Sellsword
#1
Sellsword - ...and Now We Ride (2016)

[Obrazek: 619702.jpg?1002]

tracklista:

1....and Now We Ride 01:13
2.The Warrior 05:35
3.Battleground 06:41
4.Crossing the Blades 06:48
5.Rise and Take Command 03:38
6.Against the Wind 05:25
7.Sellsword 05:44
8.Ashen Hand 07:32
9.Merchants of Menace 05:43
10.The Siege 06:07
11.Starlight 03:10
12.Hardrada 07:02
13.Meet Your Maker 10:30

rok wydania : 2016
gatunek : epic heavy metal
kraj : Wielka Brytania

skład zespołu:
Stuart Perry - śpiew
Henry Mahy - gitara
Jacek J. Mazur - gitara
Tom Keeley - gitara basowa
Alex Brandsen - perkusja

Jeśli użyć terminu 'arturiański metal" to zapewne pierwsze skojarzenie będzie z amerykańskim KAMELOT.
Nie chodzi tu nawet o sama tematykę liryków, ile o pewien sposób przekazu, pewną uderzającą elegancję, dostojeństwo i niewymuszony monumentalizm i patos.
O SELLSWORD z York słyszał mało kto, jednak jeśli już usłyszał...
Ta ekipa nagrała tylko jeden album, ale za to jaki!

Należy tu sobie wyobrazić nie tylko KAMELOT  z Khanem, ale i irlandzki OLD SEASON z Frankiem Brennanem oraz FALCONER z Bladem. Wokalista Stuart Perry jest wart tyle, ile waży w złocie. Są głosy i głosy, ale Perry jest ponad tym wszystkim.
To skala i barwa zbliżona do Bruce Dickinsona, ale Perry jest bezbłędny, nieomylny i absolutnie doskonały. Jest także obdarzony charyzmą przekazu Khana i elegancją Blada. Jest po prostu hipnotyzujący w swoim epickim przekazie i jest więcej niż połową magii tego albumu. Oczywiście, trzeba mieć do czego śpiewać,a on ma, bo kompozycje są z najwyższej półki dostojnego, niemal operowego rycerskiego heavy metalu.
Samo określenie heavy metal byłoby tu nieco wąskie, bo po części mamy tu do czynienia z zagrywkami gitarzystów w stylu power/thrashowym, przy czym bardzo łagodnie potraktowanym i tu znów przychodzi na myśl FALCONER,ale bez folkowej otoczki. Te numery są bojowe jak OLD SEASON, przy czym na pewno zdecydowanie mniej dramatyczne i posępne, ponadto z mniej lub bardziej wyrazistym tłem symfonicznym i słuchowiskowym (odgłosy bitewne i podobne rzeczy).
Pięknie potrafią galopować, zwalniać i przyspieszać, a wszystko niezwykle pewnie prowadzi wokalista.
Ta muzyka jest zdecydowanie brytyjska, wyspiarski duch polatuje nad tym wszystkim bez przerwy, to specyficzna kultura wykonania, oddzielająca tradycyjny metal brytyjski od tego z innych krajów.
Dynamiczna, ale niczego zagłuszająca sekcja rytmiczna i dwóch wspaniale zgranych gitarzystów swobodnie obracających się w heavy, power i thrash metalowych riffach. Bardzo to miłe, że jednym z nich jest tu Polak Jacek J. Mazur, szkoda jednak, że nagraniu tego albumu opuścił on ten zespół.
Album jest długi, to 75 minut muzyki, ale nie nudzi ona ani przez chwilę. bardzo zgrabnie ułożone są te kompozycje, klimat bojowy przeplata się z bardziej nostalgicznym i refleksyjnym, a Perry potrafi zaśpiewać wszystko wzbudzając nieustanny zachwyt. Czasem można się złapać na wrażeniu, że to jakiś doskonały nieznany album IRON MAIDEN z XXI wieku, bo są tu numery, które IRON MAIDEN w konstrukcji i pewnych rozwiązaniach melodycznych przypominają.
Są tu utwory wywołujące chęć dobycia miecza jak The Warrior czy Sellsword, są bardziej romantyczne jak Against the Wind, a także w specyficzny sposób dramatycznie opowiedziane jak Ashen Hand czy Hardrada. Są także większości dosyć długie, ale nawet w ponad 10 minutowym Meet Your Maker zrobili wszystko, by ani na chwilę nie stracić uwagi słuchacza.  


Płyta została nagrana jako produkcja własna i została nagrana znakomicie. Jest to ciepłe i nie za bardzo ciężkie brzmienie, chyba celowo nastawione na ekspozycję wokalisty. Może i pewne akcenty mogłyby być rozłożone minimalnie inaczej, jak choćby barwa basu, ale tą doprawdy drobiazgi przy ogromie pracy jaką tu włożono w indywidualizację soundu. Bo sound ta płyta ma swoisty i niepowtarzalny. Jest to album klasy Pro CD-R i to jest po prostu skandal. Skandalem jest to, że taki niesamowity zespół, prezentujący tak ekscytującą muzykę nie zainteresował żadnej wytwórni. To jest szersze zjawisko, które w przypadku zespołów brytyjskich trwa od prawie 20 lat. Od 20 lat odnoszę wrażenie, że młode zespoły z Anglii są celowo ignorowane i pomijane milczeniem przez wytwórnie zarówno rodzime jak i zagraniczne.
Arturiański heavy metal SELLSWORD to muzyka, wobec której nie można pozostać obojętnym.

ocena 9,8/10

new 19.03.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Sellsword - ...Unto The Breach (2019)

[Obrazek: 790165.jpg?1024]

tracklista:

1.Pendragon 06:49
2.Inquisitor 06:37
3.Buccaneers 05:35
4.Unto the Breach 06:30
5.Sagaborne 06:05
6.The Courage to Die 06:44
7.Heart of the Brave 05:27
8.Blackened Sky 11:51


rok wydania: 2019
gatunek: melodic heavy/melodic power metal
kraj: Wielka Brytania

skład zespołu:
Stuart Perry - śpiew
Henry Mahy - gitara
James Stephenson - gitara
Tom Keeley - gitara basowa
Thomas Warner - perkusja


3 sierpnia 2019 SELLSWORD, dumny, arturiański SELLSWORD przedstawił swoją drugą płytę, wydaną ponownie nakładem własnym. W składzie zaszły zmiany, a samej muzyce... No cóż.

Jeśli kogoś satysfakcjonuje muzyka w stylu DARK FOREST i POWER QUEST, to owszem, być może będzie zadowolony. Niewybrednych słuchaczy polukrowanego power metalu z rycerzami w tle nadal nie brak, szczególnie w Anglii. SELLSWORD stoczył się właśnie na takie pozycje i określenie "epicki" w stosunku do tego zespołu już zastosowania nie ma. Zniknęło dumne riffowanie w kapitalnych duetach, power/heavy/thrashowe natarcia i majestatyczne tempa oraz ta genialna motoryka jaką SELLSWORD prezentował w roku 2016. Teraz są naiwne i nieporadne plany klawiszowe i ograne riffy rodem DARK FOREST i POWER QUEST, żeby nie przywodzić na myśl jeszcze bardziej kompromitujących nazw zespołów brytyjskich, grających i śpiewających o smokach i elfach dla grzecznych dziewczynek i chłopców. Oczywiście grzeczny heroic fantasy melodic heavy i power jest fajny, pod warunkiem, że fajne są melodie, a refreny zmuszają do chwycenia za miecze i topory. Tu co najwyżej można chwycić się za głowę słuchając tych ogranych motywów i wyeksploatowanych do cna melodyjek, nudnych, ugłaskanych i pozbawionych realnej mocy wykonania. Szczegółowe omawianie tych kompozycji mija się z celem, bo tu omawiać nie ma czego. Zero oryginalności, prawie zero wkładu własnego w aranżacje, sztampowe i do bólu przewidywalne, zero emocji i klimatu. Kompozycje, trwające tu po ponad sześc minut zawierają muzycznej treści co najwyżej na utwór trzyminutowy i rozciąganie tego jest po prostu nudzące. Kolos epicki Blackened Sky zaczyna drażnić swoją rozwlekłością znacznie wcześniej niż w połowie... Zamiast Honoru i Miecza na tej płycie są Misie Żelki i Wata Cukrowa. Rzeczy niegodne arturiańskiego stołu. Sola gitarowe marne i bez pomysłu, sekcja rytmiczna ospała i niepewna co ma grać. Bardzo żal jest mi w tym wszystkim fantastycznego (także i na tej płycie) wokalisty Stuarta Perry'ego, bez wątpienia Pierwszego Metalowego Gardła Albionu ostatnich lat. Żal mi go, bo musi rozmieniać swój talent na drobne w takim bezbarwnym i miałkim repertuarze. Gdyby nie on, to tej muzyki praktycznie nie dałoby się słuchać.
Jeśli chodzi obrzmienie, to jest to miękkie, płytkie, plan klawiszowy nakłada się na zupełnie bezbarwne gitary. Całkiem inne brzmienie niż na "...and Now We Ride", nieporównywalnie gorsze.

Można odnieść wrażenie, że SELLSWORD podjął rozpaczliwą próbę dotarcia do mainstreamowej grupy słuchaczy, dla których POWER QUEST i podobne rzeczy z kręgu ugłaskanego metalu brytyjskiego to najlepsza na świecie muzyka.
Oby fani tego typu grania to docenili. Zwolennicy muzyki z debiutu SELLSWORD powinni natomiast omijać "...Unto the Breach" szerokim łukiem.


ocena 5/10

new 8.08.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości