Emerald
#1
Emerald - Rebels of Our Time (1999)

[Obrazek: R-6342573-1416911673-7357.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Intro 01:16
2. Forever Free 05:48
3. I Will Remember 06:51
4. Never Fall in Love 05:18
5. Let the Lightning Strike 07:11
6. Independence 05:29
7. You And I 05:53
8. Rebels of Our Time 07:20

Rok wydania: 1999
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Szwajcaria

Skład zespołu:
Jvo Julmy - śpiew, gitara
Michael Vaucher - gitara
Thomas Vaucher - instrumenty klawiszowe
Adriano Troiano - bas
Stefan Neuhaus - perkusja

EMERALD to zapewne najbardziej znany true heavy metalowy zespół ze Szwajcarii zdominowanej przez lżejsze i bardziej hard rockowe granie ekip w rodzaju GOTTHARD czy KROKUS. Zespół powstał w roku 1995 na gruzach dwóch grup DARK CRYSTAL i OPPRESS początkowo z wokalistką Véronique Remy i brakiem perspektyw na wypłynięcie na szersze wody w pierwszych latach swego istnienia. Skłoniło to grupę do wydania pierwszego LP własnym nakładem i "Rebels of Our Time" ukazał się w roku 1999 już w zreorganizowanym składzie. Pełna naiwnego uroku okładka kryje podobną muzyczną zawartość i pod tym względem debiut EMERALD ma wiele wspólnego z debiutem niemieckiego MAJESTY.

Grupa przedstawia prostą szczerą muzykę heavy metal, niezbyt ciężką i nieco bojaźliwie czasem podaną jakby wychodząc z założenia że zagrać zbyt ciężko tradycyjnie hard rockowym Szwajcarom nie wypada.W efekcie otrzymujemy melodic heavy metal z naciskiem na melodic, przy czym te melodie są bardzo dobre zazwyczaj. Głos Julmy jest młodzieńczy i przypomina głosy tych młodych wokalistów epoki NWOBHM śpiewających w najbardziej melodyjnie grających zespołach i pasuje do tych łagodnych i miękko wykonanych utworów .
Umiarkowane tempo, backing wokale, stały motyw gitarowy w tle, nieco klawiszy - przyjemny początek w postaci "Forever Free" i może jedynie nieco za długi jest to utwór bo w zasadzie powtarza się tu wszystko w kółko i na sześc minut tu pomysłów nie ma. "I Will Remember" jest bardziej rycerski i zawiera nawet bardzo lekko zagraną power galopadę i... doskonałą melodię. Przypominają się różne zespoły grające epicki hard rock w latach 80tych, tyle że tu jednak EMERALD wytraca tę epickość w pewnym momencie, choć refren jest zdecydowanie udany. Może gitara solowa jest nieco zbyt piskliwa, ale "Independence" zwiewnie zagrany true metal, niezmiernie delikatny z bardzo melodyjnym refrenem robi bardzo dobre wrażenie.
To taki rycerski heavy metal giermków nie rycerzy jak w "Let The Lightning Strike", przy czym ta kompozycja odnosi się stylowo w dużej mierze do power metalu w szybkich partiach, nieco niepotrzebnie tu włączonych do osadzonego we wczesnych latach 80tych grania na pograniczu metalu i epickiego rocka. Balladowy song o miłości "Never Fall In Love" to mieszany duet wokalny, zresztą bardzo dobrze pomyślany i zaśpiewany, oraz pastelowe tło utkane z gitary akustycznej i instrumentów klawiszowych. Miły spokojny utwór, rozmarzony i na swój sposób bardzo elegancki na tej płycie wypełnionej prostym i prostodusznym graniem. Druga ballada zrobiona została w stylu amerykańskich glam metalowych wyciskaczy łez... czy może w stylistyce najlepszego szwajcarskiego hard rocka. Pięknie zaśpiewana i zarysowana gitarą akustyczną z refrenem którego nie powstydzili by się Wielcy Stadionów.
Trochę brak czasem mocy w tym wszystkim i na pewno brak jej w rytmicznym niezbyt szybkim, ale w zamyśle bojowym "Rebels Of Our Time" i zapewne bardziej energiczny i doświadczony zespół zrobił by z tego metalową petardę wzmacniając chórki, gitary i intensyfikując sekcje rytmiczną. Ta akurat jest tu na tym LP bardzo schowana, czasem się wręcz zapomina, że istnieje, bo perkusja gra cicho, gdzieś nawet nieraz na tym samym planie co i klawisze, bas zaś jest wyjątkowo lekki.
Samo wykonanie jest bardzo dobre, przy czym są to wszystko rzeczy bardzo proste. Podobną prostotą cechuje się produkcja i instrumenty brzmią bardzo naturalnie

Ten melodic metal, jaki tu EMERALD przedstawił na pewno nie jest przeznaczony dla miłośników barbarzyńskiego true heavy, jest jednak czymś innym, niż radiowe i imprezowe propozycje gigantów szwajcarskiego melodic heavy i hard rocka.
Po nagraniu i wydaniu tego albumu, zespół mocno promował się w działalności koncertowej i niebawem przystąpił do pracy nad drugim albumem, już z cięższym gatunkowo tradycyjnym heavy metalem.


Ocena: 7,9/10

17.10.2009
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Emerald - Re-Forged (2010)

[Obrazek: R-4083669-1354683733-5150.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. The Wanderer 07:17
2. The Last Legion 04:11
3. Pipes Are Calling 06:00
4. Where's Your God 06:38
5. Alteration 04:38
6. Secret Agenda 07:12
7. The One 06:31
8. Witches Tower 05:04
9. Winterlude 01:39
10. Until My Winter Comes 03:35
11. Mark Of The Beast 04:10
12. Mutiny 09:06

Rok wydania: 2010
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Szwajcaria

Skład zespołu:
Thomas Winkler - śpiew
Michael Vaucher - gitara
Manuel Werro - gitara
Adriano Troiano - bas
Alex Spicher - perkusja
Thomas Vaucher - instrumenty klawiszowe

Zapewne jest to najważniejszy zespół ze Szwajcarii, obracający się w sferze heavy metalu, zbliżonego do true grania epicko rycerskiego, a jeśli nie najważniejszy, to z największym dorobkiem obok bardziej folkowego EXCELSIS rzecz jasna. Jakiś czas od wydania w 2007 poprzedniego albumu było o nich cicho, potem nastąpiły zmiany w składzie, pojawił się nowy wokalista, Thomas Winkler i nowy gitarzysta oraz zapowiedź nowej płyty. Ukazała się ona w końcu w listopadzie 2010 a wydawcą jest Pure Steel Records.

Panowie popracowali solidnie, bo to aż prawie 70 minut grania, które nadal jest metalem prawdziwym i klasycznym.
Pogrywają ostro. No ostro i mocno jest w "The Wanderer" i jest tu w zasadzie heavy power bardziej typowy dla USA niż Europy. To siedem minut grania nieubłaganego, rycerskiego i może nawet za długo to trwa. Tu się nie dzieje aż tyle, aby to do tego stopnia rozciągać w czasie. Takie długie granie jednak chyba im pasuje, bo "Secret Agenda" to też jest siedem minut.
No ostro pogrywają i ten nowy wokalista, Thomas Winkler, nad tym wszystkim panuje. No brawa dla niego i tego pełnego ekspresji głosu. Okrzyki ekstatyczne, wyborne, frazowanie bardzo ciekawe i ten pan ma parę w płucach. No i jest tu Peck.Nieubłagane ataki gitarowe w szybkim tempie, potem wolniej i romantyczniej i tego było potrzeba, bo ta dawka heavy power grania jest potężna.
Zaskakują na plus. Zaskakują, bo na koniec jeszcze mamy aż 9 minut epickiego metalu z morzem w tle i ta opowieść, zaśpiewana głosem bardzo męskim, jest naprawdę piękna. To się rozwija bardzo ładnie, nawet i symfoniczne wstawki są ze smakiem dobrane, jest tu miejsce na dumne solo i dzwony w tle oraz na muzykę organową. Nie ma piratowania w stylu RUNNING WILD, to inna muzyka i jak widać temat można potraktować bez beczki rumu i tawerny. Trudno, żeby wszystkie kompozycje były na tak wysokim poziomie i "The Last Legion" to takie granie co najwyżej dobre w głównym nurcie rycerskiego heavy power, podobnie jak dziwnie pozbawiony mocy "Alteration", który tu, poza stroną wokalną, niczym nie imponuje. Na pewno nie pasuje do całości rockowy "Until My Winter Comes", zagrany i za ostro i z drugiej strony za wesoły do całości muzycznej propozycji "Re-Forged". "Mark Of The Beast" to taki powrót do lat 80-tych faktycznie. Coś z IRON MAIDEN, coś z grania amerykańskiego. Wyszło to nawet dobrze i tu jest też jakby najwięcej z tego, co ten zespół grał poprzednio.
Do najbardziej udanych kompozycji, gdzie zresztą nieco luzują w tym porażającym, gitarowym ataku, należy wzniosły, epicki song "Pipes Are Calling". Ten uroczysty klimat tworzą tu wielogłosowe harmonie wokalne z udziałem gości. Tych pojawiło się na tym albumie kilku - Sean Peck (CAGE), Damir Eskic, Mike Steel i Mike Sifringer. Ich udział nie jest może bardzo znaczący, ale tam, gdzie się pojawiają, jest bardzo ciekawie. Modny od kilku lat orientalny motyw "starożytny" pojawia się i na tym albumie w postaci wątku głównego w ciężkim, mocnym heavy powerowym "Where's Your God". Wybrnęli bardzo dobrze i ten numer to metal, zagrany z zębem i ogromną mocą, na jaka stać w zasadzie tylko zespoły z USA.

Ten album ogólnie jest dla słuchaczy wytrzymałych i obytych z heavy power epickim w odmianie amerykańskiej. Tego europejskiego power metalu czy heavy w tradycji niemieckiej lub brytyjskiej są śladowe ilości, a nieliczne lżejsze momenty to zazwyczaj preludium do kolejnego morderczego natarcia, które nie zawsze jest prowadzone w szybkim tempie. Te riffy tłamszą i pokonują opór przeciwnika z ogromną łatwością, tym bardziej, że to płyta świetnie wyprodukowana. Gdyby tak brzmiała połowa przynajmniej albumów z USA z podobna muzyką z ostatnich lat, było znakomicie. Gitary dosłownie rozdzierają na strzępy, a bas i perkusja wbijają w ziemię jak kafar. No i ten Winkler. Niezwykle ciekawy wokalista, który tu momentami zadziwia po prostu swoimi możliwościami. Silni przeżyją tę ponad godzinę heavy power metalu z interesującymi melodiami i dobrym klimatem. Mocny album, zapewne za mocny dla fanów szwajcarskiego grania, którym ten kraj kojarzy się jedynie z SHAKRA czy GOTTHARD. Mocne, no mocne to jest. Tak mocno, ciężko i drapieżnie no i z taką desperacją oraz energią to EMERALD jeszcze nie grał.
Amerykański heavy power ze Szwajcarii. Kto przeżyje pierwsze starcie, ten album polubi i doceni.


Ocena: 8.2/10

20.11.2010
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Emerald - Unleashed (2012)

[Obrazek: R-4083700-1354684722-1220.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Face of Evil 03:59
2. F.T.M. 04:52
3. Another Universe 04:11
4. A Past Never Born 06:07
5. Eye of the Serpent 05:16
6. Harleking 06:27
7. Blessed 03:54
8. Ancient Mystery 04:24
9. Wrath of God 06:52

Rok wydania: 2012
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Szwajcaria

Skład zespołu:
Thomas Winkler - śpiew
Michael Vaucher - gitara
Manuel Werro - gitara
Adriano Troiano - bas
Alex Spicher - perkusja
Thomas Vaucher - instrumenty klawiszowe

Poprzedni album EMERALD był ciężki i autentycznie power metalowy w US stylu. Tym razem jest nieco lżej i absolutnie bezsensownie. Nie bardzo wiadomo w w kogo ekipa z Düdingen się zapatrzyła, ale powstał gniot jakich mało. Wydawcą jest ponownie Pure Steel Records, a premiera data premiery to 24 sierpnia 2012.

Wśród dziewięciu kompozycji nie ma ani jednej, o której można by powiedzieć,ż e jest dobra, że w jakikolwiek zapada w pamięć. Pędzą do przodu w graniu pozbawionym inwencji z refrenami to łzawymi, to zupełnie pozbawionymi jasno wyrażonej melodii, do tego pojawiają się jakieś zupełnie nieuzasadnione inklinacje do progresywnych czy symfonicznych (Wrath of God) ornamentacji. Gra Spichera czasem zupełnie poza zespołem, sola gitarzystów piskliwe i bez treści, nastawione wyłącznie na szybkość. Gdy zwalniają od czasu do czasu to jest to tylko granie kliku riffów na krzyż. Winkler jakby w tym wszystkim zagubiony, raz śpiewa w manierze Dickinsona, innym razem przypomina sobie, że sam jest swoistym wokalistą, a prawie zawsze dodaje tu wysokie wokale, bardziej drażniące niż dodające dramatyzmu. Dużo nudy, udawanej pompatyczności ( A Past Never Born), jeden bardzo dobry początek Eye of the Serpent roztrwoniony w nędznym kopiowaniu US Power w części głównej. Próby klasycznego rycerskiego grania w Blessed zakończone także porażką. Ogólna nuda. Także w stylizowanym jakoś na IRON MAIDEN z późnych lat Ancient Mystery oraz w realnie ubogim formalnie Wrath of God z fatalnym duetem gitarowym.

Zespół zachęcony dobrym przyjęciem "Re-Forged", był zdecydowanie nieprzygotowany na kolejny LP w tak krótkim czasie  i zaprezentował muzykę bez pomysłu na dobry heavy power. Także sama produkcja zachowawcza, nijaka, zapewne nie mająca w zamyśle odstraszać słuchaczy nie za bardzo gustujących w brzmieniach US Power.W roku 2014 zespół stanął na krawędzi rozpadu. Odeszli Werro, Troiano no i Winkler, który dołączył do chińskiego BARQUE  OF DANTE, a potem na stałe do brytyjskiego GLORYHAMMER.
Natomiast EMERALD zdołał się jakoś pozbierać  i nowym składzie  kontynuuje działalność.

ocena: 3,9/10

new 31.10.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Emerald - Forces of Doom (2004)

[Obrazek: R-5080170-1384696113-6973.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Enter the Emerald Castle 01:20
2. Until Freedom Returns 04:17
3. Tears of a Warrior 04:11
4. Blood of Our Kings 04:46
5. Forever 03:39
6. Something in the Dark 06:04
7. Also Wild 05:52
8. On the Wings of the Night (Virgin Steele cover) 04:23
9. Forces of Doom 06:25
10. Song of Hope 04:11
11.Birth of a Legend 06:39

Rok wydania: 2004
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Szwajcaria

Skład zespołu:
Jvo Julmy - śpiew, gitara
Michael Vaucher - gitara
Thomas Vaucher - instrumenty klawiszowe
Stephan Kaufmann - bas
Andy Bächler - perkusja

"Forces of Doom" to trzecia płyta EMERALD, nagrana po pewnej przerwie i w nieco odnowionym składzie, gdzie basista Adriano Troiano, który wcześniej przeszedł do DISTANT PAST, pojawił się tylko jako gość. Gościnnie wystąpił także jego kolega z nowego zespołu, gitarzysta Christof Schafer oraz Tarek Maghary z niemieckiego MAJESTY, który chyba zauważył pewne podobieństwa muzyki EMERALD i swojego zespołu.

Najlepsze na całej płycie jest piękne, klimatyczne intro symfoniczne Enter the Emerald Castle. Potem Szwajcarzy grają łagodny heavy metal o cechach epicko-rycerskich z wysokimi wokalami Julmy (Also Wild, Until Freedom Returns) niestety, czasem na granicy fałszu w najwyższych partiach i ogólnie grupa po raz kolejny nie epatuje mocą wykonania.
Album zawiera w większości dobre pod względem melodii numery, gdzie spokojna gra Michael Vaucher ubarwiana jest na planie drugim klawiszami jego brata. Najlepiej prezentują się dumne, heroiczne utwory takie jak najlepszy na płycie Tears of a Warrior, Blood of Our Kings budzące skojarzenia z wczesnym graniem MAJESTY. Bardzo dobry refren ma ogólnie przeciętny jednak Something in the Dark, trochę toporny i zbyt rozciągnięty. Znacznie lepiej EMERALD poradził sobie w dosyć mrocznej opowieści Forces of Doom, z długim posępnym wstępem i niezłymi solówkami w dalszej części.Ekipa zaprezentował także dwa songi o cechach balladowych mocniejszym rozwinięciem (Forever,Song of Hope), wspierane gitarą akustyczną i pianinem, bardzo umiejętnie i uczuciem zaśpiewanych przez Jvo Julmy. Słychać, że EMERALD bardzo dobrze czuje się w takich łagodnych, melancholijnych klimatach. Natomiast zupełnie nieudane jest podejście do VIRGIN STEELE  w klasyku On the Wings of the Night. EMERALD gra zbyt delikatnie, by to zabrzmiało jak należy.
Na zakończenie można usłyszeć Birth of a Legend, bliższy stylowy melodic power metal jaki prezentują mniej rozpędzone zespoły włoskie typu THY MAJESTIE. Dobre, ale niczym się nie wyróżnia.
Płyta jest dobrze zrealizowana, z raczej lekką gitarą, ale za to z mocnym wyrazistym basem. Ogólnie sound został dobrze dobrany do niedużego poziomu agresywności tej muzyki.

Po nagraniu tego LP grupa znów umilkła na kilka lat, by powrócić w roku 2007 ze znacznie bardziej true metalowym repertuarem.

ocena 7,6/10


new 18.05.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Emerald - Reckoning Day (2017)

[Obrazek: R-10041539-1490598640-2193.jpeg.jpg]

Tracklista:
1.Only the Reaper Wins 05:52
2. Black Pyramid 04:20
3. Evolution in Reverse 04:20
4. Horns Up 05:17
5. Beyond Forever 05:29
6. Through the Storm 04:33
7. Ridden by Fear 05:01
8. Mist of the Past 01:48
9. Trees Full of Tears 05:27
10.Lament of the Fallen 00:45
11.Reckoning Day 04:18
12.Reign of Steel 06:44
13.Signum Dei 06:47
14.Fading History 01:21

Rok wydania: 2017
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Szwajcaria

Skład zespołu:
Marcel Hablützel (Mace Mitchell) - śpiew
Julien Menth - gitara
Michael Vaucher - gitara
Vania Truttmann - gitara basowa
Alex Spicher - perkusja
Thomas Vaucher - instrumenty klawiszowe


W latach 2013-2016 bracia Vaucher stopniowo przebudowali skład EMERALD i proces ten zakończył się w 2016 pozyskaniem nowego wokalisty Marcela Hablützela (Mace Mitchell). Grupa przystąpiła do nagrania nowej płyty, która ukazała się w roku następnym nakładem Pure Steel Records.

Uporządkowany został nie tylko skład, ale i sama muzyka. Na albumie tym zespół zaprezentował jednorodny stylistycznie materiał z kategorii heavy/power, zagrany w średnich tempach i z wyraźnym epicko-rycerskim zacięciem. Mocne gitary i dobrze dopasowany wokal uzdolnionego Mace Michella to główne atuty tego LP. Jednak jesli chodzi o sam poziom kompozycji, to EMERALD nie zaprezentował niczego porywającego, choć zdecydowanie słabych utworów na szczęście brak. Utrzymywanie średnich temp w heavy/power metalu często skutkuje monotonią i tej tu nieco jest. Płyta mimo to nie jest nudna, bo kilka numerów zdecydowanie ją ożywia, jak dynamiczniejszy Evolution in Reverse z atrakcyjnym refrenem w stylu GODIVA i zdecydowanymi atakami gitarzystów.
Do najlepszych numerów należy surowy, a zarazem bardzo melodyjny Horns Up z doskonałym solem gitarowym. Nie można wiele dobrego powiedzieć natomiast o tuzinkowej rockowej balladzie Beyond Forever, zresztą nie bardzo pasującej do stylu płyty, ale w Szwajcarii taki radiowy rock to zazwyczaj pozycja obowiązkowa każdego melodic metalowego albumu.
Zbyt ostry i brutalny EMERALD nie przekonuje także w zbyt eklektycznym Ridden by Fear.
Od Mist of the Past do końca płyty mamy do czynienia z muzycznym wyrażeniem noweli historycznej "Der Löwe von Burgund"Thomasa Vauchera. Są tu i narracje o charakterze słuchowskowym, i symfonizacje i tradycyjny rycerski heavy metal i grzmiąca perkusja, i ogólnie przypominają się czasy EMERALD grającego heroiczny metal w przeszłości. Dobre to jest, ale tylko dobre i lepsze, bo bardzo dobrze śpiewa tu Mace Mitchell. EMERALD w takim graniu nigdy nie potrafił się wznieść na jakiś szczególnie wysoki poziom i tak jest i tym razem. Największe wrażenie w w tej muzycznej opowieści robi chyba to drapieżny i bezwzględny, to lekki i zwiewnie zagrany Reign of Steel.

Nowy skład jest zgrany i prezentuje dobry poziom, choć o basie sympatycznej Vanii Truttmann trudno coś powiedzieć, bo mocno zagłuszają ją gitary. Ogólnie jednak produkcja jest bardzo dobra i zwraca uwagę staranne ustawienie i przestrzenne brzmienie perkusji.
Z całą pewnością EMERALD odbił się od dna, ale do zachwytu tu sporo brakuje.

ocena 7/10

new 19.05.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#6
Emerald - Restless Soul (2019)

[Obrazek: R-13744799-1560200484-2968.jpeg.jpg]

Tracklista:
1.Freakshow 05:00
2. Valley of Death 03:34
3. Digital Slavery 03:53
4. Son of Sam 05:33
5. My Final Stand 04:40
6. The Wicked Force 03:06
7. Cad Goddeu 06:16
8. Restless Soul 04:40
9. Set Me Free 04:19
10.Superhero 05:20
11.Heaven Falls Down 05:34
12.Revenge 05:08

Rok wydania: 2019
Gatunek: Melodic Heavy/Power Metal
Kraj: Szwajcaria

Skład zespołu:
Marcel Hablützel (Mace Mitchell) - śpiew
Julien Menth - gitara
Michael Vaucher - gitara
Vania Truttmann - gitara basowa
Alex Spicher - perkusja
Thomas Vaucher - instrumenty klawiszowe

W maju 2019 roku EMERALD zadebiutował w barwach greckiej wytwórni Rock of Angels Records, która wydała trzeci LP zespołu w zreformowanym składzie.

Tym razem EMERALD zaprezentował nieco inne muzyczne oblicze i zagrał melodyjny heavy/power na rockowym fundamencie przypominający styl zaginionego GODIVA. Marcel Hablützel nie jest z pewnością tak wyrazistym wokalistą jak Anthony de Angelis czy Fernando Garcia, ale ma świetne wyczucie rockowej konwencji i chyba łatwiej mu śpiewa takie bardziej przebojowe numery niż heavy epic.
Płyta ma bardzo dobre otwarcie w postaci udanego heavy/power metalowego Freakshow z zapadającym w pamięć refrenem i znakomitym solem gitarowym, potem jednak głównie nieco lżejsze granie, rozpoznawalny, klasyczny szwajcarski melodyjny metal z echami klasyków z GOTTHARD jak Valley of Death, Restless Soul czy Superhero z potoczystym, rockowym refrenem. Ujmuje elegancja umieszczone na końcu melodic heavy metalowego Revenge. Grupa wykorzystała tu wszystkie atuty charakterystyczne dla szwajcarskiej precyzji wykonania i z kompozycji na hard rockowym fundamencie ta jest najbardziej rozpoznawalna.Do udanych mocniejszych numerów należą na pewno Digital Slavery, Son of Sam, natomiast The Wicked Force wypadł na tym tle nieco słabiej, choć akurat w tej surowej kompozycji słychać świetne partie perkusji Alexa Spichera.
Nie mogło zabraknąć autentycznego killera. My Final Stand ma kapitalny power metalowy główny motyw gitarowy oraz znakomity refren o cechach epickich. Piękna jest wolna część z pełnym dramatyzmu solem gitarowym. EMERALD w pełni nie odcina się więc od swoich epickich, heroicznych korzeni.
Bardzo sprytnie został zrobiony Cad Goddeu. Z jednej strony przypomina on stylistycznie utwory z czasów "Forces Of Doom", z drugiej jest przykładem chwytliwego numeru melodic heavy/power jakim często czarują różne zespoły ze Szwajcarii. Bardzo dobre! Bardzo dobry jest także ostry i dynamiczny Heaven Falls Down. Jest tu i rozpoznawalna melodia i wysoka energia wykonania.

Pięknie została zrealizowana ta płyta. Przestrzenna perkusja z syczącymi blachami i dudniącymi bębnami, głęboki metaliczny bas (przy okazji - Vania Truttmann zagrała na tym LP sporo znakomitych basowych pochodów - brawo!). Gitary mają odpowiednią, nie przerysowaną moc, klawisze ustawione wzorcowo, a Mace Mitchell doskonale słyszalny w każdym momencie. Staranna, przemyślana pod każdym względem produkcja. EMERALD pozytywnie zaskoczył i przedstawił zestaw dopracowanych, starannie wykonanych kompozycji z bardzo dobrymi melodiami, osadzonymi w najlepszej tradycji szwajcarskiego melodyjnego metalu. Bardzo dobra, stylowa płyta jeśli ktoś nadal płacze po GODIVA, to EMERALD te łzy z pewnością osuszy. Aktualnie to najlepszy szwajcarski zespół grający melodyjny heavy/power metal.

ocena 8,5/10

new 26.05.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości