Destinia
#1
Destinia - Metal Souls (2018)
[Obrazek: 703036.jpg?3827]



Tracklista:

1.Metal Souls 05:12
2. Be a Hero 05:02
3. Rain 04:52
4. Raise Your Fist 05:24
5. Metamorphosis 04:29
6. The End of Love 04:32
7. Judgement Day 04:25
8. Cross the Line 04:31
9. Take Me Home 05:50
10.Promised Land 04:53




Rok wydania: 2018
Gatunek: /power metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Nozomu Wakai- gitara
oraz
Ronald Romero - śpiew
Marco Mendoza - gitara basowa
Tommy Aldridge - perkusja

Guitar Hero Nozomu Wakai przedstawia swoją drugą płytę.
Tym razem nieco skromniej na okładce, bo zamiast NOZOMU WAKAI'S DESTINIA jest tylko DESTINIA.
Wakai, mimo że na co dzień współpracuje z muzykami japońskimi, w tym z takim tuzem jak Yukhi, ten album nagrał z udziałem muzyków sesyjnych. I to jakich muzyków! Zasługi Mendozy dla rocka, hard rocka i metalu długo by wymieniać, a co dopiero, jeśli chodzi o Aldridge'a. Ten człowiek jest po prostu niezniszczalny i chyba nigdy nie pójdzie na muzyczną emeryturę.

Ronald Romero to Chilijczyk, który od 2015 znajduje się w składzie RAINBOW, a w Hiszpanii występuje w uznanej grupie  LORDS OF BLACK. Także ten zespół przedstawił w tym roku nową płytę "Icons of the New Days".
O ile sceniczny image Wakai nie każdemu, w tym mnie, przypada do gustu, to gitarzystą jest po prostu znakomitym.
DESTINIA gra to, co grają najlepsze power metalowe zespoły japońskie z GALNERYUS na czele - melodyjny energetyczny power metal z mega chwytliwymi refrenami. Tu też wszystko kipi od melodyjnych eksplozji jądrowych kompozycji Nozomu i jego morderczego shredu, który musi zaniepokoić starych japońskich mistrzów gitary. Naprawdę, to, co pokazuje  tutaj to jest godne podziwu.
Taka moc to Metal Souls, Be a Hero, The End of Love, Judgement Day, a Cross The Line to już w ogóle poruszający emocjami killer nad killery. No i ten power rockowy feeling w Promised Land. Co za hicior!
Jest jednak i wolniej, i ciężej, i bardziej hard rockowo jak w pięknym Rain, gdzie Romero może pokazać wszystko na co go realnie stać. Tak mógłby grać RAINBOW. Raise Your Fist to wolniejszy i ociekający metalową dumą metalowy numer w bardziej tradycyjnej formie z inspiracjami US Metalem. Metamorphosis zagrany swobodnie w spokojniejszym nieco tempie ma kolejny porywający refren. Rewelacyjna produkcja co najmniej na poziomie płyt GALNERYUS i trzeba przyznać, że wytwórnia Ward od lat nie wypuszcza niczego, co by pod tym względem było mniej niż znakomite.

Aldridge zdumiewa żywiołowością i siłą. Muzyka DESTINII to nie jest jakieś rockowe plumkanie. Mendoza także wyśmienitej formie, choć bas na tym LP nie jest aż tak kruszący pancerne płyty jak na albumach innych power metalowych grup z Japonii.Bardzo dobrze wypadł Romero, ba zdemolował, choć przy pierwszym kawałku Metal Souls miałem pewne obawy, że może tego nie udźwignąć. Jednak udźwignął i dał tej muzyce mnóstwo rockowego ciepła. Tak jak w przepięknym songu Take Me Home.
Uwielbiam takie granie z Japonii. Te melodie i tę gitarową pirotechnikę.
Wybaczam Wakai jego sukienki i jego fryzury. To Guitar Hero kompletny, tak jak i jego muzyka na tym albumie.
Perfekcja.

ocena ; 10/10




new 5.07.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Destinia - Requiem for a Scream (2014)
[Obrazek: 477084.jpg?5742]


Tracklista:
1.Requiem for a Scream 05:14
2. Sweet Vengeance 04:51
3. End of Sorrow 03:53
4. Ready for Rock 05:16
5. Still Burning 05:05
6. Dearest Pain 05:23
7. Believing 05:02
8. The Trigger 04:13
9. Despair Caprice 07:35
10.Fight to Win 04:35
11.Requiem for a Scream (bonus) 05:14


Rok wydania: 2014
Gatunek: melodic power metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Nozomu Wakai - gitara, gitara basowa
Yuhki - instrumenty klawiszowe
Satoshi Miyawaki - perkusja
oraz
Rob Rock - śpiew (1, 4, 8)
Yukio Morikawa - śpiew (2, 5, 9, 11)
Masatoshi Ono - śpiew (3, 7, 10)


Nozomu Wakai należy do średniego pokolenia japońskich Mistrzów Gitary, ale jakoś do roku 2014 nie udało mu się zaistnieć występując poza głównym nurtem power metalu. W końcu w roku 2014 poszedł śladem chociażby Ohmury i do zorganizowanego przez siebie zespołu złożonego z muzyków japońskich zaprosił trzech wokalistów światowej sławy, których przedstawiać bliżej nie trzeba. Rob Rock zawsze chętnie współpracuje z japońskimi instrumentalistami, a Morikawa z ANTHEM i Ono z GALNERYUS to idole nie tylko rodzimej metalowej sceny.
Na perkusji zagrał Satoshi Miyawaki z 44 MAGNUM, a klawisze to oczywiście Czarodziej Yuhki z GALNERYUS.
Tu jednak pierwszoplanową postacią jest Wakai.

Melodyjny power metal z wirtuozerskimi popisami Wakai to sens i istota tego albumu. Rozpoczyna Rob Rock w bardzo dobrej formie wokalnej w przebojowym Requiem for a Scream. Prosta chwytliwa melodia i wbudowane w melodykę kompozycji solo Nozomu, choć pozwala sobie także na trochę neoklasyki. Ta kompozycja równie dobrze brzmi w wersji bonusowej, gdzie zaśpiewał Yukio Morikawa. Nieco łagodniej, ale to wersja dla własnej publiczności.
Niesamowity, melodyjny neoklasyczny power numer Sweet Vengeance z japońskimi wokalistami w rolach głównych to na pewno ozdoba tego albumu. Ono zaraz potem z właściwą dla siebie swobodą i rozmachem zaśpiewał przebojowy i dosyć charakterystyczny dla stylu japońskiego End of Sorrow.
Trochę w stronę komercyjnego rock/ metalu poniosło DESTINIA w Ready for Rock i ten popowy wręcz refren to taki lekki  zgrzyt w tej metalowej maszynie tego albumu. Są tu także elementy progresywne, trochę JRocka i chyba ogólnie za dużo tego wszystkiego tu połączono. Potem jednak w Still Burning znów dawka bardzo dobrego melodyjnego power i jeszcze większa dawka mocarnego zapadającego w pamięć power metalu w The Trigger (Rob Rock), przy czym słychać tu echa konstrukcji i melodii innego Guitar Hero - Chrisa Impellitteri, nawet po części w stylu solo.
W Despair Caprice mnóstwo bardzo dobrej melodic metalowej zabawy z Yukio Morikawa i Nozomu Wakai w rolach głównych. Dramatycznie w łagodnym stylu, elegancko jak w ARK STORM (Tak, tak Yuhki !) i wodzirej Wakai.
Są i słabsze numery jeśli chodzi o kompozycje, bo ten udający power metal JRock z Believing z Japonii popłynał już setki, jeśli nie tysiące razy. Z całą pewnością nieprzypadkowo zaśpiewanie w tym numerze Wakai powierzył Masatoshi Ono.
Power metalu nie udaje z pewnością Fight to Win, ale to też dosyć sztampowy utwór w standardach japońskich. Ale jaki fajny tam słychać trójkąt i jakie fajne klawisze! I jak wyraźnie!

Coś jeszcze o instrumentalistach. Yuhki to geniusz. To przybysz z innej Metalowej Planety. Niby go wcale nie ma, trzyma się skromnie z tyłu, na drugim planie, a jest wszechobecny i wypełnia niezauważalnie całą wolną przestrzeń. Po prostu Yuhki. Satoshi Miyawaki zaś jest fenomenalnie  energiczny i kreatywny, lawiny jego bębnów powodują szybsze bicie serca i to czego nie mógł zrobić w MAGNUM 44 zrobił tutaj. Wokaliści? A który z Wielkich śpiewa źle, gdy gra taki Mistrz Gitary?
Co można powiedzieć o Nozomu Wakai? Tylko jedno. Guitar Hero. Instrumentalny Dearest Pain i wszystko jasne. Neoklasyczny shred już dawno przestał być domeną tylko Yngwie Malmsteena.
Piekna klarowna produkcja, gdzie zwraca uwagę starannośc planu drugiego, bardzo mocna i głośna perkusja oraz bas, no i elastyczność w mocy gitary, która jest różnie dobrana do różnych stylów kompozycji.
Nie jest to na pewno tak dewastujący melodic power metalowy monolit jak druga płyta DESTINIA z 2018. Trochę to jeszcze niezdecydowane granie, zawieszone pomiędzy neoklasyką a JRockiem, ale z pewnością godny odnotowania debiut.

ocena 8,5/10

new 13.06.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości