Dynazty
#1
Dynazty - Firesign (2018)

[Obrazek: 726327.jpg?4332]

tracklista:
1.Breathe with Me 04:06
2.The Grey 04:01
3.In the Arms of a Devil 04:20
4.My Darkest Hour 03:35
5.Ascension 06:07
6.Firesign 04:01
7.Closing Doors 05:06
8.Follow Me 03:36
9.Let Me Dream Forever 04:04
10.Starfall 04:23
11.The Light Inside the Tunnel 06:09

rok wydania : 2018
gatunek : melodic power metal
kraj : Szwecja

skład zespołu:
Nils Molin - śpiew
Mikael Lavér - gitara
Rob Love Magnusson - gitara, instrumenty klawiszowe
Jonathan Olsson - gitara basowa
Georg Härnsten Egg - perkusja

Od czasu wydania albumu "Renatus" zastanawiam się kiedy wyczerpią im się pomysły na te killerskie, wybijające zęby refreny, albo kiedy Nils Molin zaśpiewa chociaż jedna fałszywą nutę.
Nic z tych rzeczy, nie tym razem. Całe szczęście!
Nowa płyta DYNAZTY pojawiła się 28 września nakładem AFM Records, która nie przepuści okazji zarobienia trochę grosza na dobrej muzyce. A panowie ze Sztokholmu nagrali po raz kolejny dobry album. Dobry? Skromnie powiedziane.

Znowu mamy niesamowicie nośne, dynamiczne numery z kategorii melodic power metal, absolutnie przebojowe, wykonane z bezczelną pewnością siebie i w jeszcze większej otoczce skandynawskiego hair metalu lat 80tych w nowoczesnej oprawie.
Zniszczenie sieje przebojowy opener Breathe with Me, zniszczenie sieje bogaty w klawisze i orientalne ornamentacje The Grey. Jak to wszystko rozkwita w refrenach! Także w tym potoczystym epickim niemal In the Arms of a Devil. Coś wspaniałego! Ciekawe, że słychać tu pewne echa słynnej kompozycji Gary Moore'a...
Przebojowa nośność tych utworów jest porażająca. Zwiększa ją jeszcze perfekcja chórków w wykonaniu pozostałych członków zespołu oraz sam Nils Molin. Jako wokalista jest wart tyle, ile waży w brylantach, a jego głos rozbrzmiewa mocno, tchnie młodzieńczą energią, pasją i perfekcją w każdym rejestrze.
W każdym rejestrze i w każdym stylu. Maluje emocjami w pięknym, eleganckim My Darkest Hour przypominając najlepsze czasy innych Szwedów z SUPREME MAJESTY i w Ascension inspirowanym celtyckim folklorem i wyróżniającym się rozmachem wykonania.
Zabijają klawisze w stylu dyskoteki lat 80 tych w kolejnym przebojowym hicie Firesign, no i ten szybko śpiewany przez Nilsa refren. Genialny pastisz na minioną epokę muzyczną. Drugi taki kawałek to Let Me Dream Forever. Miazga.
Można się trochę obruszyć na hard rockowy początek Closing Doors i te podobne fragmenty w środku, ale w trakcie dokładają takie melodic metalowe patenty jakie można było usłyszeć w najlepszych szybkich nagraniach MAGNUM z ich najlepszych płyt. Klasyczny power metalowy Follow Me jest także niesamowity poprzez wykorzystanie tego pompatycznego stylu refrenów MAGNUM. Nowocześnie, w nawiązaniu do SYMPHONY X, grają w  mocnym i szybkim Starfall i przypominają się czasy "Renatus". Ta sama klasa, a raczej ekstraklasa.
Wreszcie tak bardzo szwedzki w formie i klimacie The Light Inside the Tunnel, gdzie jest dużo miejsca dla kalwiszy, sporo wolnej przestrzenii i wspaniały wokal Nilsa Molina, który stopniowo tę przestrzeń dla siebie zawłaszcza. I znowu echa MAGNUM i chyba ROYAL HUNT.

Lekkość z jaką oni to wszystko grają budzi szacunek. To nie są wirtuozi, ale być może wirtuozi by to zepsuli. Co za luz, co za rockowy feeling i wyczucie konwencji. Doprawdy, mają talent i rockowe doświadczenia minionych lat.
Po raz kolejny produkcja jest doskonała, a zbalansowanie instrumentów i ich rozmieszczenie w przestrzeni perfekcyjne.
DYNAZTY ani przez chwilę nie wchodzi w strefę kiczu czy typowej radiowej komercyjnej sieczki. Te kompozycje są majstersztykiem łączenia gitar, klawiszy, czasem nieco pokrętnej perkusji i planów dalszych w całość, jaką w ogólnych zarysach nakreślił w  swoim czasie SYMPHONY X i czego w dobry sposób niewielu tylko zdołało powtórzyć. Nie ma tu sztampy, powtarzania wzorców, stosowania jednej recepty. Album zawiera muzykę zwartą stylistyczną, ale rozpoznawalna jest każda kompozycja i każda ma swój własny rys.
Odeszło w niebyt wiele szwedzkich grup grających melodyjny i porywający power metal. Jest jednak DYNAZTY i oby ta gwiazda jeszcze długo świeciła na firmamencie światowej metalowej sceny gatunku.

ocena 9,9/10

new 10.10.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Dynazty - Renatus (2014)

[Obrazek: 402392.jpg?1525]

tracklista:
1.Cross the Line 04:06
2.Starlight 03:56
3.Dawn of Your Creation 04:07
4.The Northern End 04:16
5.Incarnation 04:11
6.Run Amok 04:18
7.Unholy Deterrent 04:18
8.Sunrise in Hell 04:27
9.Salvation 07:27
10.A Divine Comedy 03:38


rok wydania : 2014
gatunek : progressive melodic power metal
kraj : Szwecja

skład zespołu:
Nils Molin - śpiew
Mikael Lavér - gitara, instrumenty klawiszowe
Rob Love Magnusson - gitara, instrumenty klawiszowe
Jonathan Olsson - gitara basowa
Joel Fox Apelgren - gitara basowa
Georg Härnsten Egg - perkusja
oraz
Peter Tägtgren - śpiew ("A Divine Comedy")

Za górami, za lasami, za morzem, był sobie kompetentny hard rockowy zespół DYNAZTY. Pewnego razu coś się zmieniło w jego zapatrywaniu na muzykę. Zamiast gonić za wątpliwą sławą EUROPE  grupa nagrała w 2013 album pod tytułem "Renatus" wydany w marcu 2014 przez fińską Spinefarm Records.

Album z muzyką zadziwiającą i nawet jeśli w jakiś tam sposób mającą punkty styczne z konstrukcjami i aranżacjami SYMPHONY X, to czy Amerykanie mają taki zabójczy zestaw niesamowitych refrenów? Nie mają.
To, co gra DYNAZTY, to niewątpliwe progresywny melodyjny power metal gdzie słowo "melodyjny" nabiera szczególnie istotnego znaczenia. Czasem mówi się, że hard rock nie jest trudny do zagrania, że nie wymaga wielkich talentów od instrumentalistów. Może tak i jest, ale nie w przypadku DYNAZTY. To perfekcyjni muzycy, którzy dokonali przeskoku z radiowego grania na obszary zarezerwowane dla najlepszych. Progresywny power metal bywa czasem nieczytelny dla słuchacza, wymaga analizy, pewnego obycia. Progresywny power metal DYNAZTY jest po prostu wybitny w formie i realizacji oraz mega przebojowy w przekazie. To są po prostu przebojowe killery zagrane w wysmakowanej konwencji SYMPHONY X, choć można by się doszukać i pewnych innych inspiracji.
Rewelacyjne klawisze, rewelacyjne dyskretne wplecenie inkrustacji symfonicznych i neoklasycznych, poruszająca moc epicka,  jeśli ten element występuje (a występuje wyraźnie w The Northern End). Wyborne sola gitarzystów, wyborne wyczucie klimatu w łagodniejszych i bardziej dramatycznych utworach. No i wreszcie Nils Molin. Niesamowity Nils Molin.
Czasem nawet najlepszym wokalistom zdarzają na wybitnych albumach obsuwy i wpadki. Takich tutaj nie ma. Niezwykły zasięg, nośność, siła głosu, rockowy feeling, wyczucie konwencji, elastyczność i ani jednej sekundy, o której można by powiedzieć, że on jest słabszy. Nic z tych rzeczy, jest bezbłędny, absolutnie bezbłędny, jest nieustannie w centrum uwagi.
Jeden raz podzielił się liderowaniem z zaproszonym Peterem Tägtgrenem z HYPOCRISY i też to wyszło znakomicie.

Piękny selektywny sound, taki lekko chłodnawy w klasycznej szwedzkiej manierze. Mastering wybitnego inżyniera dźwięku Thomasa "PLEC" Johanssona bardzo staranny i przemyślany.
Album zawiera dziesięć zadziwiających numerów, genialnie zagranych, genialnie zaśpiewanych. Po prostu trzeba posłuchać samemu i tyle. Dziesięć niewyobrażalnie nośnych refrenów. Dziesięć udanych prób oczarowania słuchacza.
Bez wątpienia jedna z największych, jeśli nie największa, sensacja roku 2014 w power metalu.

ocena 10/10

new 26.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości