DragonForce
#1
DragonForce - Ultra Beatdown (2008)
[Obrazek: 202236.jpg]

Tracklista:

1. Heroes of Our Times 07:14
2. The Fire Still Burns 07:50
3. Reasons to Live 06:26
4. Heartbreak Armageddon 07:41
5. The Last Journey Home 08:12
6. A Flame for Freedom 05:20
7. Inside the Winter Storm 08:12
8. The Warrior Inside 07:15

Rok wydania: 2008
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
ZP Theart – śpiew
Herman Li – gitara, śpiew
Sam Totman – gitara, śpiew
Frédéric Leclercq - bas, gitara akustyczna, śpiew
Dave Mackintosh – perkusja, śpiew
Vadim Pruzhanov – instrumenty klawiszowe, pianino, śpiew

Legia Cudzoziemska pod brytyjską flagą prezentuje w Japonii premierę płyty, wyprodukowanej w Finlandii i z okładką zaprojektowaną w USA.
Kosmopolityczny DRAGONFORCE i jego czwarty album. Album zespołu, który wzbudził tyle samo chorej nienawiści, co ślepego uwielbienia swoim superszybkim power metalem z ultra melodyjnymi refrenami i karkołomnymi popisami instrumentalistów, z gitarzystą Hermanem Li na czele.

Co tu jeszcze można zrobić, aby podsycić nienawiść, a wiernych fanów lekko zaskoczyć...
Tak, jest to nieco inna płyta, wciąż DRAGONFORCE, jednak taki cieplejszy, grzeczniejszy, słoneczny i radosny, optymistyczny i przyjazny dla wszystkich, nawet dla tych, którzy wyszukiwali tylko ich koncertowe potknięcia na filmikach z Youtube.
Nie schodząc w zasadzie ze swoich standardowych 7 minutowych tracków, wzbogacili muzykę o trochę wolniejszych fragmentów, nieco zadumy i szczyptę cukru więcej.
Jednak wcale nie tak bardzo się zmienili, choć refreny są bardziej przestrzenne i polatujące ku niebu jak w "Heroes of Our Times". Sola gitarowe nadal mkną z prędkością światła, ale są zarazem bardziej czytelne i więcej w nich treści niż shredu dla shredu.
ZP Theart bardzo ładnie śpiewa, czysto, bez siłowania się i chęci wypluwania stu słów na minutę.
Nieskomplikowane, ale zwiewne i zgrabne klawisze towarzyszą gitarom, a sekcja rytmiczna napędza wszystko z nieprawdopodobną energią.
Tak powinien brzmieć speed melodic power metal XXI wieku. Te melodie są nadal takie bojowe, ale tego rycerskiego grania nieco mniej. Jest na pewno jednak w kapitalnym "The Fire Still Burns".
No polatuje ta muzyka wysoko ku niebu bezchmurnemu i błękitnemu, ku słońcu i tak to już jest do końca tej płyty. Może trochę zbyt cukierkowo w "Reasons to Live" jest, ale to tylko raz. Wybaczalne, a zresztą to też udana kompozycja.
Tak nieco wolniej i łagodniej jeszcze w "Heartbreak Armageddon" z rozmarzonym fragmentem instrumentalnym, pełnym rockowych gitar. A w "The Last Journey Home" jeszcze więcej akustycznej gitary i łagodnej melodic power metalowej podróży z celtyckimi akcentami i nowoczesnymi zagrywkami gitar i klawiszy w fantastycznych, ale nieco za krótkich częściach instrumentalnych.
Najpiękniej polatuje ku niebu "A Flame for Freedom" i to muzyka jak z kolorowej pozytywki, ozdobionej tańczącymi postaciami i śniegową kulą.
Z prędkością światła ścigają się skutecznie w "Inside the Winter Storm", ale przecież nie za wszelką cenę i elegancko kończą, podsumowując wszystko w "The Warrior Inside".

Ciepłe, miękkie, głębokie brzmienie,przestrzeń i jasność... Pianino, akustyczne gitary, smaczki i niuanse.
Bezpretensjonalny album z muzyką dla wszystkich z wyjątkiem tych, którzy uśmierzają swoje kompleksy goregrind/brutal death metalem lub słuchając tylko teutońskiego thrashu wierzą, że są twardzi.


Ocena:9.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
DragonForce - The Power Within (2012)
[Obrazek: 329629.jpg?1837]


Tracklista:
1. Holding On 04:56
2. Fallen World 04:05
3. Cry Thunder 05:17
4. Give Me the Night 04:29
5. Wings of Liberty 07:22
6. Seasons 05:05
7. Heart of the Storm 04:44
8. Die By the Sword 04:38
9. Last Man Stands 05:12
10. Seasons (Acoustic Version) 04:26

Rok wydania: 2012
Gatunek: Melodic Power/Speed Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Marc Hudson - śpiew
Herman Li - gitara
Sam Totman - gitara
Vadim Pruzhanov - instrumenty klawiszowe
Frédéric Leclercq - bas, śpiew
Dave Mackintosh - perkusja


Uwielbiany, wyszydzany, światowej sławy DRAGONFORCE z nowym wokalistą, niezwykle sympatycznym panem Hudsonem. Jeśli ktoś sądził, że ZP Heart jest niezastąpiony pomylił się bo Marc idealnie pasuje do słonecznego rozpędzone do sound barrier metalu DRAGONGFORCE.Wystarczy posłuchać jak sobie poczyna w potoczystym "Heart of the Storm" i jak rozkwita refren gdy śpiewa nieco wyżej.

Jest pewną niespodzianką to,że ta ekipa ponownie postawiła na szybkość po nieco wolniejszym albumie poprzednim a kompozycje są znacznie krótsze i bardziej zwarte w motywach.
Taki radosny, naładowany pozytywną energią melodic speed power jest potrzebny w coraz bardziej ponurych metalowych czasach. Nic nowego DRAGONFORCE nie proponuje i to dobrze bo w tym co robią są mistrzami i wszelkie naśladownictwa są zazwyczaj bladym odbiciem tego co Anglicy proponują w takich numerach jak otwierający "Holding On" czy łagodnie rycersko epickie "Fallen World" lub "Die By the Sword". To akurat jeden z największych hitów albumu z nawiązaniami do najstarszych nagrań zespołu i do rytmiki RUNNING WILD. Drugim takim na pewno jest "Cry Thunder" z kapitalnie zaśpiewanymi refrenami polatującymi dumnie ku niebu, ujmującym motywem celtyckim i przepięknym duetem gitarowym w części instrumentalnej.
Energia bijąca z tego LP jest przeogromna poczynając od gitarowych natarć poprzez super szybkie fantazyjne sola Hermana Li aż do wspaniałego ultra dynamicznego występu sekcji rytmicznej ze wskazaniem na Dave Mackintosha w życiowej formie. Wykonanie jest fantastyczne a pewność siebie bije z każdego riffu. Tak się to powinno grać ! Tak jak w porywającym super szybkim "Give Me the Night". Może i taki częściowo power rockowy numer jak "Seasons" mógłby pojawić się tylko w wersji akustycznej (bardzo przyjemnej zresztą) ale to w zasadzie jedyne i niezbyt wielkie potknięcie kompozycyjne na tym LP. Chyba, że na upartego dodać tu trochę słabszą melodię z "Last Man Stands".
Krótsze utwory niż poprzednio poza "Wings of Liberty" gdzie odegrali swoje przepisowe siedem minut w klasycznym tempie i z odrobinę mocniejszymi gitarami.

To DRAGONFORCE w swoim stylu po prostu. Na całej płycie. Wyrazy uznania należą się za świeżość samych melodii w obrębie mocno już wyeksploatowanego zestawu własnych riffów. Niby wszystko brzmi znajomo ale takiego dosłownego autokopiowania za wiele nie ma.
Brzmieniowo też bez rewolucji, choć jakby mniejsza głębia i pokłady ciepła niż na albumie "Ultra Beatdown".
Po prostu DRAGONFORCE. W bardzo wysokiej dyspozycji, pewny siebie i wyluzowany.


Ocena : 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
DragonForce - Maximum Overload (2014)


[Obrazek: 558738.jpg?0538]

Tracklista: (wersja earMUSIC 0209444ERE)
1. The Game 04:56
2. Tomorrow's Kings 04:13
3. No More 03:50
4. Three Hammers 05:50
5. Symphony of the Night 05:19
6. The Sun Is Dead 06:34
7. Defenders 05:45
8. Extraction Zone 05:06
9. City of Gold 04:43
10. Ring of Fire (Johnny Cash cover) 03:15

Rok wydania: 2014
Gatunek: Melodic Power/Speed Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Marc Hudson - śpiew
Herman Li - gitara
Sam Totman - gitara
Vadim Pruzhanov - instrumenty klawiszowe
Frédéric Leclercq - bas, śpiew
oraz
Dave Mackintosh - perkusja

W roku 2014 chyba już wszyscy pogodzili się z Hudsonem jako wokalistą, a kto się do niego nie przekonał, ten zapewne nigdy DRAGONFORCE nie lubił. Druga płyta z Hudsoinem wydana została w sierpniu 2014 przez earMUSIC i stylistycznie jest w zasadzie kontynuacją tego, co można usłyszeć na "{The Power Within". Melodyjny speed power metal DRAGONFORCE po prostu.

Tym razem bardzo interesujące jest rozpoczęcie płyty w postaci The Game. Zaskakuje rytmika i styl melodii zbliżony do grania modern, moze nawet blisko BULLET FOR MY VALENTINE oraz pewna nieduża dawka brutalnych wokali w metalcore'wej manierze. Ogólnie - znakomity początek i pewne novum w przewidywalnych obszarach tej ekipy.
Potem nieco udanej sztampy w Tomorrow's Kings czy Symphony of the Night gdzie brzmią jak najdawniejszy DRAGONFORCE z POWER QUEST w tle, ale już No More jest znacznie bardziej soczysty i po raz kolejny trochę nowocześniejszy chwilami, słoneczny i przebojowy. Three Hammers to taki klasyczny zrobiony w brytyjskiej manierze melodic epic power ze świetnym refrenem i wyśmienitym przyspieszeniem, też takim modern, jak w przypadku openera. Dosyć nowocześnie brzmi także The Sun Is Dead z refrenem radiowym i melodia zwrotek jest tu jednak lepsza, podobnie jak starannie zaplanowana część instrumentalna, wolniejsza i bogata formalnie. Partia instrumentów klawiszowych w końcówce, zrobiona pod Hammondy, jest wyjątkowo fajna.
Znakomicie wypada speed rycerskie natarcie w Defenders i tu refren robi zdecydowanie bardzo dobre wrażenie.
Extraction Zone jest fantastyczny w tym pędzie z prędkością światła u nośną melodią, także Hudson zdał egzamin w nadążaniu za gitarami. Brawa za ten kawałek! Także za ten zabawny a zarazem pełen luzu fragmencik elektroniczny.
W pewnych swoich pełnym lekkości i pewności siebie zagrywkach są jednak nie do pobicia. To słychać w pracy gitar w chwytliwym, przebojowym City of Gold.

Hudson potwierdził, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Może i ZP Heart był wokalnie bardziej barwny, ale Hudson spisuje się bez zarzutu. Li i Totman... No cóż, oni jednych zachwycają, innych drażnią, ale na tym albumie zagrali nie tylko jak zwykle szybko i z niesamowitą wprawą, ale i kilka razy wręcz karkołomnie i wyszli z tego bez szwanku. W tym co robią są niezaprzeczalnie oryginalni i rozpoznawalni. Sekcja rytmiczna? W końcu to sekcja , która napędzała moc gitarzystów na kilku albumach i z pewnych rzeczy wyciągnęła wnioski i doświadczenia. Aby być wierny faktom trzeba dodać, że tym razem Dave Mackintosh zagrał po raz ostatni i jako muzyk sesyjny. Nowym perkusistą został w tym samym roku Włoch Luigi Anzalone.
Produkcyjnie jest to kolejny LP zrobiony solidnie, choć nieco staromodnie w wielu fragmentach. Nowe dla soundu DRAGONFORCE, lekko metalcore'we brzmienie gitar jakie można parokrotnie usłyszeć jest udane i interesujące.
Międzynarodowa ekipa z Londynu gra swoje. Kiedyś była bardzo sztampowa i przewidywalna, teraz od jakiegoś czasu już nie. Tu grają niby w jednym stylu, ale jednak prawie kawałek ma swój własny muzyczny odcień

ocena 9/10

new 26.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
DragonForce - Valley of the Damned (2003)
  [Obrazek: 12108.jpg?1307]

Tracklista:

1. Invocation of Apocalyptic Evil 00:14
2. Valley of the Damned 07:10
3. Black Fire 05:47
4. Black Winter Night 06:31
5. Starfire 05:53
6. Disciples of Babylon 07:17
7. Revelations 06:53
8. Evening Star 06:39
9. Heart of a Dragon 05:23


Rok wydania: 2003
Gatunek: Melodic  Speed Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
ZP Theart – śpiew
Herman Li – gitara, śpiew
Sam Totman – gitara, śpiew
Diccon Harper - gitara basowa
Didier Almouzni – perkusja
Vadim Pruzhanov – instrumenty klawiszowe, pianino


Tyle krzyku, tyle wrzawy, tyle niepotrzebnych negatywnych i śmiesznie ekstatycznych emocji przy okazji debiutu londyńskiej ekipy, w której rodowici Brytyjczycy są w mniejszości. Od miłości do nienawiści, ślepej rzecz jasna, w obu krańcowych przypadkach. Trzeba na to popatrzeć na trzeźwo, chłodnym okiem.
Przede wszystkim często zapomina się o korzeniach. DRAGONFORCE przecież poprzednio występował jako DRAGONHEART, a po rozpadzie pierwotnego składu DRAGONHEART jego istotni członkowie założyli POWER QUEST, a Totman nawet tam im pomagał...

DRAGONFORCE na debiucie z 2003 jest niczym innym i niczym więcej niż tylko speedową wersją POWER QUEST  z lat 2002-2003 i dlatego realnie podlega takiej samej ocenie jak POWER QUEST właśnie. W obu przypadkach jest to ten sam pełen naiwnego wdzięku i słońca heroiczny fantasy power metal, o niemal identycznych strukturach melodycznych i tylko Li i Totman grają to samo dwa razy szybciej. Jeśli ktoś lubi słodkawy power metal POWER QUEST i lubi maksymalną speedową jazdę bez trzymanki, to naturalnie DRAGONFORCE jest zespołem idealnym. Jeśli natomiast nie lubi, to słuchanie DRAGONFORCE może być przeżyciem traumatycznym.
To, co gra na tym albumie zespół z Londynu jest z kompozycji na kompozycję podobne, te riffy są wykorzystane wielokrotnie, te refreny są tylko po prostu dobrymi radosnymi fantasy refrenami, przy czym oczywiście w roku 2003 odbiór pewnych rzeczy był inny niż obecnie. To wszystko było stosunkowo świeże, tak dynamicznie i szybko podobnych melodii nikt praktycznie grał, nie grał również tak gładko, bo przecież sam speed metal nie był niczym nowym, może nawet był reliktem lat 80tych, wymierającym, a DRAGONFORCE przywrócił nim zainteresowanie.
Pewną nie prawdziwą legendą jest stwierdzenie, że Li i Totman na tym albumie ukazali jakiś tam swój geniusz i wirtuozerię.
Tak nie jest. Obaj grają tu owszem, bardzo szybko, ale nic ponadto. Sola są pełne błędów, poza szybkością przemieszczania się po gryfie nie ma tu niczego specjalnie trudnego ani twórczego. Znacznie ciekawsze są gitarowe partie wolniejsze jak chociażby  w Valley of the Damned.
Jest na "Valley of Damned" także trochę tego bałaganu, który tak wytykają zajadli przeciwnicy zespołu. No jest, choćby  w Disciples of Babylon, który zamiast być zróżnicowany to faktycznie jest bałaganiarski formalnie, bo i motywów kilka i i pianino w roli głównej w pewnym momencie i coś co metalem nie jest.
Kompozycje na tym albumie są podobne do siebie, płyta brzmi monolitycznie, warto jednak zauważyć, że na kilku następnych LP pewne motywy pojawiły się ponownie i to ukazane w znacznie bardziej interesujący sposób. Wbrew ogólnej manierze zagrali bardzo dobry numer balladowy, chwytliwy rockowy Starfire i takie podobne numery po latach wychodziły im równie dobrze, a może i jeszcze lepiej.

Z całą pewnością na uznanie zasługuje wyborna gra perkusisty Didier Almouzni trochę przez lata zapomnianego, natomiast
ZP Theart jest po prostu dobry i nieco męczący w wyższych partiach.  Jakoś najbardziej chyba  w Revelations. Jego muzyczna dojrzałość przyjdzie nieco później, zresztą podobnie jak i obu gitarzystów. Vadim Pruzhanov robi bardzo dobrą robotę. także dlatego, że nie stara się rywalizować z gitarami. Ma swój własny dalszy plan i tam robi dokładnie to do niego należy.
Ogólnie śmiało, wesoło, ale nie wesołkowato jak w trochę hellowenowskim Heart of a Dragon, a wszystko w naprawdę doskonałej oprawie dźwiękowej. W tej kategorii muzycznej iw tym czasie ta płyta został zrealizowana niemal perfekcyjnie. "Sharp & Clear" i każdy kto uważa inaczej się po prostu myli. Trzeba zachować odrobinę obiektywizmu wobec faktów...Najlepsze numery? Jak się wielbi POWER QUEST to pewnie wszystkie, ale jeśli nie, to prawdziwych metalowych killerów na tym LP nie ma.
Po prostu dobra płyta w swoim gatunku. Naprawdę nie ma powodu strzelać do siebie przy okazji dyskusji nad debiutem DRAGONFORCE, drodzy fani metalu.

ocena 7/10

new 25.02.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości