Gamma Ray
#4
Gamma Ray - To The Metal (2010)

[Obrazek: R-2478532-1368119736-5879.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Empathy 05:04
2. All You Need To Know 04:00
3. Time To Live 04:48
4. To The Metal 05:29
5. Rise 05:05
6. Mother Angel 05:20
7. Shine Forever 03:53
8. Deadlands 04:23
9. Chasing Shadows 04:23
10. No Need To Cry 05:56

Rok wydania: 2010
Gatunek: melodic power metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Kai Hansen - śpiew, gitara
Henjo Richter - gitara, instrumenty klawiszowe
Dirk Schlächter - bas
Dan Zimmermann - perkusja

Ojciec europower metalu, Kai Hansen, ze swoją niezniszczalną ekipą napromieniowanych promieniami gamma, po trzyletniej przerwie uraczył nas nowym albumem wydanym przez earMUSIC
z Hamburga w końcu stycznia 2010 roku.

Ojciec to już teraz w gatunku stateczny dziadek raczej, bo power metal w miejscu nie stoi. Dziadek wciąż umiarkowanie żwawy, aczkolwiek, jak pokazuje materiał zawarty na tym LP, nieco konserwatywny. Tym razem eksperymentatorskie budowanie witraży z cytatów innych gwiazd metalowej muzyki zeszło na plan dalszy, ustępując miejsca ostrożnemu kopiowaniu samych siebie, jednak na tyle sprytnemu, że wrażenie innowacyjności w wielu momentach się pojawia.
Jest to jednak tylko pierwsze wrażenie i ulatnia się szybko, pozostawiając po sobie niedosyt podobny do tego, jaki mamy po spożyciu pizzy mrożonej z supermarketu. Niby zjadliwa, ale ostatnia wizyta w przytulnej pizzerii ze smakowicie podanym danym głównym utwierdza w przekonaniu, że to co rozmroziliśmy w piekarniku, to tylko substytut przeznaczony do masowego rozpowszechniania. GAMMA RAY taką pizzę podała tym razem głodnym melodyjnego power metalu. Hansen oczywiście jest zbyt doświadczonym kucharzem (w tym wypadku gospodynią domową), aby przed podaniem tego produktu wytworzonego z niewysokiej jakości materiałów nie doprawić tego do smaku. Doprawił, owszem. Album jest pełen bardzo dobrych solówek, z których wiele przypomina najlepsze czasy RAINBOW i Ryśka Blackmore'a, zagranych z pasją i niezmiernie starannie wykonanych. Pieprzu dodają wyborne partie perkusyjne Zimmermanna, który tu wart jest specjalnych odsłuchów, nawet z pozycji lekko ugiętych kolan. Niestety pieprz pieprzowi nierówny. Ten perkusyjny jakby lekko zwietrzały. Ustawienie perkusji, często ginącej w gitarowym cieście, nieszczególnie atrakcyjne. Trochę głuchego pukania się tu trafia, a blachy nie zawsze syczą i brzęczą z należytą pieprzową ostrością. Basik to też bardziej szynka - mielonka, niż pepperoni, na ogół mdły i słabo wyczuwalny w nadzieniu, przyznać jednak należy, że w takich numerach jak "To The Metal" i w początku "Shine Forever" smakuje wybornie. Gitarowy ser lekko mulący czasem, nawet abstrahując od samego brzmienia, które jest ciepłe i w smaku przyjemne... no bo co to za pizza z zimnym serem?
Sos to podstawa. Sos to wokal i w takiej muzycznej pizzy musi mieć w sobie coś, co nada potrawie ostateczny smak. Kai Hansen to ketchup. Oczywiście są i tacy, dla których ketchup jest szczytem smaku sosu, a o gustach kulinarnych się nie dyskutuje. Dobrze jednak, że w specjalistycznych, ekskluzywnych pizzeriach te sosy są bardziej wykwintne.
Tu mamy to, co mamy i konsumpcja musi przebiegać pod dyktando ketchupu ze średniej półki supermarketu... Z tym, że przy okazji pochłaniania ostatniego kawałka tego dania ("No Need To Cry") jest nieodparte wrażenie, że to jednak ketchup z wyprzedaży przeterminowanych zapasów. A tego powinni zabronić.
Do zjedzenia jest 10 kawałków, przy czym Japończycy ze swą skromną codzienną dietą ryżowo-rybną dostali ich 12.
"Empathy" na początek smakuje bardzo dobrze, trafiają się nawet ziarenka egzotycznych przypraw wschodu i ogólnie zaostrzają apetyt na ciąg dalszy.
"All You Need To Know" daje element domowej rozrywki i zabawy, bo trudno inaczej ocenić połączenie szybkiego, melodyjnego heavy power z refrenem z radosnych czasów HELLOWEEN. Jest to z pewnością zamierzone i celowe działanie ze strony kucharzy, którzy ogólnie z racji profesji powinni się wykazywać poczuciem humoru.
"Time To Live" zaskakuje wybornym pierwszym kęsem zwrotek, upieczonych z nie niemieckiej mąki, nieco gorszych w dalszej części, aby smakowicie rozpłynąć się w ustach w wyśmienitym, choć oczywiście absolutnie przewidywalnym refrenie.
"To The Metal" to judasowy "Metal Gods" trzydzieści lat później, z większą dawką przebojowości, z fajnym basem - osią całości... ale ketchup nie zastąpi sosu halfordowego.
"Rise" to kawałek zwany onegdaj w stołówkach "przeglądem tygodnia". Mamy tu jednak przegląd nie tygodnia, a 20 lat GAMMA RAY w średnio strawnym medley, przy czym w górę doznania smakowe ciągnie refren, jakże urokliwie słodko-pompatyczny.
"Mother Angel" to kawałek szósty, a przy szóstym kawałku zazwyczaj odczuwa się lekkie zmęczenie jedzeniem. Tu też bardzo przyjemny refren góruje nad tradycyjną, heavy metalową łupaniną, którą niby ma rozruszać udziwnione solo. Nie robi tego, wprowadzając raczej zamęt w percepcji kubków smakowych, na szczęście szybko uporządkowany sympatycznym pitoleniem unisono w części drugiej.
"Shine Forever" to przykład, jak nie należy korzystać z nowoczesnych receptur wyczytanych w internecie. Jeśli ten kawałek pizzy miał być modern, to ja takiego kawałka nie kupuję i oddam go czatującym pod stołem zwierzakom, którym wszystko jedno, że tu nawrzucane są elementy mało strawne i chaotycznie poustawiane. Zjem tylko ten pierwszy kęs z basowym atakiem i painkillerowym riffem, bo to akurat w tej recepturze składnik smaczny. Ogólnie to jednak do pizzy cynamonu się nie dodaje.
"Deadlands" konsumuje się dobrze, nawet bez specjalnego zapijania piwkiem, bo gitarowe zagrania pod JUDAS PRIEST w pewnych miejscach przypominają, że pizza istniała już 30 lat temu, także pod nazwą "Rapid Fire" i innymi podobnymi.
"Chasing Shadows" głodni Gammy także pożrą bez skrzywienia, przy czym jednak ta mrożonka z taśmowej produkcji zaczyna się tu lekko odbijać.
Dyskretnie bekając, można zabrać się za ostatni kawałek nafaszerowany ziołami poprawiającymi trawienie i teoretycznie mającymi wprawić w błogi nastrój. Niestety, "No Need To Cry" to zakalec z kawałeczkiem pyszniej niespodzianki w postaci gitarowego sola w końcówce. Ballady mocna stroną zespołu nigdy nie były, także w warstwie muzycznej - instrumentalnej. O wokalnej stronie nie wspomnę, niestety na zdrapywanie tego nadpsutego ketchupu już za późno.

Pizza zjedzona, żołądek pełny, satysfakcja umiarkowana, jak to zwykle bywa, gdy się głodny rzuca na niezbyt wykwintne jedzenie. Ten gatunek pizzy z nadrukiem GAMMA RAY pozostanie w jadłospisie, jednak gdy przyjdzie apetyt na takie danie, to jednak wybiorę coś upichconego według starszych przepisów wymyślonych w tej restauracji.


Ocena: 7.5/10

29.01.2010
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Gamma Ray - przez Memorius - 20.06.2018, 22:27:52
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 20.06.2018, 22:29:43
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 20.06.2018, 22:30:43
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 20.06.2018, 22:31:37
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 04.08.2019, 15:05:33
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 21.10.2019, 18:16:03
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 22.10.2019, 13:41:49
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 06.11.2019, 17:43:14
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 04.12.2019, 20:48:05
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 09.12.2019, 18:59:44
RE: Gamma Ray - przez Memorius - 13.12.2019, 12:12:02

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości