Lost Horizon
#1
Lost  Horizon - Awakening The World (2001)

[Obrazek: 1394.jpg]

tracklista:
1.The Quickening 01:06
2.Heart of Storm 06:16
3.Sworn in the Metal Wind 05:44
4.The Song of Air 00:59
5.World Through My Fateless Eyes 05:09
6.Perfect Warrior 03:56
7.Denial of Fate 03:39
8.Welcome Back 05:41
9.The Kingdom of My Will 09:15
10.The Redintegration 01:42

rok wydania : 2001
gatunek : power metal
kraj : Szwecja

skład zespołu :
Ethereal Magnanimus (Daniel Heiman) - śpiew
Transcendental Protagonist (Wojtek Lisicki) - gitara, instrumenty klawiszowe
Cosmic Antagonist (Martin Furängen) - gitara basowa
Preternatural Transmogrifier (Christian Nyqvist) - perkusja


Gdy Wojtek Lisicki wyemigrował z Sopotu do Szwecji i zamieszkał w Goteborgu, zapewne nie przypuszczał jak ważną rolę odegra w umacnianiu szwedzkiej sceny power metalowej. Pierwsze prawie dziesięć lat to czasy trudne, to czasy niespełnionego HIGHLANDER, gdzie spotkał się między innymi z Joacimem Cansem, który potem zasłynął w HAMMERFALL.
W roku 1998 HIGHLANDER przeszedł definitywnie do historii i na jego gruzach narodził się LOST HORIZON. W składzie pojawił się wtedy jeszcze nieznany Daniel Heiman, który miał w dorobku tylko niewiele znaczący epizod w zasłużonym DESTINY. Ekipa przybrała nietypowe dla power metalu pseudonimy, pomalowała się w legendarne już dziś barwy wojenne i 
w sierpniu 2000 roku nagrała w Goteborgu album, który wstrząsnął metalowym światem.

Poza pewnymi wyjątkami całość materiału przygotował Wojtek Lisicki, w pewnym stopniu wykorzystując przetworzone pomysły z nigdy nie opublikowanych nagrań HIGHLANDER. To jemu i genialnemu wokalowi Heimana historia zawdzięcza jeden z najbardziej zjawiskowych i wpływowych albumów z power metalem i jak, twierdzą niektórzy najlepszy power metalowy debiut w historii tego gatunku muzycznego w Europie.
O "Awakening The World" napisano już bardzo, bardzo dużo i każdy pisał trochę coś innego, bo muzyka ta ma to do siebie, że budzi różne asocjacje, powoduje różne porównania, wywołuje różne emocje. Niemal wszyscy są jednak zgodni, że została tu wniesiona jakaś nowa jakość, jakieś podniesienie europower metalu na kolejny poziom. Na tym albumie LOST HORIZON nie przechodzi chorób wieku dziecięcego, startuje z pozycji grania bardzo dojrzałego będąc jednocześnie i HAMMERFALL i PERSUADER, ale będąc przede wszystkim LOST HORIZON.
Oczywiście dziś po prawie 20 latach można wymienić inne zespoły debiutujące w równie dojrzały sposób, ale to prawie dwie dekady doświadczeń i rozwoju gatunku.
Szybki power metal o bojowym, heroicznym, ale nie do końca epickim charakterze to Heart of Storm, to także Sworn in the Metal Wind i właśnie ten numer pokazuje jak speed, power, elementy thrashowe i tradycyjny heavy metal spod znaku MANOWAR można połączyć w jedną całość. Dbałość o atrakcyjność melodii jest wszech obecna i to bardzo jest słyszalne w  pełnym przepięknym motywów World Through My Fateless Eyes. Te ozdobniki Lisickiego są tu fantastyczne i podobne w klimacie i formie będzie można potem usłyszeć w FALCONER. W Perfect Warrior jest coś z pogodnego dostojeństwa WARLORD, Denial of Fate to zagrany po męsku melodyjny power metal z refrenem, który mógłby stanowić ozdobę niejednego wysmakowanego numeru AOR i ten element przejęło potem mnóstwo szwedzkich i nie tylko grup, tworząc specyficzny podgatunek chwytliwego radio-friendly power metalu. LOST HORIZON jest także bardziej tajemniczy i niepokojący w refleksyjnym i onirycznym z początku Welcome Back, który potem przeradza się w narastający w mocy power metal.
Szczególne miejsce zajmuje na tym LP kolos The Kingdom of My Will o epickim charakterze, po części speedowy, po części w wolniejszych partiach inteligentnie ubarwiony progresywnymi inkrustacjami. Może należałoby tu oczekiwać nieco lepszego, podniosłego refrenu, jednak LOST HORIZON, jak już wspomniałem, nadmiernego monumentalizmu i patetyczności.
Tak na dobrą sprawę LOST HORIZON ani razu nie wchodzi na obszary niemieckiego helloweenowego speed power metalu, nie próbuje także odświeżać tradycyjnego rycerskiego heavy metalu lat 80 tych w nowocześniejszych aranżacjach.

Wykonanie jest wspaniałe. Lisicki gra niesamowite sola, zupełnie nieraz inne od tych, które można usłyszeć na płytach z podobną muzyką, zabarwione motywami orientalnymi, z nutką progresywności, a moc i energia gitary jest doprawdy imponująca. Heiman operuje głównie dosyć wysokimi wokalami, z dużą dozą ekstatycznego zaangażowania i brzmi bardzo świeżo. Sekcja rytmiczna jest fantazyjna i rozpędzona i trzeba koniecznie podkreślić energię natarć basowych Martina Furängena, starego druha Lisickiego z HIGHLANDER.
Ten album został wyprodukowany według sprawdzonej szwedzkiej metody i gitara jest stosunkowo surowa i stalowa, bas warkoczący, a perkusja dość głośna z nastawieniem na przestrzenne brzmienie, szczególnie blach. Ogólnie "sharp & clear" jednak bez przerysowania.
Absolutna encyklopedyczna klasyka europower metalu.

ocena 9,9/10

new 10.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości