Dawnless
#1
Dawnless - While Hope Remains (2008)

[Obrazek: 202851.jpg?2627]

tracklista:
1.Absolution 06:19
2.Freedom's Gone 05:38
3.We're All the Same 05:02
4.Dying Alone 04:17
5.Shadow and Pain 05:16
6.The Planet's Dream 06:30
7.Beyond Words 05:05
8.White Risk 04:07
9.Towards Hope 04:14

rok wydania: 2008
gatunek: modern melodic power metal
kraj: Szwajcaria

skład zespołu:
Bertrand Ecoffey - śpiew, growl, gitara
Hervé Michaud - growl, gitara
Samuel Michaud - gitara basowa
David Ecoffey - perkusja
Lionel May - instrumenty klawiszowe

DAWNLESS to grupa mało znana, a przecież wydała trzy płyty  w latach 2006-2016. Działa od roku 2003 w Sarreyer (kanton Valais) i gra modern power metal ze zmiennym szczęściem. Pierwsza płyta "A Way Of Escape" była pewnym poligonem doświadczalnym, na którym dokonano nieudanego wystrzelania rakiety brutalno - melodyjnej, a niektórzy dopatrywali się w tym wpływów metalcore nawet. Ostatnia,"Beyond The Shade" z 2016, to z kolei określony wyraz niemocy twórczej, poszukiwań nie do końca we właściwych obszarach, choć z przebłyskami bardzo dobrej gry.

Cały potencjał tego bandu eksplodował na albumie "While Hope Remains" wydanego nakładem własnym w roku 2008, ale bardziej znanego z reedycji malutkiej wytwórni Evil Eye Entertainment z roku 2010.
Trzy elementy stanowią o potędze tej muzyki. Melodie, gitarowa robota i plan klawiszowy.
Już w pierwszym utworze Absolution jest to wszystko zrobione fantastycznie i porywająca melodia rozwija się z mocnymi i jakże poruszającymi klawiszami w planie drugim, a może nawet na granicy z planem gitarowym. Melodie są bardzo oryginalne, nie mają niczego wspólnego ani z epickim  graniem, ani z łatwym melodic power. Są melancholijne a zarazem monumentalne, a przez wsparcie growlem drapieżne w interesujący sposób.
Jest to jeden nieprzerwany ciąg killerów, masywnych, nasyconych treścią gitarową, no i te klawisze... fenomenalne klawisze Lionela May'a. Wszystko dzięki nim nabiera takiego uroczystego charakteru, jest to niemal mistyczne chwilami...
Tak, chwytliwość tego wszystkiego jest przeogromna, to muzyka wciągająca, absolutnie przebojowa w prawdziwie metalowym rozumieniu, no bo jak nie uznać za przebój rozkładającego na łopatki We're All the Same albo The Planet's Dream. I to samo można powiedzieć niemal o wszystkich utworach z tego albumu.
Patos i pompatyczność wydobywają z niebywałą łatwością w wysmakowanej formie w Dying Alone, a drapieżność w kontrapunktach z pianinem jest urzekająca i sprawiająca ogromne wrażenie. Albo to budowanie mroku w Shadow and Pain! Niesamowite. Bardzo udany jest łagodniejszy, hymnowy i refleksyjny song Beyond Words, który rozprasza pewne wrażenie, że Bertrandowi Ecoffey brakuje nieco wokalnej techniki. Nie brakuje w wyśmienitym White Risk, zbliża się w udany sposób do Mistrza Jona Olivy z SAVATAGE.
Jedynie szkoda, że Towards Hope to kompozycja instrumentalna.

Nie można pominąć wysokiej klasy sekcji rytmicznej i ogromne brawa dla perkusisty Davida Ecoffey za dynamikę i pomysłowość. Co do brzmienia - ktoś słyszał o Olivierze Claret? Pewnie niewielu. Tymczasem ten self release album ma takie zdumiewające soczyste i klarowne brzmienie, że życzę kolejnym pokoleniom zespołów uzyskanie właśnie takiego soundu. Perfekcja i to bez drogiego markowego studio nagraniowego.
W pewnym sensie ta muzyka nie ma odpowiednika, przynajmniej nie miała w momencie, gdy powstawała i może tylko szwedzki ASSAILANT podążał podobną drogą, ale jednak nie dorównał Szwajcarom.


ocena 9,8/10

new 15.08.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości