdumiewający. Może to nawet najlepszy taki multiinstrumentalny występ Stefanovica?

Goście dzielnie wspierają go w wielu miejscach, a są to i CJ Grimmark i Pontus Norgren oraz Andreas Passmark i Markus Sigfridsson. Jest także i Thomas Vikström, którego zawsze jest miło posłuchać. On wspiera Liljegrena i Pascuala i bardzo dobrze, jednak zapewne i bez niego trzeba by ocenić album pod względem wokalnym wysoko. Forma obu wokalistów znakomita, ze wskazaniem na Germana Pascuala. Wybornie śpiewa te nie zawsze takie łatwe partie, jakie mu przypadły i jak się okazuje ten jego świetny występ w NARNIA nie był jednorazowym przebłyskiem talentu.
DIVINEFIRE powraca ponownie z malowanym dźwiękiem obrazem walki Dobra ze Złem i Anioła z Szatanem. Jest to klasyczna formuła zespołu z bogatymi, momentami wręcz monumentalnymi i apokaliptycznymi partiami klawiszowymi, tym razem mocno wyeksponowanymi. Do tego jak poprzednio mieszany wokal czysty i ten symbolizujący Zło i Grzech harsh Jani Stefanovica, jeszcze lepszy niż w dawnych latach.
Bogato to brzmi wszystko i w wielu kompozycjach bardzo ekstremalnie. Tak dużego ładunku mocnego ekstremalnego grania ten zespół jeszcze nie proponował. To robi wrażenie, zwłaszcza potężne, masakrujące partie gitarowe w otwarciach wielu kompozycji, jak chociażby "Unchain My Soul" czy "Send Me Out".
"Time For Salvation" to najlepszy opener ze wszystkich, jakie do tej pory ten zespół przedstawił, jednocześnie już na początku słychać, że ten album ma charakter po części progresywny.
Mnóstwo tu nagłych zwrotów akcji, niespodziewanych rozwiązań, dramatyzmu w opowieści, połamanych zagrywek gitarowych i nietypowych solówek. Nie jest to koncept, niemniej cały czas ma się wrażenie uczestnictwa w historii z narastającym napięciem aż do symfonicznego instrumentalnego finału w postaci "Close To The Fire".
Muzyka zawarta na tym albumie wymaga sporo uwagi, nie jest zbyt łatwa w odbiorze, nie ma tu także tak jasno wyrażonych melodii jak na "Hero" chociażby. Pod tym względem najprościej wygląda "To Love And Forgive" i ta kompozycja z marszowym medievalowym motywem głównym i z bardzo zróżnicowanymi wokalami różni się dosyć znacznie od pozostałych, ale i tu znajdują się wszystkie zasadnicze elementy specyficzne dla tego LP.
Wyważenie proporcji pomiędzy Mrokiem i Jasnością dobrane bardzo starannie, a najlepiej wypada pod tym względem "Masters And Slaves". Także umiejscowienie tego utworu w środku albumu bardzo przemyślane. Bardzo dobrze komponuje się to z "The World's On Fire", który jest kolejnym z najlepszych utworów na płycie z fantastycznym wykorzystaniem instrumentów klawiszowych.
Druga część albumu jest nieco bardziej melodyjna, występuje tu także więcej rozpoznawalnych dla szwedzkiego stylu christian power metalu refrenów jak w "Never Surrender".

Jest to album nasycony nieprawdopodobną energią i z maksymalnym wykorzystaniem przestrzeni.
Specyficzne brzmienie perkusji wynika chyba z jej częściowego programowania, natomiast ogólnie sound jest mocniejszy i bardziej klarowny niż na poprzednich albumach, przy czym bardzo zadbano o dalsze plany.
Trudna płyta, trudna do ogarnięcia za pierwszym czy tez drugim razem.
Nieco inny choć nadal rozpoznawalny DIVINEFIRE, a odświeżona formuła sprawdziła się i ten powrót należy zaliczyć do bardzo udanych.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości