Dreamtale
#1
Dreamtale - Beyond Reality (2002)
[Obrazek: 15930.jpg]

Tracklista:

1. Intro 04:06
2. Memories of Time 04:46
3. Fallen Star 04:25
4. Heart's Desire 08:10
5. Where the Rainbow Ends 05:01
6. Time of Fatherhood 05:25
7. Dreamland 03:38
8. Call of the Wild 05:23
9. Dancing in the Twilight 04:58
10. Refuge From Reality 04:45
11. Silent Path 04:52
12. Farewell... 07:15

Rok wydania: 2002
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Rami Keränen - śpiew, gitara
Esa Orjatsalo - gitara
Alois Weimer - bas
Turkka Vuorinen - instrumenty klawiszowe
Pete Rosenbom - perkusja
gościnnie:
Marco Hietala - śpiew
Sanna Natunen - śpiew

DREAMTALE to zespół stworzony przez gitarzystę Keränena i ten album to debiut grupy.
Keränen wyszedł na tej płycie naprzeciw oczekiwaniom fanów melodyjnego heavy i power metalu na fali wzmożonego zainteresowania gatunkiem w Finlandii i Europie i Japonii, gdzie DREAMTALE szybko zdobył sporą popularność. Keränen zrezygnował z prostego kopiowania dokonań STRATOVARIUS czy SONATA ARCTICA i do kompozycji dołożył elementy hard rocka, melodic metalu i całości nadał formę bogatą aranżacyjnie, choć nie wychodzącą poza ramy melodic power metalu, także w wielu punktach stycznego z niemieckim. Jest to jedyny album, gdzie Keränen zaśpiewał sam, posiłkując się gościnnym udziałem Marko Hietala i wokalistki Sanny Notunen w kilku kompozycjach. Był to dobry ruch, bo Keränen okazał się wokalistą bardzo dobrym, o specyficznym, rozpoznawalnym głosie, nie mającym nic wspólnego ze śpiewem Koltipelto dla przykładu.

Płyta nie posiada ani nadmiernego ciężaru, ani też nie jest zbyt lekka. Kompozycje dobrano bardzo starannie, także pod względem ich układu i samo rozpoczęcie w postaci instrumentalnego "The Dawn" autorstwa Smitha i Zimmera jest zaskakujące, ale zwiastujące, że i trochę lekko podanej epiki i fantasy klimatu tu się znajdzie."Memories Of Time", w melodii bezpośrednio z niego wypływający to właśnie taka łagodna pełna ciepła, ale dynamiczna kompozycja z echami wczesnego HELLOWEEN, z porcją galopad powerowych i znakomitym, pełnym rozmachu refrenem. Ta, jak i pozostałe kompozycje, są ładnie rozbudowane o liczne sola, klawiszowe pasaże, gęsty bas i ta muzyczna przestrzeń jest wypełniona cały czas interesującymi motywami pobocznymi.
Duża w tym zasługa klawiszowca Vuorinena, gra doprawdy znakomicie proste rzeczy, idealnie wpasowane w utwory. Drugim gitarzystą jest Orjatsalo, współtwórca większości kompozycji i ta wzajemna współpraca z Keranenem się układa znakomicie. Gitary się uzupełniają, to granie pełne energii w natarciach i galopadach.
No i refreny są kapitalne. Jak pojawia się refren w "Refugee From Reality" to potem się czeka cały czas, gdy wykonają go ponownie. To taka specyficzna cecha tego albumu - na te refreny zamaszyste czeka się bez przerwy z ogromną niecierpliwością. Radosne, ale nie wesołkowate granie melodic fantasy metalu trwa przez cały czas. Cały czas na bardzo wysokim poziomie, bo na tym LP nie ma po prostu słabych utworów. W "Fallen Star" świetne partie wokalne różnego typu i zwiewne solo Vuorinena, no i oczywiście gitarowe sola, które są bardzo dobre na tej płycie.
Gdy graja wolniej, prezentują pełne ciepła melodic metalowe utwory w rodzaju "Time Of Fatherhood", gdy zaś wchodzą w rytmiczny power metal są nie do pobicia, szczególnie we "When The Rainbow Ends", gdzie gościnnie śpiewa w roli głównej Marko Hietala. Refren tej kompozycji to absolutny killer i kwintesencja melodic power. Zresztą Hietala się tu bardzo przyłożył, podobnie jak w rozbudowanym, centralnie ustawionym "Heart's Desire" pokazał on klasę, przy czym ta kompozycja jest nieco bardziej złożona. Zawiera ona i elementy neoklasyczne i pewne cechy stylistyki STRATOVARIUS i może nawet TAROT oraz coś z progresywnego melodic power, prezentowanego przez zespoły skandynawskie. Ładna jest melodia, a staranność wykonania ogromna. Tu też słychać, jak to wszystko jest przemyślane na tym albumie w szczegółach. Nie ma miejsca na przestoje czy nadmierne wydłużanie jakichś motywów. Udane są także numery, gdzie zaśpiewała Notunen - "Silent Path"i łagodny "Farewell".
"Dreamland" to jedyna kompozycja autorstwa Orjatsalo i tu lekki motyw folkowo-rycerski jest głównym. Po raz kolejny to wszystko pięknie się rozwija w refrenie, śpiewanym razem z Notunen. Ułożone, pełne elegancji sola klawiszowe i gitarowe. Piękny nastrój w początkowej części "Call Of The Wild" czy tez wciągajaca melodia w "Dancing In The Twilight".

Dużo można o tej płycie opowiadać. Bogato to jest zrobione, bez uciekania się do symfoniki czy elektroniki.
DREAMTALE zdołał także uzyskać znakomite brzmienie całości. Krystaliczny sound, miękki w gitarach, głęboki w basie i mocnej perkusji. Wysublimowane klawisze o bardzo różnym brzmieniu, za każdym razem nieco innym. Zagrane to wszystko jest w sposób porywający, a zgranie zespołu fantastyczne.
Magiczna, pełna niespodzianek i bardzo bardzo przyjemna podróż w świat melodic metalu.
Jeden z najlepszych fińskich albumów w tym gatunku, którego poziomu już DREAMTALE w innych składach w okresie późniejszym nie osiągnął.


Ocena: 9.4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Dreamtale - Phoenix (2008)
[Obrazek: 199054.jpg]

Tracklista:

1. Yesterday's News 03:32
2. Eyes Of The Clown 04:43
3. Payback 04:44
4. Failed States 03:49
5. Take What The Heavens Create 02:53
6. Great Shadow 05:15
7. No Angels No More 03:49
8. Faceless Men 04:16
9. Firebird 03:47
10. The Vigilante 04:46
11. Lady Dragon(bonus track) 4:15
12. Between Love And Hate (bonus track)4:04

Rok wydania: 2008
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Erkki Seppänen - śpiew
Rami Keränen - gitara
Seppo Kolehmainen - gitara
Pasi Ristolainen - bas
Arto Pitkänen - perkusja
Akseli Kaasalainen - instrumenty klawiszowe

Rami Keränen to niezwykle sympatyczny człowiek, który od roku 1999 kieruje zespołem DREAMTALE. Melodyjny power metal w Finlandii ma pozycję bardzo mocną, a znaleźć się tam w czołówce i jednocześnie nie być stale porównywanym do tych najbardziej rozpoznawalnych grup to nie lada sztuka. Keränenowi udało się jedno i drugie i pierwsza połowa bieżącego dziesięciolecia to seria trzech bardzo dobrych płyt, nagranych w stale zmieniających się składach.
Po roku 2005 nastała jednak cisza i gdy wydawało się, że kolejny znakomity zespół przeszedł do historii, Keränen zreformował skład po raz kolejny, jako wokalistę wciągnął do grupy Erkki Seppänena znanego z KYPCK i pojawiła się kolejna płyta.
Żeby nagrać taki album trzeba mieć i fantazję i dużo poczucia humoru oraz sporo dystansu do siebie i muzyki, jaką się prezentuje. Trzeba mieć też pewną odwagę, aby z zespołu, grającego melodic metal/power metal w ściśle określonej konwencji, przejść na pozycje radosnej, melodyjnej zabawy stylami, formami i gatunkami. Ta płyta to zbiór radosnych hitów na słoneczny, ciepły dzień, to w wielu momentach metalowe disco polo, muzyka z remizowych potańcówek w klawiszach i rytmach, a co najważniejsze jest tu luz i żart, a przy tym zrealizowany na bardzo wysokim poziomie, do którego DREAMTALE już wcześniej wszystkich przyzwyczaił.
Jest to nadal album dla fanów melodic power, bo to metal jak się należy, a że wzbogacony o elementy pop, disco, a nawet i techno to niczego nie zmienia. Czystego pop music tu nie ma, dyskoteka jest melodic metalowa, a techno czy nawet industrial to tylko taki dodatek, aby wywołać jeszcze więcej zamieszania w tej muzycznej zabawie. Co jeszcze ważniejsze - ta muzyka chwyta od razu, jest przebojowa, zmusza do nucenia refrenów i zostaje w głowie.
Nie jest natomiast infantylna. Słychać, że nad tymi kompozycjami muzycy solidnie przysiedli, i że wzięli się za to autentyczni fachowcy. No i wreszcie ta płyta jest różnorodna i barwna. Praktycznie każdy kawałek jest w swej głównej melodii zaczerpnięty z innego podgatunku muzycznego i dopasowany do potrzeb melodic metalowej imprezy Keränena i reszty imprezowiczów.
"Yesterday's News", obdarzony disco polo klawiszami na początku, przekształca się w rytmiczny melodic power z elementami hard rocka z lat 80-tych i jest to bardzo fajne zaproszenie na tę metalową prywatkę. Jest ona pełna chórków w refrenach, czasem nie do końca poważnych, klasycznego "oooo'" i wszystkiego tego, co stanowi nieodłączny składnik takiego grania. W "The Vigilante" miesza się wszystko od SONATA ARCTICA po HELLOWEEN z Kiske i tu też melodic speed power pokazany jest lekko w krzywym zwierciadle. No po prostu słychać, że ta epicko rycerska napinka jest tu udawana. "Eyes Of The Clown" to także czyste granie z Kai Hansenem w tle, pełne luzu i dystansu do tego wszystkiego, podanego z uśmiechem, pukającą rytmicznie perkusją i długim solem klawiszowym, pasującym bardziej do SOANTA ARCTICA. Dyskotekowy rytm, techno i zabawne parodiowanie industrialnych brzmień to "Failed States" ze skocznymi, remizowymi wstawkami elektronicznymi i zupełnie do tego nie pasującym, z lekka napuszonym, true wokalem. No zrobione jest to bardzo dobrze, tak jak i chwytliwy refren. Znakomicie wypadają te zagrywki rodem z wiejskiej zabawy w "Take What The Heavens Create" w połączeniu z tradycyjnym dla DREAMTALE motywem głównym. Od czasu do czasu zwalniają tempo, jak w balladowym "No Angels No More" z duetem mieszanym i to doprawdy piękny utwór, z pianiem, symfonicznym tłem i śpiewem Seppänena w stylu, jaki prezentuje w KYPCK oraz kapitalnymi partiami wokalistki.
Znakomicie prezentuje się mocniejszy, melodic heavy metalowy, trochę w stylu lat 80-tych, "Great Shadow" z bogatymi partiami wokalnymi w tle, gdzie chórki z udziałem głosów żeńskich mają charakter stosowanych w metalu symfonicznym, a riffy są ciężkie i soczyste. Radosnego melodic power metalu w tanecznych rytmach nie brak w "Faceless Men", ale i tu mamy do czynienia z nieustannym mieszaniem i rycerskiego power metalu, i fantasy grania niemieckiego, i zabawnych chórków, a wszystko podane w sposób bardzo atrakcyjny, nawet i to solo, jakże typowe dla dyniowego grania HELLOWEEN. Ta sama helloweenowska atmosfera z lat 80-tych panuje i w "Firebird", ze znakomitym refrenem, jakiego na próżno teraz szukać w nagraniach HELLOWEEN czy GAIA EPICUS. Może nieco słabiej się tu prezentuje "Payback", ale w wersji japońskiej grupa dodała dwa bonusy, które są niewątpliwie ozdobą albumu i warte są wymienienia. Skoczny i szybki "Lady Dragon" to klasyczny speed melodic power w tradycji fantasy, zagrany przez Finów, a wymyślony przez Niemców. To wszystko już było, a przecież słucha się tego świetnie, zwłaszcza z radosnymi, "wieśniackimi" klawiszami w tle oraz ich dialogiem z gitarą w części instrumentalnej.
"Between Love And Hate" to absolutny killer disco polo metalu i nasi rodzimi twórcy powinni się wstydzić, że nie wymyślili czegoś takiego. No i do tego są tu lata 80-te i jest metal, podany z humorem i lekkością, jakiej coraz mniej nawet w rasowym hard rocku. Fantastyczne klawisze i zaśpiewy pań w chórkach oraz Seppänen, śpiewający z ogromnym zaangażowaniem, ale jestem ciekaw, ile się wszyscy uśmiali, jak to nagrywali wraz tymi wygłupami wokalnymi w pewnych momentach. Keränen znany jest z ogromnego poczucia humoru, jak widać Seppänen także umie się bawić w przerwach pomiędzy śpiewaniem rosyjskich romansów.
A przy tym wszystko to jest zrobione na najwyższym poziomie , to nie jest żart muzyczny dla samego żartu kogoś, kto w muzyce nie ma nic do powiedzenia. Oni się tu wszyscy świetnie bawią i zapraszają do zabawy innych.
Robota instrumentalistów wyśmienita i choć tym razem Keränen specjalnie się gitarowo nie wysila, to sola są jak zwykle co najmniej bardzo dobre. Klawisze Kaasalainena kapitalne w tym odważnym, kontrolowanym kiczu i jest tu jednym głównych bohaterów tego spektaklu, a to przecież jego pierwsza płyta w DREAMTALE. Ristolainen z nowym perkusistą Pitkänenem rozumie się bardzo dobrze, a nowy pałker pokazał tu oprócz prostego, remizowego młócenia kilka ciekawych zagrywek, ale, co najważniejsze, gra z wyczuciem w tej pomieszanej konwencji.
Tradycyjnie dla DREAMTALE, album ma znakomite brzmienie, pełne głębi, mocnego basu, grzmiącej i syczącej blachami perkusji i starannie dobranych klawiszy o najróżniejszym natężeniu i soundzie. Moc gitar dobrana starannie, a wokal ustawiony na optymalnej głośności, podobnie jak bardzo czytelne chórki.
Wesoło, powerowo, melodyjnie, z jajem i humorem DREAMTALE zagrał to, co inne zespoły traktują śmiertelnie poważnie. Na pewno nie jest to album na miarę płyt wcześniejszych, z topowych pozycji fińskiego melodic power, ale w kategorii żartobliwego grania z pewnym kluczem spisali się bardzo dobrze.


Ocena: 8.6/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Dreamtale - Epsilon (2011)
[Obrazek: 299422.jpg]

Tracklista:

1. Firestorm 04:30
2. Angel Of Light 04:04
3. Each Time I Die 05:13
4. Where Eternal Jesters Reign 03:33
5. Fly Away 05:08
6. Reasons Revealed 04:48
7. Strangers' Ode 05:58
8. Mortal Games 03:45
9. Lady Of A Thousand Lakes 05:51
10. March To Glory 06:28

Rok wydania: 2011
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Erkki Seppänen - śpiew
Rami Keränen - gitara
Seppo Kolehmainen - gitara
Heikki Ahonen - bas
Petteri Rosenbom - perkusja
Akseli Kaasalainen - instrumenty klawiszowe

To już piąty album grupy, od początku kierowanej przez Rami Keränenena, która największą popularnością cieszyła się w pierwszych latach XXI wieku, dołączając do ścisłej czołówki europejskiego melodic power metalu.
Mimo że skład nie był nigdy ustabilizowany, zespół nagrywał w miarę regularnie, ostatnio prezentując płytę w 2008 roku z nowym, ale markowym wokalistą Seppänenem, znanym także z klimatycznego "rosyjskiego" KYPCK.

Poprzedni LP "Phoenix" był pełnym rockowego luzu i pomysłów albumem z kręgu melodic metal, tym razem grupa ponownie skierowała się w rejony power metalu tradycyjnego i niestety trochę już wyeksploatowanego. Po raz pierwszy jest w historii zespołu nastawienie na ten niby rycerski i niby medievalowy power metal, niby, bo w gruncie rzeczy to kompozycje plasujące się w mainstreamie melodic power.
Słychać poważne uproszczenie konstrukcji utworów w stosunku chociażby do debiutu i płyty następnej, gdzieś trochę uciekły te fantazyjne klawisze i solówki gitarowe i ten element nieprzewidywalności, jaki cechował zespół w dawnych latach. Taki jest otwierający "Firestorm", dynamiczny i prościutki i taki też jest "Angel Of Light", gdzie ten motyw główny już był kiedyś wykorzystany, a dyskotekowe klawisze nie bardzo pasują do ogólnie podniosłego rycerskiego charakteru utworu.
W pewnym sensie DREAMTALE na tym LP próbuje połączyć najprostszą chwytliwość z atmosferą bardziej uroczystą, bojową i heroiczną i nie bardzo się to udaje.
Tym utworom trudno coś zarzucić, są sprawnie zagrane, melodie sympatyczne, galopady zgrabne jak w "Each Time I Die" czy też "Where Eternal Jesters Reign", ale to wszystko jest bardzo ograne.
Coś tam nowego pojawia się w "Fly Away", jakiś motyw irlandzki, trochę bojowej podniosłości i rozmachu, ale to też się w końcu rozmywa w źle dobranych klawiszach i powszednim refrenie.
Nieszczególna jest forma wokalna Seppänena. "Reasons Revealed" to piękny, dumny song i na tym albumie zdecydowanie zwraca uwagę, ale wokalista mógł lepiej rozegrać początkową część, zwłaszcza, że potrafi stworzyć głosem klimat, co pokazał w KYPCK i to nie raz.
Potem jednak rozkręca się i po raz pierwszy jest też godne uwagi solo gitarowe.
Pod pewnymi względami ten LP przypomina w rozwiązaniach albumy niemieckie, gdzie najważniejsza jest energiczna prostota przekazu i nawet w "Strangers' Ode" z wyraźnym helloweenowskim motywem, dodanie rozmachu drugiego planu i ubarwień znanych z pierwszych płyt zespołu tego nie zmienia.
Trochę ta medievalowa konwencja nie pasuje do DREAMTALE. To jest takie nienaturalne i ani Seppänen nie jest stworzony do takiego śpiewania, ani klawisze nie tworzą atmosfery.
Takie niewyraźne granie to także "Lady Of A Thousand Lakes" i rycerskie i symfoniczne w zamyśle, ale w rzeczywistości mechanicznie powielające utarte schematy w gatunku.
Umieszczony na końcu "March To Glory" chyba najbardziej oddaje styl tej płyty. Na dobrą sprawę wystarczy posłuchać pierwszej i ostatniej kompozycji, aby wyrobić sobie pogląd na całość.

Taka muzyka powinna zachęcać do dobycia miecza i siodłania pegaza albo jednorożca, a tu nie bardzo się chce...
Tak krawiec kraje, jak mu materii staje.
Aktualnie Keränen pracuje z takimi muzykami niezbyt znanymi, sprawnymi, ale którym daleko do tych, jacy grali przed laty w DREAMTALE. Cieszy powrót do zespołu perkusisty Rosenboma po pięciu latach i jego występ należy uznać za bardzo dobry.
Pozostali odegrali swoje, sprawnie, bez polotu, a Seppänen odśpiewał swoje chyba z nieco udawanym zaangażowaniem.
Brzmienie i produkcja dobre, choć też bardzo to stereotypowe.
Nie jest to płyta zła, ale to prosty melodic power daleki i od fantazji starych albumów grupy i radosnego luzu "Phoenix". Bardzo daleko tej muzyce do chociażby ostatniej płyty CELESTY.
Tak na siłę zrobiona płyta, z nadzieją, że może chwyci.
Chwyta chwilami, miejscami i momentami.


Ocena: 7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości