Armory
#1
Armory - The Dawn of Enlightenment (2007)

[Obrazek: R-5875868-1405131465-6333.jpeg.jpg]

tracklista:
1.The Tempest 01:57
2.Faith in Steel 05:54
3.Riding the Cosmic Winds 07:33
4.Forever Triumphant 05:13
5.Heart of Dreams 07:53
6.Warrior Forlorn 05:08
7.Forged in Dragon Flames 04:22
8.The Eyes of Time 06:37
9.Mystic Star 05:27
10.The Dawn of Enlightenment 13:46
11.Flight of Icarus (Iron Maiden cover) 03:50
12.Dr. Wily (Mega Man 2 Theme cover) 01:54

rok wydania: 2007
gatunek: melodic power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Adam Kurland - śpiew
Joe Kurland - gitara, perkusja
Chad Fisher - gitara
Tom Preziosi - gitara basowa

Jeśli w pierwszej dekadzie XXI wieku ktoś wywarł w USA znaczący wpływ na europower metal, to obok CELLADOR z całą pewnością także ARMORY z Townsend w Massachusetts. Tyle, że szum medialny wokół CELLADOR był zawsze ogromny, a ekipa braci Kurland zawsze pozostawała w cieniu.

Kurlandowie to twórcy bardzo dużo wymagający od siebie. "The Dawn of Enlightenment" ukazał się po raz pierwszy w roku 2004, ale liderzy uznali, że jest to jednak nie to. Całkowicie przerobiony materiał, z dodatkowymi klawiszami Petera Rutcho, który też zmontował to wszystko inaczej i na nowo, pojawił się pod tym samym tytułem, ale z inną okładką, w roku 2007 nakładem własnym zespołu. Od tego czasu wydawnictwo z 2004 jest oficjalnie zaliczane do demo CD.
Heroiczny fantasy power metal ARMORY jest bezpośrednim odniesieniem do stylu europejskiego, inspirowanego tym co gra DRAGONFORCE, ale bez nacisku na szybkość, choć podobnym naciskiem na melodie. The Dawn of Enlightenment (narrator - Tom Preziosi) najdłuższa i najbardziej zróżnicowana kompozycja zdradza także pewne nieznaczne ciągoty do grania power epic z minimalną nutką progresywności, ale tylko taką, jaką stosowały i stosują nadal zespoły niemieckie czy szwedzkie w kompozycjach tego rodzaju. Tu wyszło to dobrze, jest kilka zmian stylu narracji, kilka klimatów, ale jak na tak ważny utwór to jednak brakuje takiej melodii, która wyniosła by ten numer do rangi epickiego zwieńczenia całości.
ARMORY form dłuższych, podobnie jak DRAGONFORCE się nie boi. Riding the Cosmic Winds ma sporo ze stylu GAMMA RAY chociażby, Heart of Dreams z HELOOWEEN i te inspiracje niemieckie są tu ogólnie wszechobecne.
Ten szybki, melodyjny power w stylu rycerskim jaki proponują, jest atrakcyjny w takich dobrze skonstruowanych zwartych numerach jak Faith in Steel, Warrior Forlorn. Trochę gorzej to brzmi w rozchwianym stylowo The Eyes of Time, gdzie dodatkowo jakoś niezbyt dobrze wypada Kurland jako wokalista. Z klasycznego melodic power bardzo dobrze prezentuje się także zgrabny Mystic Star. Sięgają również po podniosłą stylistykę MANOWAR w łagodnym true songu z pianinem i orkiestracjami Forever Triumphant i grając w tak umiarkowanym tempie także potrafią przykuć uwagę słuchacza, zwłaszcza w refrenie chóralnym z dzwonami.
Paradoksalnie najlepszym i najbardziej porywającym numerem na tym albumie jest fenomenalny dynamicznie zagrany instrumentalny Forged in Dragon Flames z finezyjnymi partiami solowymi obu gitarzystów. Gdyby tu jeszcze był i Adam Kurland... Miazga!

Kurland jest bardzo dobrym wokalistą o sporym zasięgu głosu, unosi się ponad gitarami przykuwa uwagę bardziej niż te gitary, które dochodzą do głosu głównie w partiach instrumentalnych. W pewnych momentach przypomina on Bruce Dickinsona i zapewne nieprzypadkowy jest wybór kompozycji IRON  MAIDEN jako bonusa wersji CD. Klawisze wnoszą dodatkową jakość planu głównie drugiego, są nienachalne i odległe od stylu włoskiego czy francuskiego, a bliższe progresywnym klawiszom szwedzkim.
Jak na USA przystało sound tego LP jest różny od tego, co się słyszy na albumach europejskich. Trudno to wyrazić słowami, ale tak jest i tak brzmią również inne grupy z Ameryki jak TANAGRA, CELLADOR i sporo innych. Jakby większa głębia i realna ostrość tego wszystkiego...
Obojętność Amerykanów, na zwłaszcza europowermetal rodzimy spowodowała, że ARMORY z cienia praktycznie nie wyszedł. W Europie, jako grupa unsigned także nie doczekał się należytej promocji.  Album "The Dawn of Enlightenment", o ile mi wiadomo, nigdy nie został wydany oficjalnie przez żadną z wytwórni płytowych.
W przeciwieństwie do drugiej płyty ARMORY "Empyrean Realms" zaprezentowanej w Japonii przez Spiritual Beast.

ocena: 8,2/10


new 11.06.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Armory - Empyrean Realms (2013)

[Obrazek: R-7161331-1435086645-9470.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Eternal Mind 05:25
2.Dreamstate 05:21
3.Beyond the Horizon 06:52
4.Reflection Divine 05:29
5.Horologium 04:00
6.Elements of Creation 04:55
7.Inner Sanctum 04:56
8.Fate Seeker 06:21
9.Quest for the Fleece 07:00

rok wydania: 2013
gatunek: melodic progressive power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Adam Kurland - śpiew
Joe Kurland - gitara, perkusja
Chad Fisher - gitara
Tom Preziosi - gitara basowa
Peter Rutcho - instrumenty klawiszowe

Kolejna, druga płyta ARMORY ukazała się po sześciu latach od debiutu, prawie dziesięciu od czasu przygotowania poprzedniego premierowego materiału. Tym razem album wydała mała wytwórnia Metavania Music w listopadzie 2013 roku, ale chyba znacznie większym sukcesem było pojawienie się wydania japońskiego, nakładem Spiritual Beast w roku następnym.

ARMORY nagrał ten album w składzie rozszerzonym o klawiszowca Peter Rutcho, co jest jednak znacznie ważniejsze, bracia Kurland tym razem postanowili stworzyć nieco inną muzykę, może bardziej uniwersalną, muzykę większej ilości źródeł i inspiracji, ale ta broń okazała się w pewnym sensie obosieczna.
W swoich kompozycjach ARMORY wykorzystał zarówno elementy metalu neoklasycznego, jak i melodyjnego heavy w tradycji amerykańskiej, power metalu z obu brzegów Atlantyku, elementów aranżacyjnych o charakterze progresywnym i jeszcze paru składników, ale w efekcie nie stworzył ani jednej porywającej kompozycji w żadnym z gatunków. Te utwory są bardzo staranie przygotowane, bardzo eleganckie, wyważone, dopracowane w szczegółach, ale czuje się tu taką sztywną ostrożność i nadmierne wygładzenie, a przecież zespoły amerykańskie to w metalu odrobina szaleństwa, odwagi, autentycznego entuzjazmu... Tu ARMORY jest wystudiowany i upozowany i neoklasyka plus melodic heavy metal z Beyond the Horizon czy Elements of Creationnie do końca nie brzmi szczerze. Melodyjny, grzecznie zagrany, wypolerowany melodic power metal Eternal Mind trudno nazwać do końca europejskim, bo tak nie grają ani Niemcy, ani Włosi, ani Skandynawowie i tak patrząc na to z boku, to ARMORY gdzieś wjeżdża do Australii i ląduje pomiędzy PEGAZUS, DUNGEON i BLACK MAJESTY i to BLACK MAJESTY z "Tomorrowland" (2007). Jest jakieś niezdecydowanie stylistyczne w obrębie niektórych kompozycji i dający energicznymi riffami na początku nadzieję na dobry power metal Dreamstate ostatecznie jest jeszcze jednym melodic progressive kawałkiem o dosyć ogranej już melodii. W takiej łagodnej w formie melodyjnej progresywności ARMORY w Reflection Divine brzmi bardzo średnio i powszednio, mimo bardzo dobrego rzecz jasna wykonania.
Brak w muzyce z tej płyty jakiegoś punktu zaczepienia, jakiegoś momentu autentycznej próby zafascynowania słuchacza, nie udaje się to w instrumentalnym Horologium, i jeśli szukać czegoś, co by się  faktycznie wyróżniało to trudno coś znaleźć. Każda kompozycja ma swoje dobre chwile, bardzo udane są początki, jak choćby w Inner Sanctum, ale potem się to jakoś rozmywa w solidnym, ale jednak pozbawionym pasji graniu melodyjnego metalu. Pod tym względem chyba najbardziej rozczarowuje Fate Seeker, gdzie przejrzystość energicznego wstępu ustępuje takiemu niby heroicznemu anglosaskiemu graniu z pod znaku POWER QUEST i tylko kilka sekwencji riffowych w części instrumentalnej zasługuje na uwagę.
Najdłuższy, umieszczony na końcu Quest for the Fleece powinien to wszystko jakoś podsumować, ale czy szum morza, a potem fanfary, a potem niemal do końca melodic power metal w bardzo ogranej melodii i z mało ciekawym refrenem, ugrzeczniony do granic możliwości, może przykuć uwagę przez ponad siedem minut. Nie bardzo...

To wszystko nie jest złe, jest dobre, dobre w ramach przyjętej konwencji, bardzo dobrze śpiewa Adam Kurland, znakomicie gra na perkusji Joe Kurland, klawiszowiec także sporo tu wnosi, ale brak klimatu, brak jakiejś własnej barwy i stąd ta "Australia" tak bardzo przychodzi na myśl. Z pewnością atutem albumu jest ciepłe i selektywne brzmienie, ze znakomitym ustawieniem sekcji rytmicznej i fenomenalną słyszalnością wokalu, ale to jednak wystarczy tylko by uznać ten album za po prostu dobry LP z muzyką przyjemną gdy rozbrzmiewa, ale nie wywołującą głębszych emocji.
Grupa nadal istnieje, nadal działa, ale jak mówią oficjalne komunikaty, nowej trzeciej płyty raczej w najbliższym czasie oczekiwać nie można.


ocena: 7/10

new 2.09.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości