Silverbones
#1
Silverbones - Wild Waves (2016)

[Obrazek: 579840.jpg?5826]

tracklista:
1.Cry of Freedom 02:00
2.Wild Waves 04:26
3.Royal Tyrants 04:46
4.Queen Anne's Revenge 06:14
5.The Undead 05:25
6.Raiders of the New World 04:10
7.Wicked Kings 05:06
8.Hellblazer 04:01
9.Black Bart 07:52

rok wydania: 2016
gatunek: heavy metal
kraj : Włochy

skład zespołu:
Marco Salvador - śpiew gitara
Ricardo Galante - gitara
Andrea Franceschi - gitara basowa
Enrico Santin - perkusja 
oraz 
Cederick "Ced" Forsberg - perkusja

Jeśli wymieniać epigonów RUNNING WILD, to z pewnością jako pierwsze przychodzą na myśl BLAZON STONE Ceda i ALESTORM Bowesa, ale taki zespół istnieje także we Włoszech. To SILVERBONES z Conegliano założony w roku 2013 przez
Andrea Franceschi, noszącego przydomek "Captain". Grupa jak do tej pory nagrała jeden LP, wydany przez Stormspell Records, a ciekawostką jest fakt, że część partii perkusji nagrał tu gościnnie sam Ced z BLAZON STONE.

Muzyka, liryki i okładka wprost odnoszą się do pirackiego okresu w działalności RUNNING WILD i to zresztą grupie chodziło.
Na tym LP przedstawiła ona zestaw kompozycji zawierających liczne znane i powszechnie lubiane kasparkowe motywy, w zgrabnie zaaranżowanych kompozycjach, gdzie oczywiście nie mam mowy o oryginalności. Słuchamy włoskiego RUNNING WILD i przypominają się najlepsze lata tamtej ekipy, chociaż jest tu kilka elementów co najmniej kontrowersyjnych.
Gra gitarzystów nie budzi wątpliwości, że to dobrzy, zgrani ze sobą muzycy i to wszystko jest bardzo dopracowane we wzajemnym wspieraniu się obu gitarzystów. Jest także sporo niezłych solówek i kilka riffów w stylu Kasparka, ale jednak swoistych i wymyślonych przez SILVERBONES. Tyle, że jakoś tu trochę brakuje tej pirackiej mocy i jest to wszytsko zagrane trochę za lekko i za ostrożnie. Gładkie to jest i bardzo ułożone, po prostu za bardzo.
Kolejna rzecz to wokalista. To taki nieco amatorski śpiew dobrego gitarzysty, bez wyrazu, płaski i bez pirackiego zadziora. Tu potrzebny by był ktoś z bardziej przepalonym rumem gardłem, ktoś kto na tle zwiewnych i zgrabnych gitarowych zagrywek zachęciłby słuchacza do chwycenia za kordelas i ruszenie do abordażu. Także chórki, skromne raczej, są słabe i ta załoga, co go wspiera, prezentuje się dosyć rachitycznie.
Brak również zdecydowanego killera, takiego by wiatr zadął w żagle pirackiego okrętu, bo tempa są wyrównane i chwilami odnosi się wrażenie, że grają ponownie to samo co kilka minut wcześniej. Pozostaje jakiś ulotny ślad, że grają kasparkowy piracki metal, ale co konkretnie, to nie bardzo wiadomo. W zasadzie to najbardziej zapada w pamięć umieszczony na końcu
Black Bart, głównie z powodu kilku dynamicznym riffów podpatrzonych chyba u Ceda. Niestety wokalista tu już zupełnie opadł z sił i wydaje z siebie chwilami bardzo słabe dźwięki.

Krytyka krytyką, ale w sumie jak się lubi RUNNING WILD, to nie jest to złe. Brak pazura i killerów, ale i tak jest to lepsze od tego, co sam Kasparek proponuje na kilku płytach z poprzednich lat.
Grupa  w roku 2018 została zreformowana, pojawiło się trzech nowych członków,w tym wokalista Alessandro Da Re i może za jakiś czas zabiorą nas na kolejną piracką wyprawę.

ocena : 7,3/10

new 27.05.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości