Herman Frank
#1
Herman Frank - Loyal To None (2009)

[Obrazek: 228282.jpg]

tracklista:
1.Moon II 05:28
2.7 Stars 04:20
3.Father Buries Son 04:00
4.Heal Me 05:07
5.Hero 05:25
6.Kill the King 04:47
7.Down to the Valley 04:06
8.Bastard Legion 04:44
9.Metal Gods 04:13
10.Welcome to Hell 03:57

rok wydania: 2009
gatunek : heavy metal
kraj : Niemcy

skład zespołu:
Jiotis Parcharidis - śpiew
Herman Frank - gitara
Peter Pichl - gitara basowa
Stefan Schwarzmann - perkusja

Z czasem chyba marzy o tym, aby płyta ozdobiona była jego nazwiskiem na okładce i Herman Frank weteran niemieckiej sceny ( MOON' DOC, VICTORY, ACCEPT, SINNER) też w końcu o tym pomyślał.
Od czego są przyjaciele? Z pomocą przyszli doświadczeni weterani. Niesamowity Jiotis Parcharidis (HUMAN FORTRESS, VICTORY, EUROFORCE), Peter Pilch (RUNNING WILD) i Stefan Schwarzmann (RUNNING WILD, UDO, ACCEPT).
I nagrali. Frank stworzył muzykę, Parcharidis teksty i powstał album heavy metalowy prosty, bez ballad, bez rycerskiej epiki, bez wirtuozerii. Niemiecki heavy metal jaki lubią Niemcy i chyba nie tylko oni.

Jest tu wszystko czego można oczekiwać od niemieckiego tradycyjnego heavy metalu.
Mocna gitara, średnie tempa, kwadratowa melodyjna muzyka w Moon II, Bastard Legion, w Hero  trochę glamu z USA, w iBastard Legion słychać wyraźne wpływy AC/DC, co akurat według mnie na minus.
Jest też szybkie granie w najlepszej tradycji ACCEPT z kruszącą gitarą Franka i killerskimi refrenami jak w 7 Stars i ten kawałek dewastuje w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pod ACCEPT zrobiony jeta także średni Welcome to Hell
W Father Buries Son Parachidis śpiewa jak R.J.Dio i ten numer ogólnie przypomina kompozycje DIO z wczesnego okresu.
Znakomity numer w brytyjskiej tym razem metalowej tradycji. Pięknie poprowadzony jest basem song w stylu Jorna Lande/MASTERPLAN Heal Me i jest tu moc i ciepło i odrobina smutku i zadumy. No i nośny rockmetalowy refren jak się patrzy. Mocno zagrane hard'n'heavy  to Kill the King i niszczące wokale Parcharidisa nadają temu zupełnie nowy wymiar.
Taki słabszy jest na tym albumie power metal w stylu GALLOGLASS czy CUSTARD Down to the Valley i chyba taka kompozycja była na tym LP zbędna. Drugi plan w tej kompozycji jest bardzo słaby i to dodatkowo psuje obraz ogólny tego numeru.

Bardzo pewne siebie sola gra Frank, może nie wirtuozerskie, ale powiedziałbym takie bardziej zamaszyste niż na płytach nie będących jego dziełem autorskim. Sekcja rytmiczna potężna i zdecydowana dotrzymać kroku demolującej gitarze i rozdzierającemu głosem Jiotisowi. Parcharidis jest wspaniały jak zwykle. Powtarzam nieustannie - klasa światowa, a w takim ciężkim graniu heavy metalu tradycyjnego także sprawdza się wybornie. Mistrz!
Płyta ma potężne brzmienie w każdym elemencie, znacznie mocniejsze niż np albumy ACCEPT z Dirkschneiderem, ale bardzo przyjemne w odbiorze. Album nagrany i zmiksowany został w Arena 20 Recording Studio w Hannoverze pod kierunkiem samego Hermana Franka.

Nie jest to nic odkrywczego i niezwykłego, bo inspiracje są takie, a nie inne, ale to płyta warta uwagi nie tylko ze względu na osobę znanego lidera, ale chyba przede wszystkim Parcharidisa, który realnie rzecz biorąc ten LP zdominował.
Projekt HERMAN FRANK stał się ostatecznie czymś więcej niż tylko studyjnym przedsięwzięciem i lider kontynuował go potem, do 2010 z Parcharidisem, a potem z innym gigantem mikrofonu Rickiem Altzi.


ocena 7,5/10

new 10.08.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Herman Frank - Right in The Guts  (2012)

[Obrazek: 339258.jpg?4837]

tracklista:
1.Roaring Thunder 03:32
2.Right in Your Guts 04:27
3.Ivory Gate 03:48
4.Vengeance 04:42
5.Starlight 03:42
6.Falling to Pieces 04:32
7.Raise Your Hand 03:57
8.Waiting 03:49
9.Hell Isn't Far 03:48
10.Kings Call 04:01
11.Lights Are Out 04:15
12.Black Star 04:34
13.So They Run 04:43

rok wydania : 2012
gatunek; heavy/power metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Rick Altzi - śpiew
Herman Frank - gitara
Christos Mamalitsidis - gitara
Peter Pichl - gitara basowa
Michael Wolpers - perkusja

Drugą płytę solowa nagrał Frank w składzie rozszerzonym o drugiego gitarzystę i z nowym perkusistą Michaelem Wolpersem.Najważniejszą zmianą było jednak pojawienie się jako wokalisty Ricka Altzi (AT VANCE, FREQUENCY, MASTERPLAN, THUNDERSTONE) i była to godna zmiana dla Mistrza Parcharidisa.
Dwa słowa tylko o Altzi. Kto uważa, że to nie jest świetny wokalista ten po prostu się myli. Kontrowersyjny występ w FREQUENCY nie może być powodem, by go skreślać. Powiem więcej . Na tym LP Altzi niszczy i jest rewelacyjnie świeży, dalekosiężny i odsiewający wszystkich miękkich sweterkowych pozerów.
Muzycznie Frank kierunku nie zmienił, jednak dodanie drugiej gitary pozwoliło mu bardziej zbliżyć się do np PRIMAR FEAR i innych niemieckich grup stosujących natarcia dwóch axemanów.

Stąd słychać na tym LP nagrania będące mixem motoryki riffowej PRIMAL FEAR/PARAGON i melodyki ACCEPT, jak znakomity otwieracz Roaring Thunder oraz Lights Are Out.
Do niszczących numerów należy niemal speedowy (ale i ta wolna partai!), bardzo melodyjny Ivory Gate z ryczącymi gitarami, zadziornymi solami i bojowymi chórkami . Drugi taki numer to Waiting z zamaszystym refrenem.
Jednak i tym razem nie brak nieco wolniejszego rytmicznego niemieckiego heavy metalu z prostymi łatwymi do zapamiętania melodiami jak Right in Your Guts czy Raise Your Hand z chóralny refrenem do wpólnego śpiewania z publicznością na koncertach. W Falling to Pieces słychać dużo MASTERPLAN i to dobrego MASTERPLAN trzeba przyznać...Jako hard'n'heavy Frank prezentuje wywalający z kapci Hell Isn't Far, a Black Star to solidny solowy Lande z "Worldchanger".
Frank otwiera się szerzej na heavy i power metal spoza Niemiec i przykuwający uwagę Vengeance ma w sobie wiele zarówno z tradycji brytyjskiej jak i z fińskiej (THUNDERSTONE), podobnie jak porywający w zwrotkach, ale już mniej w refrenie Starlight. Nie zabrakło i rycerskiego grania heavy metalu w rewelacyjnym Kings Call pełnym patosu i dewastującego śpiewu Altzi. No, doprawdy godny szacunku numer, oparty o proste rozpoznawalne riffy niosące true zniszczenie !
Album zamyka rytmiczny, nieskomplikowany, ostry w gitarach So They Run z doprawdy udanym, rozpoznawalnym ciepłym rockmetalowym refrenem. Ładny skromny numer.

Tak naprawdę to Frank jest cały czas bardzo skromny. Po raz drugi i zapewne świadomie, ustępuje miejsce pierwsze wokaliście, grając dla niego i pod niego i Altzi wykorzystuje to odwdzięczając się występem niezwykle dopracowanym, starannym, na najwyższym poziomie światowym, podnosząc muzykę o jeden co najmniej poziom ponad zwykłe niemieckie heavy metalowe granie. Druga gitara Mamalitsidis jest bardzo dobra, a perkusista Wolpers z Hannoveru to godny następca swojego słynnego poprzednika.
Frank tym razem wyprodukował wszystko nieco inaczej, z łagodniejszymi, cichszymi gitarami i bardziej wyeksponowaną sekcją rytmiczną oraz lekko schowanym wśród gitar wokalem. Efekt? Znakomity. Trafione w dziesiątkę i jest zarówno moc przekazu jak i równowaga. Wszystko zostało ponownie zrealizowane  w Arena 20 Recording Studio w Hannoverze.
Jeśli pierwszy solowy album Franka był  transpozycją tego, co grał w różnych zespołach, to ten jest już nową heavy metalową i heavy /power jakością. Jakością przez duże J.
Wszystko co najlepsze w europejskim melodyjnym heavy/power.



ocena 9/10
new 10.08.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Herman Frank - The Devil Rides Out  (2016)

[Obrazek: 605631.jpg?1109]

tracklista:
1.Running Back 04:49
2.Shout 04:05
3.Can't Take It 04:03
4.No Tears in Heaven 03:37
5.Ballhog Zone 04:32
6.Run Boy Run 04:51
7.Thunder of Madness 03:52
8.License to Kill 04:47
9.Stone Cold 05:11
10.Dead or Alive 04:08
11.Run for Cover 03:47
12.I Want It All 04:20


rok wydania : 2016
gatunek; melodic heavy/power metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Rick Altzi - śpiew
Herman Frank - gitara
Michael Müller - gitara basowa
André Hilgers - perkusja

Jest to trzecia płyta przygotowana przez Hermana Franka, ponownie z Altzi jako wokalistą, ale już bez drugiego gitarzysty i z inną sekcją rytmiczną, w której pojawił się znany perkusista André Hilgers (SILENT FORCE, AXXIS, RAGE, SINNER itd.).
Album wydała wytwórnia AFM Records w listopadzie 2016 i po raz trzeci Frank prezentuje kompetencje w tworzeniu melodyjnego heavy/power, a  Rick Altzi talent do śpiewania takiej muzyki.

Rasowe jest otwarcie w postaci mocarnego i pełnego energii Running Back i ta energia jest wszechobecna na tej płycie, bo Herman Frank potrafi narobić gitarowego szumu także gdy gra sam.
Jest tu tym razem nieco więcej ACCEPT, czy SINNER jak w Can't Take It, ultra ciężkim hard'n' heavy - szczerze mówiąc kapitalnie zrobionym i takie potężne heavy rockowe refreny z chórkami to rzadko można usłyszeć. Altzi tutaj to arcymistrz, a ekipa która mu wtóruje to jeden z najlepszych gang chorus jakie słyszałem. Totalne zniszczenie!
Bardziej standardowy heavy/power to No Tears in Heaven, jest tu jednak lekko ukryta znakomita melodia rockowa, zamaskowana chropowatością i drapieżnością całości. Frank jest wyborny w klasycznych acceptowych tempach i tu błyszczy twardo, surowej zagrany, rytmiczny Run Boy Run, gdzie z powodzeniem można by sobie wyobrazić Kaprala Udo jako wokalistę.
Ten album nieco odchodzi od typowego grania niemieckiego, są liczne nawiązania do metalu brytyjskiego, a także amerykańskiego heavy metal arena w dobrych numerach Shout, Dead or Alive, wolniejszym Ballhog Zone, czy pół balladowym, melancholijnym Stone Cold z udanym refrenem. Najbardziej klasycznie rockowo brzmi na tym albumie Run for Cover, i to taki powerrock, który może się podobać fanom hard rocka i AOR ale niekoniecznie heavy/power metalu.
W tej grupie bardzo prezentuje się kapitalny w fantazyjnej gitarze i chwytliwym refrenie Thunder of Madness. Tu także Hilgers pokazuje klasę i jego grzmiąca perkusja napędza to wszystko. W pewnym momencie Herman daje do zrozumienia, że zagra solo i zagrał, oczywiście najlepsze na całej płycie. I jeszcze jedno. Ostatnią linijkę tekstu Altzi zaśpiewał absolutnie pod Davida Coverdale'a! Ten Altzi to jednak czasem naprawdę potrafi zaskoczyć. Zresztą, jeśli się dobrze wsłuchać w tę płytę, to takich smaczków jest tu znacznie więcej.
Och, spokojnie zagrany, rytmiczny License to Kill to killer dla killera i jak się okazuje Frak dewastować potrafi także nie grając ultra szybko. I Want It All umieszczony na końcu jest trochę inny, ma sporo cech modern metalowych i jest przebojowy właśnie w stylu modern rock/alternative. Można jednak odnieść wrażenie, że Altzi nie czuje się zbyt dobrze w takiej konwencji i tylko ten jeden raz śpiewa dosyć siłowo i bez polotu.


Realizacja dźwiękowa jest przepiękna. Mix i mastering to dzieło Charlie Bauerfeinda, który wyczarował sound dziesiątek albumów takich metalowych potęg jak AXEL RUDI PELL, RAGE, HELLOWEEN i mnóstwa innych. Mięsista gitara, potężna perkusja, głęboki bas bardzo dobrze grającego debiutanta Michaela Müllera.
Herman Frank  w roku 2016 zaprezentował pełen rockowego feelingu heavy/power metalowy album pozbawiony całkowicie  klasycznej niemieckiej kwadratowej toporności. Nie zagrał do piwa, nie zagrał dla radia. Zagrał klasowy, niekomercyjny melodyjny heavy power.

ocena 8,2/10


new 16.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Herman Frank - Fight The Fear  (2019)

[Obrazek: 743439.jpg?4140]

tracklista:
1.Until the End 04:41
2.Fear 04:49
3.Terror 05:09
4.Sinners 05:36
5.Hatred 05:29
6.Hail & Row 05:53
7.Hitman 04:14
8.Stay Down 03:50
9.Rock You 04:28
10.Don't Cross the Line 04:06
11.Are You Ready 04:32
12.Wings of Destiny 06:25
13.Waiting for the Night 04:25
14.Lost in Heaven 05:23


rok wydania : 2019
gatunek; melodic heavy/power metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Rick Altzi - śpiew
Herman Frank - gitara
Heiko Schröder - gitara
Michael Müller - gitara basowa
André Hilgers - perkusja

W pewnym momencie Herman Frank uznał chyba, że drugi gitarzysta jest jednak nieodzowny i w jego zespole pojawił się nieznany dotąd bliżej Heiko Schröder. Już jako kwintet ekipa nagrała nowy album "Fight The Fear" wydany w lutym 2019 przez AFM Records.
Jeśli istnieje pojęcie "standardowy melodyjny niemiecki heavy/power metal" to ta płyta pasuje do niego idealnie.
Jest tu generalnie połączenie ACCEPT, GUN BARREL, SINNER i wszystkiego co się tu jeszcze mieści. Mocny atak dwóch gitar , prosta melodia, chwytliwy refren, zdecydowany męski wokalista. W tej konwencji płyta jest udana jeśli buja w mocnym melodyjnym stylu, śpiewak kruszy żelazobeton, a gitarzysta czaruje solówkami. Herman Frank czaruje solówkami praktycznie w każdym utworze, a Altzi to Altzi i robi to co niego należy w gatunku, w którym zdecydowanie czuje się najlepiej.
Na pewno nieskomplikowane kompozycje w tym stylu są  przyjemne dla ucha (Until the End, Fear, Sinners, Don't Cross the Line, Are You Ready) i gdyby którąś z nich bardziej wyróżnić to Sinners za potoczysty refren i dynamikę gitar, no i autentycznie bujający Don't Cross the Line z lekkim southernowym szlifem, gdzie GUN BARREL spotyka WHITESNAKE.
W takich klimatach są i wpadki. Bardzo słaby jest trywialny hard'n'heavy Hitman, podobnie ospały, a kreowany na rytmiczny Stay Down z fatalnymi refrenami i nieokreślonymi melodiami głównymi. Taki SINNER bez formy. Tylko nieco lepszy jest Rock You celujący w hard listy przebojów radiowych.

Czasem jest wolniej, bardziej ponuro i surowo, jak w Terror, Hatred, Hail & Row i tu zdecydowanie się Frank odnosi do mroczniejszych melodyjnych nagrań SINNER z przed kilkunastu lat. Tu zapada w pamięć wyborny wokal Ricka Altzi w Hail & Row, przy czym paradoksalnie tu śpiewa jak Jorn Lande w MASTERPLAN i ten numer mógłby zostać przypisany Grapowowi.
Bardzo rasowy heavy/power to Wings of Destiny, bardziej złożony, rozbudowany i zagrany bardziej finezyjnie niż reszta. W zasadzie tylko w tej kompozycji słychać  jak dobrze gra się razem Frankowi i Schröderowi. Szczerze mówiąc szkoda, że Hermana stać było tylko na jeden taki numer na tak długiej płycie...
Nostalgiczny song balladowy tym razem został umieszczony na końcu i to udane pożegnanie. Lost in Heaven to bez wątpienia najbardziej rozpoznawalny numer na tej płycie, pięknie zaśpiewany przez Ricka Altzi, z kapitalnym smutnawym refrenem i kunsztownymi inkrustacjami gitarowymi w tle. Naprawdę piękny numer w prawdziwie poruszającym refrenem.
Mastering robił Robin Schmidt, który wcześniej pracował między innymi z FALKENBACH, a Frankiem po raz pierwszy. Trochę to lekko rozmyte brzmienie gitar daje do zastanowienia, a i Altzi jakoś tak za mocno wtopiony  w gitarową ścianę. Nie bardzo to wyszło i nawet bardzo dobrze ustawiona perkusja (świetne partie Hilgersa jak zwykle) i mocarny bas ( Hail & Row !) nie ciągnie oceny pracy inżynierów dźwięku w górę. Jest oczywiście zrozumiałe, że zbyt ostre gitary mogłyby zniechęcić słuchaczy metalu środka, ale jednak trochę to przesadnie ostrożnie potraktowano.

Tak ogólniej mówiąc wyszła z tego wszystkiego płyta "New Religion" PRIMAL FEAR w nowej odsłonie. Melodyjnie, ale zadziornie, przystępnie, bez silenia się na nowatorstwo, przyjaźnie w stosunku do mainstreamu metalowego. Produkt bardziej niż dzieło sztuki, skierowany do szerokiej grupy fanów, lubiących taką muzykę. W jakiś sposób jest to odpowiedź na narastającą modę na bardzo melodyjny heavy/power o hard rockowych korzeniach i odwrót słuchaczy od coraz mniej atrakcyjnego twardego grania USPM. Mało to wszystko oryginalne, hermetycznie niemieckie, ale bardzo profesjonalne.
No i ten przecudownej urody Lost in Heaven!

ocena 8/10



new 8.02.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości