The Gates of Slumber
#1
The Gates of Slumber - The Wretch (2011)

[Obrazek: R-3375514-1345759113-6244.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Bastards Born 06:48
2. The Scovrge Ov Drvnkenness 05:58
3. To the Rack with Them 03:15
4. Day of Farewell 07:14
5. Castle of the Devil 07:55
6. Coven of Cain 03:44
7. The Wretch 08:17
8. Iron and Fire 12:44

Rok wydania: 2011
Gatunek: doom metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Karl Simon - śpiew, gitara
Jason McCash - bas
J. Clyde Paradis - perkusja


THE GATES OF SLUMBER zazwyczaj kojarzony był z heavy metalem z dodatkiem doom, epickim, surowym, nieociosanym autentycznym i męskim. Styl jaki uprawiali, mógł się jednym podobać, innym nie, jednak był to zespół swoisty i rozpoznawalny. To się skończyło. Na płycie "The Wretch" ten zespół postanowił stać się klonem ST.VITUS.
Przy tym tego ST.VITUS nieco nowszego i obraz jest jasny.

Kto nie lubi tradycyjnego doom, może od razu ten album odpuścić. Nic tu nie zostało z bitewnych hymnów dawnych lat. To typowy doom idący w prostej linii od BLACK SABBATH, ale nie stanowiący kopii BLACK SABBATH. Gdyby tak było, może byłaby to fajna, kolejna wycieczka w świat Osbourne'a i Iommiego z lat 70tych. Jest natomiast wtórna płyta z nudnym, po prostu nudnym doom metalem.
Doom metal to muzyka klimatyczna. Generowanie klimatu to podstawa, nawet gdy melodie nie są łatwo rozpoznawalne i przytłacza je minimalizm. W doom metalu musi być "coś", co tworzą grupy najlepsze, a co na tym LP udało się Amerykanom tylko raz w "Castle of the Devil", gdzie to ma muzyczne ręce i nogi. Reszta to zbiór wolno i średnio wolno granych riffów, gdzie ograniczone użycie perkusji musiało nieźle wynudzić J. Clyde Paradisa. Doom metal to muzyka zwalistych riffów, masywna muzyka. Tu jest pełno dziur, jakich w ST.VITUS po prostu nigdy nie było. To płyta z doom metalem wyrosłym na tradycji Hellhound, ale pozbawionym autentyczności pierwowzorów. THE GATES OF SLUMBER pozwolił sobie zachować ten swój specyficzny przybrudzony, chropawy sound gitary i mocny punktujący bas. Te długie wybrzmiewania są fatalne, słucha się ich ze zniecierpliwieniem, rażą uszy.
To, co piszę, nie piszę z punktu widzenia fana tej kapeli z przeszłości, bo takim nigdy nie byłem.
Piszę z pozycji fana doom metalu i według mnie to w tej kategorii jest niedobra płyta.
Niedobre jest granie w "Iron and Fire" gdzie wokal jest fatalny, a to co proponują w kategorii epic doom, jest poniżej krytyki, amatorskie i całkowicie nieprzemyślane. To, co w bardziej heavy metalowym obliczu tego zespołu jakoś się broniło - szorstkość, surowość -tu jest nieudolnie dodane do muzyki o całkiem odmiennym charakterze. Jak można było tu zagrać takie solo gitarowe? Ogólnie te sola są jak doom metal absolutnie amatorskie. Podobnie wokal -zupełnie nie do przyjęcia.

Grup grających obecnie doom metal w tradycji "Hellhound" jest bardzo dużo. Grają często znakomitą muzykę, a THE GATES OF SLUMBER dołączył do tego grona bardzo pochopnie, nie mając zupełnie nic do zaoferowania, co więcej nie czując zupełnie o co w tym wszystkim chodzi. Tu nie wystarczy mechaniczne odtworzenie pewnych sekwencji riffów.
Bez pomysłu i bez polotu odegrane, bezsensownie przeciągane w czasie kompozycje z najniższej doom metalowej półki.
Porażka.


Ocena 3,5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości