Blazon Stone
#1
Blazon Stone - Return To Port Royal (2013)

[Obrazek: 387331.jpeg?1930]

tracklista:
1.Black Chest Inn (intro) 01:30
2.Return to Port Royal 05:08
3.Stand Your Line 04:24
4.Amistad Rebellion 04:36
5.High Treason 06:27
6.Curse of the Ghostship 05:11
7.Blackbeard 04:49
8.Wind in the Sails 06:22
9.The Tale of Vasa 08:47

rok wydania : 2013
gatunek : heavy metal
kraj :Szwecja

skład zespołu:
Erik Nordkvist - śpiew
Cederick "Ced" Forsberg - gitara, gitara basowa, perkusja




Chcielibyście jeszcze raz popłynąć do Port Royal?
Jasne, kto by nie chciał, ale Kasparek i RUNNING WILD nas tam już raczej nie zabierze, dlatego trzeba zaokrętować się na BLAZON STONE "Ceda". Cederick "Ced" Forsberg zbudował swój piracki żaglowiec  w roku 2008 pod nazwą "Störtebeker", ale w 2011 postanowić zmienić ją na "Blazon Stone" i to było logiczne i ze wszech miar słuszne posunięcie.
"Ced" to wszechstronny multiinstrumentalista i zagrał sam na wszystkich instrumentach i jedynie zaprosił do współpracy wokalistę thrash metalowego ASSAULTERY Erika Nordkvista.
Cel był jeden - powrócić do Port Royal i wyprawa zakończyła się sukcesem!

Kopistów RUNNING WILD tak naprawdę nie było i nie wcale tak wielu. X-WILD, ktoś tam jeszcze, pojedyncze numery na albumach różnych zespołów... Zagrać tak dobrze jak RUNNING WILD z lata chwały to naprawdę spora sztuka.
Ced nie bawi się w wariacje i transpozycje, on po prostu gra muzykę RUNNING WILD - tu tę piracką, morską, no bo jak inaczej można powrócić do Port Royal? 
Istotą i podstawową mocą RUNNING WILD jest gitara Kasparka, styl jego riffów, motoryka. Ced gra dokładnie tak samo jak Kasparek, jest praktycznie nie do odróżnienia i nawet charakter solówek jest bardzo zbliżony. Ced gra wybornie, gra z werwą i fantazją i stare ograne runningowe riffy zachwycają jak za dawnych lat. Nordkvist jest niezły, choć brakuje mu tej siły głosu Kasparka, frazuje także nieco inaczej, nie akcentując do gitary, przynajmniej większości kompozycji. tej epickiej mocy przekazu troszeczkę tu brakuje.
Produkcyjnie i brzmieniowo absolutnie Port Royal A.D. 1988. Nie mogło, po prostu nie mogło być inaczej i to strzał w dziesiątkę.
Same utwory są w większości znakomite.
Czy można sobie wymarzyć lepszy otwieracz niż Return to Port Royal? A przy Stand Your Line przychodzą na myśl najlepsze wspomnienia, no i ten mega klasyczny motyw otwierający! 100% RUNNING WILD w BLAZON STONE !
Amistad Rebellion jest wyśmienity, epicki, piracki i dynamiczny jak należy, choć sam początek zwiastuje raczej nastrojową balladę przy beczce rumu. Hity, hity...High Treason jest bardziej speedowy, porywający w gitarowym ataku, choć akurat tu Erik Nordkvist  zaśpiewał nieco gorzej niż w innych numerach. Natomiast solo Ceda absolutnie niszczące.
Curse of the Ghostship może nie ma aż takiej siły rażenia, ale to ładnie zbudowany numer z doskonałą częścią instrumentalną i łatwym do zapamiętania chóralnym refrenem. Po nim jednak następuje niesamowity Blackbeard i do Port Royal jest coraz bliżej. Wind in the Sails i jest jeszcze bliżej! Tu dołożona została ta ciepła nuta pirackiego klimatu i trochę słonej morskiej wody w surowej opowieści.
I na koniec epicki potwór w najlepszym kasparkowym stylu The Tale of Vasa, opowiadający o eksplozji i katastrofie, która pochłonęła dumę szwedzkiej floty żaglowej liniowiec "Vasa". Poruszający, majestatyczny, pompatyczny jak podobne potwory RUNNING WILD.

Cel osiągnięty. To koniec morskiej podróży i widać już brzeg i Port Royal!
Dzięki Ced za ponad 45 minut nostalgicznej wycieczki na najwyższym muzycznym poziomie.
Do następnego razu, do "No Sign of Glory" (2015)!

ocena 9,5/10

new 21.09.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Blazon Stone - No Sign Of Glory (2015)

[Obrazek: 534196.jpg?5413]

tracklista:
1.Declaration of War 01:53
2.Fire the Cannons 05:18
3.A Traitor Among Us 06:18
4.No Return from Hell 04:11
5.Bloody Gold 04:37
6.Fight or Be Dead 05:20
7.Beasts of War 05:37
8.Stranded and Exiled 04:39
9.No Sign of Glory 07:47

rok wydania : 2015
gatunek : heavy metal
kraj : Szwecja

skład zespołu:
Gieorgij Pejczew - śpiew
Cederick "Ced" Forsberg - gitara, gitara basowa, perkusja, instrumenty klawiszowe

I oto powraca Ced z BLAZON STONE ! Tym razem wokalistą jest Bułgar Gieorgij Pejczew, a Ced dzielnie wspiera go w chórkach. Forsberg jest niesamowity w tej reanimacji prawdziwego ducha RUNNING WILD i po raz kolejny przygotował zestaw kompozycji, które muszą wstrząsnąć każdym fanem kasparkowego metalu. Tym razem oczywiście tytuł płyty nawiązuje do nieśmiertelnego runningowego LP "Death Or Glory".

W klimat płyty wprowadza intro Declaration of War,a ponim dostajemy fantastyczny speedowy Fire the Cannons, eksplodujący w kapitalnych riffach i fantazyjnych zagrywkach solowych Ceda. Okazuje się też od razu, że Pejczew w prosty sposób nie zamierza kopiować Kasparka i stara się w znacznej mierze pozostać wierny własnemu stylowi śpiewania.
A Traitor Among Us jest nieco wolniejszy, z jeszcze bardziej zaznaczonym rysem pirackim w melodii, zwłaszcza w refrenie.
Jest tu także bardzo ładna część instrumentalna z niezwykle wyrazistą solówką Ceda.
Rozpoznawalne riffy RUNNING WILD to także bardzo dobry No Return from Hell, bliski wczesnym albumom Niemców i pozbawiony raczej pirackich akcentów, może poza pewnymi w refrenie, ale to także klasyczny refren w stylu niemieckim, z dodatkowymi krzyczanymi partiami na planie drugim. Bloody Gold rozpoczyna się łagodnie, ale potem w pełni rozwija się w porywający pirate metal z kapitalnym nośnym refrenem. Wspaniale prezentuje się również dynamiczny Fight or Be Dead. Och, jakie tu motywy kasparkowe wygrywa Ced. Zniszczenie!
Jakże udane jest połączenie riffów IRON MAIDEN z motoryką RUNNING WILD  w wojennej opowieści Beasts of War, gdzie dodatkowym atutem są te partie skandowane w zadziornych refrenach. Wybornie to zostało pomyślane. Niesamowitą serię kontynuuje szybki i ultra melodyjny w running - pirackim stylu Stranded and Exiled, którego tytuł naturalnie nawiązuje do "Branded And Exiled" RUNNNING WILD.
I na koniec epicki No Sign of Glory, numer którego się słucha z równą rozkoszą co Battle Of Waterloo, choć zbudowane są nieco inaczej. Ładunek wojennego klimatu jest jednak podobny. Wspaniałe!

Ced gra na gitarze wspaniale. Co za swoboda i lekkość w solach i płynność w riffach głównych! Nieźle radzi sobie także za perkusją, choć jego grę trudno tu nazwać finezyjną. Pejcze śpiewa bezbłędnie technicznie, jak wspomniałem nieco inaczej niż Kasparek, jest jednak i ta lekka bojowa chrypka, jest też cala seria dramatycznych górek, których Kasparek nigdy praktycznie nie stosował. Górek sensownych i żadnego piszczenia i wycia tutaj rzecz jasna nie ma.
Brzmienie jest bardzo dobre, aczkolwiek moim zdaniem Pejczew został ustawiony przez miksującego go rodaka i kolegę z  zespołu macierzystego (MOSH-PIT JUSTICE) Stanisława Wasiliewa trochę za cicho. Kapitalny album, tętniące życiem dzieło z z Universum RUNNING WILD.
Tak, Ced zdewastował po raz drugi.
No, i na szczęście nie ostatni...


ocena 9,9/10

new 4.12.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Blazon Stone - War of the Roses (2016)

[Obrazek: 613662.jpg?1124]

tracklista:
1.Born to Be Wild 03:59
2.Mask of Gold 04:55
3.Stay in Hell 04:07
4.Voici la grande peur 04:04
5.Lusitania 04:29
6.Black Dawn of the Crossbones 04:10
7.Welcome to the Village 02:57
8.By Hook or by Crook 04:15
9.Soldier Blue 04:10
10.War of the Roses 09:36

rok wydania : 2016
gatunek : heavy metal
kraj : Szwecja

skład zespołu:
Erik Forsberg - śpiew
Cederick "Ced" Forsberg - gitara, gitara basowa, perkusja, instrumenty klawiszowe

Jest to trzeci album Ceda pod szyldem BLAZON STONE. Tym razem Ced zaprosił nowego wokalistę, do tej pory bliżej nieznanego Erika Forsberga, którego w chórkach wspiera kilka wybitnych postaci,  w tym L-G Persson ze THE STORYTELLER oraz Robbin z heavy/ death/doom metalowego LECTOR i inni.

Początek tej płyty jest trochę rozczarowujący, bo żwawy Born to Be Wild z mocnymi chórkami wydaje się trochę chaotyczny w mieszaniu wątków heroicznych i pirackich. Jest to dobry kawałek, ale jak do tej pory chyba najsłabszy, jaki Ced zaprezentował w BLAZON STONE. Wszystko jednak wraca do normy w niszczycielskim, speedowym Mask of Gold, gdzie słoneczny piracki metal jest esencją, obok znakomitego sola Ceda.
Serię wybornego grania kontynuuje Stay in Hell z nośnym refrenem, podszytym najlepszym power rockiem w refrenach i męskimi chórkami. Warto tu od razu powiedzieć, że rockowy feeling wokalisty jest wyśmienity, tu słychać to szczególnie dobrze. Forsberg śpiewa wyżej od Pejczewa, mniej w nim Kasparka, ale może dlatego nie ma aż tak dużego wrażenia słuchania czystego klona RUNNING WILD. Voici la grande peur jest przepotężnym speedowym numerem, ostrym jak gilotyna o której tu śpiewa Erik Forsberg.
Na pewno poruszający jest wolniejszy, trochę smutny Lusitania, opowiadający o zatonięciu tego statku pasażerskiego czasie działań wojennych, z ogromnymi stratami w ludziach. Wyjątkowo wyraziste są marynarskie chórki w tej kompozycji. Chyba najbardziej zapadające w pamięć w tym aspekcie z całej płyty. Och, co za energiczny piracki song z pięknym planem drugim Black Dawn of the Crossbones zaprezentował tu Ced! Najbardziej klasyczny kasparkowy riff pojawił się w odświeżonej formie w fantastycznym, lekko zagranym By Hook or by Crook. Znowu zabójcze chórki, znowu wyborne solo Ceda. Świetnie brzmi zawadiacki żołnierski Soldier Blue, z  idealnie dobranym, prościutkim refrenem i motywem szkockim. Solo Ceda tym razem doprawdy wirtuozerskie.
Na koniec Ced proponuje epickiego kolosa War of the Roses opartego o historię słynnej Wojny Dwóch Róż. Wspaniały numer, godny porównania z Battle Of Waterloo RUNNING WILD. Doskonały jest ten podstawowy krążący motyw gitarowy, a Forsberg śpiewa nieco inaczej, trochę ostrzej i z większym patosem. Część instrumentalna, zagrana w kilku tempach jest porywająca!

Starannie to wszystko Ced nagrał i wyprodukował, z czytelną perkusją i nie nadmiernie ciężką gitarą.
Świetne kasparkowe melodie przygotował po raz kolejny Cederick "Ced" Forsberg, dając odpór tezie, że ten nurt się wyczerpał. Zagrał też to wszystko z fenomenalną, typową dla siebie energią na każdym z instrumentów jak w instrumentalnym Welcome to the Village.
Jaka ogromna różnica w porównaniu z tym, co za prezentował Kasparek w opcji RUNNING WILD w tym samym roku.
Po raz kolejny - Brawo Ced!

ocena 9,7/10

new 10.04.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Blazon Stone - Down in the Dark (2017)

[Obrazek: 666129.jpg?2235]

tracklista:
1.The Galleons Departure (Intro) 01:24
2.Into Victory 04:03
3.Down in the Dark 03:33
4.Hanged, Drawn, and Quartered 04:56
5.Eagle Warriors 03:36
6.Tavern of the Damned 05:55
7.Merciless Pirate King 03:38
8.Watery Graves 03:54
9.Rock Out! 03:26
10.1478 (Instrumental) 00:36
11.Bloody Inquisition 04:42
12.Captain of the Wild 03:46

rok wydania : 2017
gatunek : heavy metal
kraj : Szwecja

skład zespołu:
Erik Forsberg - śpiew
Cederick "Ced" Forsberg - gitara, gitara basowa, perkusja, instrumenty klawiszowe
Czwarty album BLAZON STONE Ced nagrał po raz pierwszy z tym samym wokalistą co poprzednio i tym razem skupił się ponownie tematyce pirackiej, odchodząc od historycznej epiki na rzecz przygody pod żaglami na morzach i ocenach świata.

Przygoda ta zaczyna się od razu po wypłynięciu galeonu w intro i chociaż melodia główna Into Victory jest taka trochę poniżej oczekiwań, ale ten refren ustawia wszystko na właściwych pozycjach. Tyle, że to trochę pozycje ALESTORM... Ostrzej jest w szybkim Down in the Dark i tu atak Ceda na wszystkich instrumentach jest wspaniały, a refren wyborny.
Generalnie jest to płyta refrenów, soczystych pirackich refrenów wykonywanych chóralnie,  a piraci, którzy w nich śpiewają, to znają się na rzeczy. Generalnie to także płyta fantazyjnych solówek Ceda, co ciekawe granych na stosunkowo wysoko strojonej gitarze. Piskliwe? Nie. Brzmi to doskonale.
Kapitalnie brzmi obłędny w riffach Eagle Warriors i ten kawałek przewraca góry, także gdy rozbrzmiewa kolejny fantastyczny refren. Zniszczenie! Ostro, power metalowo gra BLAZON STONE w szybkim, wypełnionym zmianami tempa i gitarowymi ozdobnikami Tavern of the Damned z akustycznym wstępem. Okazale prezentuje się również szybki i epicki Bloody Inquisition.
Tym razem nie wszystko się jednak udało. Hanged, Drawn, and Quartered jest takim sobie heavy metalowym numerem z przeciętnym refrenem i pirackiego klimatu jest tu mało, choć oceniając powierzchownie, to Ced to oficjalnie tu proponuje.
Rock Out! to bardzo przyjemny piracki rokendrol, ale trochę to trąci samoróbkami Kasparka po reaktywacji RUNNING WILD.
Najprostsze odwzorowanie najbardziej rozpoznawalnych riffów Kasparka.
Merciless Pirate King jest bardzo dobry w ogólnie przyjętej konwencji, jednak Watery Graves już tylko dobry. Trochę tu brak realnej energii pirackiej i w tym średnio szybkim tempie Ced nie jest aż tak ciekawy. Zagrał tu też też bardzo słabe, chaotyczne solo, a przecież za chwilę pojawia się także fantastyczny, choć bardzo krótki fragment instrumentalny z porywającą melodią... Można by sobie również życzyć mocniejszego, bardziej zapadającego w pamięć zakończenia, bo melodia Captain of the Wild nie arcydziełem, a wyborna część instrumentalna jest nieco za krótka.

Ced czaruje po raz kolejny jako multiinstrumentalista ze szczególnym wskazaniem na popisy gitarowe, natomiast Erik Forsberg wystąpił bardzo pewnie w roli kapitana piratów, wydobywając sporo mocniejszego wokalu z przesyconego morską solą marynarskiego gardła. Ced jak zwykle przygotował sound bardzo starannie i słucha się doskonale ostrej gitary, głębokiego basu i wyważonej, dosyć głośnej perkusji.
Trzymając się konsekwentnie tylko pirackiego stylu RUNNING WILD, trudno jest utrzymać jednolity super wysoki poziom wszystkich numerów. To, co udało się na "Return to Port Royal" kilka lat wcześniej, tu do końca nie wyszło. Niektóre numery , mimo solidnego poziomu, są gorsze od tego, co Ced w ramach BLAZON STONE zazwyczaj umieszczał na swoich płytach.
Z całej dyskografii BLAZON STONE jest to najmniej udany album.
W roku 2018 pojawiła się niepokojąca informacja, że Ced bezterminowo zawiesza projekt BLAZON STONE. Na szczęście stan ten trwał krótko i na kwiecień 2019 roku zaplanowana została premiera kolejnej, piątej płyty.

ocena 8,5/10

new 18.04.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości