Dark Moor
#1
Dark Moor - Dark Moor (2003)

[Obrazek: 30727.jpg]


tracklista:
1.A Life for Revenge 05:48
2.Eternity 04:23
3.The Bane of Daninsky, the Werewolf 05:30
4.Philip, the Second 06:45
5.From Hell 03:51
6.Cyrano of Bergerac 07:41
7.Attila (Part 1: Overture) 02:48
8.Attila (Part 2: Wind like Stroke) 05:16
9.Attila (Part 3: Return for Love) 04:19
10.Attila (Part 4: Amore Venio) 00:55
11.Attila (Part 5: The Ghost Sword) 04:53
12.The Dark Moor 08:36


rok wydania : 2003
gatunek : neoclassical power metal
kraj : Hiszpania

skład zespołu:
Alfredo Romero - śpiew
Enrique García - gitara, orkiestracje, programowanie, instrumenty klawiszowe
José Garrido - gitara
Anan Kaddouri - gitara basowa
Andrés Cobos (Andy C.) - perkusja
oraz
Beatriz Albert - sopran (6,10,12)

Dal jednych historia DARK MOOR z Madrytu kończy się wraz odejściem Elisy Candelas Martín, dla drugich rozpoczyna gdy za mikrofonem stanął Alfredo Romero.
No właśnie. Pierwsza płyta nowego składu DARK MOOR ukazała się już w nieco ponad rok po "The Gates of Oblivion" i Romero nie miał wiele czasu by wczuć się w klimat i filozofię muzycznego przekazu zespołu. San zespół, mocno przemeblowany przez Garcia także zgrywał się na nowo. Oczekiwania były ogromne, a fala krytyki po zmianach w grupie także bardzo duża.

Wydaje mi się, że w jakiś sposób zamysł wielu tych kompozycji, jakie się tu znalazły, był jeszcze robiony pod Elisę. Romero w jakiś sposób tuszuje to głosem wysokim zazwyczaj, śpiewem łagodnym i ułożonym, wspieranym przez chórki także raczej w stylu wspierającym Elisę.
Mistrzowskiemu wykonaniu wszystkiego zaprzeczyć trudno jednak same kompozycje sa w znacznej swej większości mdłe, bez wyrazu i jakby zachowawcze. Bardzo to wszystko układne z pięknymi ornamentacjami neoklasycznymi , głównie barokowymi ( Eternity), ale gdy przychodzi do zaprezentowania jakiejś atrakcyjnej melodii to już jest z tym poważny problem, jak w nijakim melocic metalowym Eternity czy From Hell
W A Life for Revenge i Philip, the Second niby dzieje się sporo, ale tak do końca nie wiadomo, co tu jest najistotniejsze. Kunsztowna budowa czy melodia, forma czy treść. Może najlepiej wyszło to zgrabnym The Dark Moor w znacznej mierze zbudowanym na dalszych symfonicznych planach i teatralnych partiach wokalnych Romero. Takie małe muzyczne słuchowisko w baśniowej oprawie, jednak chwilami gdzieś tu ucieka power metal...
Doza mroku w The Bane of Daninsky, the Werewolf, więcej energii, trochę teatru i jest już lepiej ale to w zasadzie jedyna kompozycja, którą tu można posłuchać bez zniecierpliwienia od początku do końca. Cyrano of Bergerac zapowiada się znakomicie i wydaje się, że można tu oczekiwać czegoś więcej niż tylko prostych odniesień do RHAPSODY.
Osia i punktem centralnym albumu jest suita Atilla w pięciu częściach. Wpływy RHAPSODY także jak najbardziej słyszalne w chórach, planie symfonicznym, sposobie prowadzenia muzycznej ( i nie tylko) narracji. Jest to potoczyste i skoczne, ale epickiego rozmachu oczekiwanego od takiej tematyki nie ma. Return for Love ma najmocniejsze partie gitary, jednak nie wynika z tego zbyt wiele przy melodic metalowym prowadzeniu tego całościowo i tylko zgrabny neoclassical power metalowy atak gitar robi tu pewne wrażenie w The Ghost Sword, ale sama melodia jest zupełnie bez wyrazu.

Sopranista Beatriz Albert jakoś nie bardzo mnie tu przekonuje i jej duety z Romero trudno uznać za ekscytujące. Za to na pewno po raz kolejny Enrique García jest klasą samą w sobie, no i bardzo dobrze spisał się nowy perkusista Andy C.
Realizacja jest bardzo dobra, o ile ktoś lubi produkty Finnvox zrobione pod albumy STRATOVARIUS. podobieństwo pod tym względem aż nadto słyszalne... Fakt, to co zrobił Enrique García jest kapitalne i zostało to oddane w produkcji z dużym pietyzmem.
DARK MOOR na tym albumie, chyba nieprzypadkowo zatytułowanym właśnie "Dark Moor" chce się niby odciąć od przeszłości, ale jednak pozostaje w jej orbicie.
W sumie takie raczej "nic" w kunsztownym opakowaniu inkrustowanym kością słoniową i album ten został przyjęty dosyć chłodno, a niektórzy wieszczyli bliski koniec DARK MOOR i kariery Romero.

ocena 6,5/10

new 15.10.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Dark Moor - Beyond the Sea (2005)

[Obrazek: 63145.jpg]


tracklista:
1.Before the Duel 03:50
2.Miracles 06:12
3.Houdini's Great Escapade 04:59
4.Through the Gates of the Silver Key 00:54
5.The Silver Key 06:16
6.Green Eyes 04:36
7.Going On 04:42
8.Beyond the Sea 03:59
9.Julius Caesar (Interlude) 02:26
10.Alea Jacta 05:01
11.Vivaldi's Winter 07:40 (instrumental bonus track)


rok wydania : 2005
gatunek : neoclassical power metal/melodic heavy metal
kraj : Hiszpania

skład zespołu:
Alfredo Romero - śpiew, gitara akustyczna
Enrique García - gitara, orkiestracje, instrumenty klawiszowe, harsh vocal
Daniel Fernández - gitara basowa
Andrés Cobos (Andy C.) - perkusja



Nieprzychylne przyjęcie albumu "Dark Moor" spowodowało odejście Garrido i Kaddouri. Grupa została okrojona do kwartetu, a nowym basistą został Daniel Fernández. DARK MOOR dosyć solidnie przemyślał strategię zawartości nowej płyty i ukazała się ona w lutym 2005 roku.

Zawiera ona materiał z jednej strony masywniejszy gitarowo, z innym rozplanowaniem orkiestracji, a z drugiej położono duży nacisk na atrakcyjność i przebojowość melodii w obrębie melodic heavy metalu. Tak też rozpoczynają w Before the Duel z bardzo dobrym refrenem i nieskomplikowanej aranżacji.
Miracles jest bardziej złożony, prowadzony pianinem, orkiestracjami w tle i to utwór w niezbyt szybkim tempie o podniosłym uroczystym nastroju, brzmiący jak bogatsza wersja gitarowego melodic heavy metalu. W Houdini's Great Escapade zdecydowanie przesadzili z prostą przebojowością i jest to utwór po prostu słaby w tej kategorii. Zupełnie odstaje on i stylem i poziomem od całej reszty kompozycji z tego albumu. No, szczególnie od znakomitego The Silver Key, melodyjnego symfonicznego heavy metalu z wybornymi ornamentacjami symfonicznymi, power metalowy wstawkami gitarowymi i elegancką melodią z łagodnym wpadającym w ucho refrenem. Jest tu także nieco ponurych momentów z harshem i mrocznymi zagrywkami i całość przypomina bardziej przystępnie podaną muzykę ADAGIO.
Za sprawą przepięknego balladowego songu Green Eyes, inkrustowanego gitarami akustycznymi środkowa część tej płyty jest najlepsza. Tu też trzeba powiedzieć, że przeciwnicy Alfredo Romero muszą zamilknąć. On śpiewa na tej płycie kapitalnie, bezbłędnie technicznie, wybornym czystym rockowym głosem i w każdej kompozycji proponuje coś więcej i coś innego niż pozostałych. W tej akurat dominują wyższe wokale i pięknie to brzmi z symfonicznym tłem planu drugiego.
Going On jest  dobrym melodic metalem, bez wydziwiania i komplikacji ale nie budzi szczególnych emocji, w przeciwieństwie do Beyond the Sea, rytmicznego połączenia melodic heavy i form bardziej posępnych, harshem i niepokojącym tłem. Tworzą się bardzo ciekawe kontrapunkty, melodia główna jest piękna, a solo Enrique Garcíii najlepsze na całej płycie.
Julius Caesar i Alea Jacta tworzą w zasadzie jedną całość i ta kompozycja jest bardzo dobrym epickim utworem zdecydowanie w  stylu symfonicznego melodyjnego power metalu.
Ciekawie potraktowane zostało zakończenie płyty, gdzie po dwóch minutach ciszy i partii pianina DARK MOOR prezentuje własną instrumentalną wizję Czterech Pór Roku Vivaldiego.

Ciepłe brzmienie, zwłaszcza gitary doskonale wmontowane orkiestracje, wyrazista sekcja rytmiczna, to atuty produkcji tego albumu. Ta produkcja jest adekwatna do stylu i klimatu kompozycji oraz uwypukla walory głosowe Romero.
Zespół zagrał rzeczy bardziej przystępne, nieomal pozbawione elementów neoklasycznych i zaprezentowany zestaw kompozycji jest przyjemny i interesujący. Trochę odcięli się od przeszłości i nadali swojej muzyce nową tożsamość, której brakowało na "Dark Moor".

ocena 8/10

new 5.12.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Dark Moor - Tarot (2007)

[Obrazek: 142624.jpg]


tracklista:
1.The Magician 01:29
2.The Chariot 04:24
3.The Star 04:29
4.Wheel of Fortune 03:59
5.The Emperor 04:09
6.Devil in the Tower 07:52
7.Death 05:00
8.Lovers 04:06
9.The Hanged Man 05:31
10.The Moon 11:31
11.The Fool 04:12


rok wydania : 2007
gatunek : melodic symphonic power metal
kraj : Hiszpania

skład zespołu:
Alfredo Romero - śpiew
Enrique García - gitara, orkiestracje, instrumenty klawiszowe, harsh vocal
Daniel Fernández - gitara basowa
Roberto Cappa - perkusja
oraz
Manda Ophuis - śpiew
Andrés Cobos (Andy C.) - perkusja
Hendrik Jan de Jong - gitara

Album "Beyond The Sea" spodobał się publiczności i zyskał sporą popularność w Japonii, gdzie doczekał własnego wydania (Victor). Zachęceni tym członkowie DARK MOOR postanowili nagrać płytę jeszcze bardziej przebojową, dla szerszego grona odbiorców i efektem tych zamierzeń stał się LP "Tarot". Płyta została nagrana przy pomocy wokalistki i gitarzysty z holenderskiej grupy NEMESEA, zagrał także jeszcze część partii perkusji Ancy C., który oficjalnie pożegnał się z zespołem w roku 2007. Album ukazał się nakładem włoskiej wytwórni Scarlet Records, specjalizującej się w najbardziej melodyjnych odmianach metalu w lutym, a kilka miesięcy później pojawiło się również wydanie japońskie.
Musiało się ono pojawić, bo takie granie jak na "Tarot" Japończycy uwielbiają, ale jak się okazało ten LP został entuzjastycznie przyjęty również w Europie. Sceptycy sarkali, że to nie jest już żaden DARK MOOR, ale entuzjaści byli jednak w większości.

Ta płyta zawiera doprawdy chwytliwy, atrakcyjny pod względem melodii zestaw kompozycji, odegranych brawurowo i na dużym luzie, oraz wyjątkowo dobrze zaśpiewany przez Romero. Także w duetach z Mandą Ophuis.
Piękna seria eleganckich melodic power metalowych numerów otwiera ten LP. Wspaniały i niezapomniany jest refren z The Chariot, oraz te kunsztowne aranżacje wokalne żeńskie jakie tu można usłyszeć. Jak można pozostać obojętnym wobec romantycznego power metalu w The Star, czy ornamentowany neoklasyką dynamiczny i ciepły Wheel of Fortune.
Trzeba oczywiście zaznaczyć, że wzmocnienie nacisku na atrakcyjność melodii nie spowodowało znacznego zubożenia tych utworów w aranżacje symfoniczne czy smaczki gitarowe Garcii. To wszystko jest i to bardzo gustownie wbudowane.
Do największych killerów należy na pewno Death w stylu pośrednim między ADAGIO i RHAPSODY, z wybornymi mrocznymi partiami klawiszowymi wykonanymi przez Garcię.  Elementy posępnego symfonicznego power metalu zawiera również bardzo dobry i ogólnie łagodny w melodii głównej The Emperor. Znakomicie prezentuje się także chłodny teatralny power metal z The Hanged Man, cudownie rozświetlony w duetach w refrenach, które są chyba najlepsze ze wszystkich na tym albumie. Okazale wypadł także pulsujący i dosyć nowocześnie zaaranżowany melodic power metalowy The Fool. Natomiast nieco słabszym punktem jest Lovers, trochę zbyt łzawy song o radiowych inklinacjach i mocno skierowany do publiczności japońskiej, przypominając numery JRocka
DARK MOOR umieścił na tym albumie dwie dłuższe, bardziej złożone kompozycje. Pierwsza to zaaranżowany w stylu RHAPSODY Devil in the Tower, z bardzo atrakcyjnym refrenem w stylu podstawowym, jaki jest przeważający na całym albumie. Druga to najdłuższy na płycie The Moon, stanowiący barwną mieszankę symfoniki, rocka i melodic metalu, przy czym, niestety, ten element atrakcyjności w melodii jest tu co najwyżej na dobrym poziomie. Jest to niewątpliwie kompozycja ambitna, jednak zestawienie tak słynnych tematów muzyki klasycznej z dosyć miałkim melodycznym wkładem własnym. nie zagrało do końca...

Perfekcja wykonania wszystkiego jest porażająca. Dopieszczone w każdym calu i każdej nucie jest dosłownie wszystko i ta dbałość o szczegóły zwraca uwagę od pierwszej chwili. Produkcja jest wyśmienita, a brzmienie ciepłe i mega klarowne. Producentem był Enrique García, jednak mix i mastering to dzieło ponownie słynnego Włocha Luigi Stefaniniego, który tym razem okazał się bardzo elastyczny, jeśli chodzi o nowe rozwiązania brzmieniowe.
DARK MOOR nagrał bardzo udany album, przystępny, a zarazem w żadnym wypadku trywialny. Płyta ta powszechnie uważana jest za największe osiągnięcie zespołu z Romero w składzie.

ocena 8,8/10

new 5.12.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Dark Moor - Autumnal (2009)

[Obrazek: 220619.jpg?1910]


tracklista:
1.Swan Lake 07:59
2.On the Hill of Dreams 04:45
3.Phantom Queen 04:03
4.An End So Cold 04:00
5.Faustus 04:08
6.Don't Look Back 04:36
7.When the Sun Is Gone 04:38
8.For Her 04:37
9.The Enchanted Forest 03:32
10.The Sphinx 04:27
11.Fallen Leaves Waltz 02:37


rok wydania : 2009
gatunek : melodic symphonic  metal
kraj : Hiszpania

skład zespołu:
Alfredo Romero - śpiew
Enrique García - gitara, orkiestracje, instrumenty klawiszowe
Daniel Fernández - gitara basowa
Roberto Cappa - perkusja

Czwarty album DARK MOOR z Alfredo Romero w składzie ukazał się w styczniu 2009 roku, choć dominują tu muzyczne i graficzne jesienne klimaty.
Jest tu także odejście od prostej przebojowości na rzecz zdecydowanego zwiększenia dawki neoklasyki i symfoniki w nadal oczywiście bardzo melodyjnych utworach. Jednak otwarcie zbudowane na "Jeziorze Łabędzim" Czajkowskiego budzi mieszane uczucia. Na pewno wokale są tu znakomite z bezwględnym wskazaniem na duety z sopranistką Iteą Benedicto Colás, ale takie jednoznaczne wprowadzanie do metalu symfonicznego tak znanej klasyki nie do końca mnie przekonuje. DARK MOOR jest łagodny i delikatny z powodu obecności Colas i tej słodkiej łagodności w symfonicznej oprawie jest tu bardzo dużo, choć  wydaje się, że gitara Garcia jest dosyć ciężka. Prowadzone w niezbyt szybkim tempie numery w rodzaju On the Hill of Dreams czy For Her są przystępne dla wszystkich i mogą się podobać wszystkim, dla których bandy z mieszanymi męsko - żeńskimi wokalami są miłe dla ucha i odprężające.
Pojawiają się także elementy folkowe bliżej nieokreślonego pochodzenia w Phantom Queen i tu mamy taki power/folk z symfoniką delikatnie podaną w tle. Miękko, bardzo miękko grają w An End So Cold na granicy rocka/AOR. Gdy w rozpędzonym na początku Faustus wydaje się, że usłyszymy coś w stylu dawnego DARK MOOR z ADAGIO w tle, to i tu został wstawiony bardzo łagodny i nieco mdły refren, raczej psujący, niż budujący tu klimat. Ogólnie ostrzejszy jest Don't Look Back i przypomina numery z "Tarot" swoją dynamiką i zdecydowanym rozegraniem.When the Sun Is Gone jako utwór power symfoniczny nie jest zbyt ciekawy i jest nieco dojrzalsza wersją numerów z "Dark Moor". Tym razem wyrazistej melodii tu brak, przy natłoku elementów symfonicznych. Trochę drażniąca jest tu jednostajnie waląca perkusja godna raczej speed power/thrashu i dobrze, że w partii instrumentalnej Cappa trochę ogranicza te młócenie.
Znacznie lepiej prezentuje się ciepła iberyjska wariacja na temat RHAPSODY w The Sphinx,z doskonałymi niepokojącymi klawiszami i pompatycznym refrenem. Chóry znakomite.
Najlepszy na całej płycie jest song The Enchanted Forest z piękną melodią, prowadzony klawiszami, zwarty i nieprzekombinowany. Stonowane granie, niezwykle eleganckie i subtelne.

Romero jest w znakomitej formie wokalnej, może nawet lepszej niż na "Tarot". Naprawdę przyjemnie go posłuchać. Natomiast Enrique García jako gitarzysta tym razem trochę w cieniu, zapewne dlatego, że znaczną część zadań gitary przejęły tu klawisze. Symfonizacje są udane, na dobrym poziomie, nie jest to jednak na pewno poziom zespołów, dla których ten element do fundament lub wyraźny plan pierwszy. Po prostu wystarczające w tych nastawionych przede wszystkim na łagodne melodie kompozycjach. Wyważony, ciepły sound z lekko ściszoną perkusją i wyeksponowanym (słusznie!) Romero jest bardzo odprężający.
Dużo słodzenia, dużo łzawego romantyzmu, ale wszystko na niezwykle wysokim profesjonalnym poziomie. Ugrzeczniony i wypolerowany melodic metal symfoniczny, którego słucha się z przyjemnością, gdy jest ochota na mniej agresywne granie .

ocena 7,9/10

new 22.12.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Dark Moor - Ancestral Romance (2010)

[Obrazek: 284973.jpg?5702]


tracklista:
1.Gadir 04:59
2.Love from the Stone 04:02
3.Alaric de Marnac 04:42
4.Mio Cid 06:39
5.Just Rock 02:35
6.Tilt at Windmills 05:19
7.Canción del Pirata 05:39
8.Ritual Fire Dance 03:58
9.Ah! Wretched Me 04:59
10.A Music in My Soul 07:31


rok wydania : 2010
gatunek : melodic symphonic  metal
kraj : Hiszpania

skład zespołu:
Alfredo Romero - śpiew
Enrique García - gitara, orkiestracje, instrumenty klawiszowe
Mario García González- gitara basowa
Roberto Cappa - perkusja
oraz
Berenice Musa - śpiew (sopran)


W listopadzie 2010 roku związana kontraktem z DARK MOOR wytwórnia Scarlet Records przedstawia następcę "Autumnal" - "Ancestral Romance". Ta płyta została nagrana z nowym basistą Gonzalezem, który w 2010 zastąpił Fernandeza.
Garcia jako główny kompozytor postanowił nie zbaczać z obranej na poprzedniej płycie drogi i po raz kolejny Hiszpanie stawiają na wpadające w ucho melodie w symfonicznej oprawie, oparte na wybornym rockowym śpiewie Romero.

Trudno sobie wymarzyć piękniejszy i bardziej poruszający początek niż przecudowny Gadir. Tyle w tym epickiej pasji i gorącego iberyjskiego wykonania. Nie obyło się bez duetu mieszanego w podniosłych monumentalnych refrenach z Berenice Musa z TEARS OF MARTYR. Do tego wspaniały jest tu plan symfoniczny podkreślający klimat całości i spajający wszystko w jedną patetyczną całość. Kapitalnie współpraca z Berenice wypadła także w łagodnym ciepłym rock/metalowym songu Love from the Stone w najlepszej tradycji gothic metalu z mieszanymi wokalami światowych gigantów gatunku. Wspaniały, przepiękny, elegancki refren!A potem DARK MOOR serwuje kolejny killer, mroczny i niepokojący jak utwory ADAGIO i elegancki w neoklasycznej, symfonicznej formie jak RHAPSODY. W ciągu kliku poprzednich lat grupa niezbyt często sięgała po tego typu kompozycje,a ta jest doprawdy imponująca w planie symfonicznym i chórach oraz świetnie dobranym refrenie.
Dłuższy Mio Cid jest bardzo dobry w podobnej konwencji, jest i dramatyczny i ponury, podniosły zarazem, a historia jest opowiedziana z autentycznie narastającym napięciem, przy czym także pięknie zaśpiewana przez Romero.
Niestety w dalszej części albumu z DARK MOOR uchodzi nieco powietrze i Just Rock to numer bardzo rockowo błahy, instrumentalny Ritual Fire Dance prawie nic nie wnosi do instrumentalnego kunsztu Garcia, jeśli chce się melodyjnego heavy metalu posłuchać po hiszpańsku to są lepsze możliwości niż Canción del Pirata.
Na tym tle wyróżnia się w środkowej części tego LP tylko Tilt at Windmills, delikatny i gustowny song o charakterze balladowym z pianiem i emocjonalnym śpiewem Romero, nabierający w dalszej fazie charakteru melodic heavy.
Ostatni utwór, najdłuższy A Music in My Soul, to jeden wielki aktorski popis Romero, przy łagodnej muzyce o nostalgicznym, melancholijnym klimacie. Wszystko rozkwita w niezwykle rozległym i rozpoznawalnym refrenie, najlepszym w kategorii melodic metal na całej płycie.Na szczęście końcówka płyty jest na bardzo dobrym poziomie. Symfoniczny metal w doskonałej oprawie melodycznej to Ah! Wretched Me, stanowiący bardziej chwytliwą wersję kompozycji o podobnym charakterze z lat 2003-2005. Warto zwrócić tu uwagę na ciężkie jak na ten LP partie gitary, o niemal power metalowej mocy.

Jak zwykle wykonawczo bezbłędnie i z ogromną pewnością siebie to DARK MOOR zrobił. Tym razem Cappa nieco powstrzymał swój temperament i partie perkusji i perkusja jest wyborna. Garcia nie pcha się z solówkami na pierwszy plan ale jak już coś zagra to jest bardzo przemyślane i pełne wdzięku.
Płytę wyprodukował jak zwykle osobiście Luigi Stefanini i ciepły, klarowny sound pozostał wizytówką DARK MOOR.
Po roku 2010 grupa ograniczyła swoją działalność nagraniową i oficjalnie zapowiedziała odejście od symfonicznego metalu w kierunku melodyjnego hard rocka z elementami heavy metalu. Taki tez album nagrała w 2013. "Ars Musica" to niezwykle miły w odbiorze LP z łagodnym melodyjnym rockowym graniem, ale z metalem ma już niezbyt dużo wspólnego.
Późniejsze eksperymenty z łączeniem rocka i melodyjnego metalu na LP "Project X' (2015) i "Origins" (2018) wywołały już tylko frustrację fanów "starego DARK MOOR z Romero", ale chyba nie dla nich ta muzyka jest już przeznaczona.

ocena 7,9/10

new 10.01.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości