Iron Mask
#6
Iron Mask - Diabolica (2016)

[Obrazek: R-10831845-1505370992-8964.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. I Don't Forget, I Don't Forgive 04:40
2. Doctor Faust 07:41
3. Galileo 06:44
4. Oliver Twist 06:30
5. March 666 04:55
6. All for Metal 03:58
7. The Rebellion of Lucifer 06:01
8. Diabolica 05:08
9. The First and the Last 04:01
10. Ararat 07:05
11. Flying Fortress 04:53
12. Cursed in the Devil's Mill 13:45

Rok wydania: 2016
Gatunek: power metal/heavy metal
Kraj: Belgia

Skład zespołu:
Diego Valdez - śpiew
Dushan Petrossi - gitary, instrumenty klawiszowe
Vassili Moltchanov - gitara basowa
Ramy Ali - perkusja
oraz
Andreas Lindahl - instrumenty klawiszowe


Wpadka, jaką zaliczył Dushan Petrossi przy okazji "Fifth Son of Winterdoom"  zmusiła go, by coś zmienił, coś przeorganizował... Podjęty krok był podobny do tego, jaki zrobił Yngwie Malmsteen, powierzając rolę wokalisty Ripperowi Owensowi - w IRON MASK pojawił się obdarzony równie potężnym głosem słynny Argentyńczyk Diego Valdez, w tym czasie występujący jeszcze w HELKER. Rozdzierający głos jednego z wokalnych spadkobierców Dio to jednak nie jest jedyny warunek sukcesu i Dushan musiał dokazać, że wygrzebał się także z kompozytorskiego i wykonawczego dołka.

We wrześniu 2016 roku nakładem AFM Records zaprezentował prawie 80 minut muzyki na szumnie reklamowanym monumentalnym albumie "Diabolica".

Oczywiście, jak zwykle w przypadku albumów IRON MASK, nie można mówić o jednorodnym stylistycznie materiale, bo taki Dushan rezerwuje dla MAGIC KINGDOM. Jest tu gatunkowo niemal wszystko z obszarów klasycznych odmian melodyjnego metalu, spięte klamrą wątków historycznych i literackich, no i kunsztem gitarowym lidera.
Do muzyki IRON MASK trzeba wykazać się określoną dawką cierpliwości, bo zazwyczaj momenty zachwytu mieszają się z głębokim zniesmaczeniem. Tak jest i tym razem.
Od razu trzeba zaznaczyć, że Valdez robi wszystko, co w jego mocy, by wydobyć z tego jak najwięcej dobrego metalu. Gdy śpiewa mocny heavy metal, to kruszy góry, ale gdy zmuszony jest do karkołomnych akcji typu neoklasycznego, to nie jest już tak nonszalancko przekonujący jak Ripper u Malmsteena...
Album rozpoczyna się od takiego nieco śmiesznego speedowego I Don't Forget, I Don't Forgive, z radosnym słonecznym refren typu AVANTASIA/HELLOWEEN i w sumie to marne jest, tym bardziej że jakieś echa źle dobranego fundamentu neoklasycznego są tu też słyszalne. Valdez się tu męczy, śpiewając wysoko, Dushan się męczy, grając niezborne solo. Słabo po prostu. O, Doctor Faust to już zupełnie co innego. Melodyjny, soczysty kawałek z elementami symfonicznymi i dumnym neoklasycznym motywem przewodnim. Bardzo elegancki refren i bardzo gustownie opowiedziana jest ta cała historia. Tu Dushan jest na swoim miejscu, jest pirotechnikiem shredu, a Valdez ciągnie głosem rewelacyjnie! Można? Można, oczywiście. Galileo to jednak chyba wynik zasłuchania się Petrossi w Nostradamusie JUDAS PRIEST, bo to praktycznie wariacja na temat muzyczny z tamtego dzieła. Przeciętny heavy metal, teoretycznie epicki, praktycznie tylko taki udający.
Ten album zmiennym jest... Oliver Twist jest bardzo dobry, żywiołowy, trochę folkowy trochę w manierze SKILTRON, gdzie Valdez śpiewał wcześniej i doskonale się czuje w takich klimatach. Trochę zgrzytają tu tuzinkowe wtrącenia melodic heavy w paru miejscach, ale jest bardzo dobrze. March 666 wykorzystuje klasyczny styl śpiewania Valdeza i jest to utrzymany w umiarkowanym tempie wojenny numer pełen patosu, bardzo klasyczny w formie i po części po niemiecku, bo rzecz dotyczy żołnierzy Reichu...
Nad All for Metal należy spuścić wstydliwą kurtynę milczenia. Fałszywe tony ogranych helloweenowskich motywów melodycznych ukazane tak, jak się robi chyba już to teraz tylko w Ameryce Środkowej. Zdumiewające, że Petrossi coś takiego odważył się umieścić na płycie. On miewał już kompromitujące refreny, ale ten przebija wszystko! Dno.
Ciśnienie powoli wraca do normy przy powolnym, ciężkim i epickim The Rebellion of Lucifer, zbudowanym na "ancient" motywie głównym. Tu Valdez jest fantastyczny, potężny i absolutnie na swoim miejscu. Jest klimat, jest wyborna opowieść podkreślona wspaniałym solem gitarowym Mistrza Dushana. W pewnym momencie ten Lucyfer jest bardzo blisko...
Diabolica jest jakby kontynuacją mrocznej opowieści o Szatanie i to dosyć wolne, uparte granie robi określone wrażenie, tym bardziej że refren jest tu kapitalny. Czyli jednak można... Petrossi mógłby jednak zagrać bardziej kreatywnie w solówce. Tu warto było pomyśleć, co dodać do tego fantastycznego refrenu.
A potem IRON MASK gra przepiękny klasyczny melodic heavy metal w The First and the Last i jest to prosty a jakże efektowny hit z niesamowitym romantycznym refrenem. Wspaniałe, po prostu wspaniałe i genialne w swojej prostocie.
Ararat to efektowny klimatyczne heavy metal epicki w wolnym tempie, nagle rozkwitający w niesamowicie zrobionym fragmencie instrumentalnym w stylu MAGIC KINGDOM, w "kashmirowej" rytmice. Valdez stoi na tym wszystkim jak Tytan. Epickie classic metalowe zniszczenie!
Flying Fortress przy poprzednich nagraniach to blady zwyczajny heavy metal tradycyjny z płaskim refrenem i niespecjalnie ciekawym wykonaniem. Taki trochę HELKER abo DIO w słabszej formie i tylko.
Cursed in the Devil's Mill to prawie 14 minut i strach pomyśleć co Dushan może zrobić w takim czasie... Bywało różnie, oj różnie. Łagodnie i akustycznie się to zaczyna, a potem Dushan wyciska łzy, wzrusza i porusza płaczącą gitarą w neoklasycznej rozpaczy. Wspaniale to wychodzi z dewastująco mocnym basem w tle, no a potem ekipa się rozpędza, Dushan się rozpędza i jest nie do zatrzymania. Dopiero po kilku minutach wchodzi Valdez i wszystko wydaje się nieco dziwne, ale zaskakująco wciągające. Stylistycznie niejasny metal, ale doprawdy ciekawe jest, co będzie dalej. A jest i wolna partia przypominająca niektóre refleksyjne partie IRON MAIDEN po 2000 roku i długie melodyjne pompatyczne solo Dushana. Jest też swobodne gitarowe wędrowanie w klimatach progressive power.

Dushan wykorzystał możliwości drzemiące w Valdezie. Przy całym szacunku dla Mistrza Boalsa, on by tego tak nie zaśpiewał.
Sam Dushan Petrossi zagrał wybornie, choć trochę więcej pirotechniki by się jednak zdało. Reszta ekipy też ozywiona i kreatywna. Album wyprodukował Petrossi  wespół z Angelo Emanuele Buccolierim (jak w 2013 roku). Bardzo solidny heavy metalowy mix i mastering, z niebotycznie potężnym basem wtórującym wokaliście. Sound na miejscu, sound właściwy, sound udany i słychać to zwłaszcza w wolnych epickich numerach.
Dushan Petrossi z IRON MASK zrehabilitował się po niepowodzeniu artystycznym pod nazwą "Fifth Son of Winterdoom". Owszem, są tu i tu słabe momenty, są wpadki i niedociągnięcia, ale przeważają plusy kompozycji i wykonania i jest to bardzo dobra płyta Żelaznej Maski z Belgii.

ocena: 8/10

new 29.04.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Iron Mask - przez Memorius - 21.06.2018, 19:51:08
RE: Iron Mask - przez Memorius - 21.06.2018, 19:52:03
RE: Iron Mask - przez Memorius - 21.06.2018, 19:54:04
RE: Iron Mask - przez Memorius - 21.06.2018, 19:54:52
RE: Iron Mask - przez Memorius - 28.09.2018, 14:45:37
RE: Iron Mask - przez Memorius - 29.04.2019, 17:30:27
RE: Iron Mask - przez Memorius - 10.11.2020, 21:26:07

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości