SnakeyeS
#1
SnakeyeS - Ultimate Sin (2015)

[Obrazek: R-8816794-1469406104-8712.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Demon in Your Mind 04:25
2.Denied 04:40
3.Shadow Warriors 04:16
4.Black and White 04:04
5.Blood of the Damned 05:34
6.Rise of the Triad 06:56
7.Time of Dismay 04:38
8.Ultimate Sin 03:41
9.Down with the Devil 04:26
10.Snake Pit 05:47
11.The Cross is a Lie 06:16

rok wydania: 2015
gatunek: heavy/power metal
kraj: Hiszpania

skład zespołu:
Cosmin Aioniţă - śpiew
Justi Bala - gitara
José Pineda - gitara basowa, gitara
Carlos Delgado - perkusja

SNAKEYES utworzyli byli członkowie dosyć znanej hiszpańskiej heavy metalowej formacji SPHINX w roku 2013, która zakończyła działalność oficjalnie w 2014, choć jak się okazało - nie na długo.
W zespole z Kadyksu znalazł się także rumuński wokalista Cosmin Aioniţă, którego wcześniej, poza zespołami rumuńskimi można był usłyszeć także na znakomitym albumie LITHURGY OF WAR w roku 2010. Choć trudno uznać muzyków za debiutantów, to jednak album ten ukazał się nakładem własnym w marcu 2015.

Kto zna głos Cosmina, ten wie czego można oczekiwać, ale tu zrobił jeszcze więcej i stał się nowym "Ripperem". Stał się nim tym bardziej, że styl heavy/power SNAKEYES jest kruszący i to styl stanowiący mix painkillerowego podejścia do metalu i stylu USPM reprezentowanego przez mocne grupy XXI wieku. Ekipa nie zapomina o melodiach i opener Demon in Your Mind jest wyborny, potoczysty z chwytliwym refrenem i można powiedzieć, że wszystko mieści się w okolicach późnego VHALDEMAR.  Kruszące riffy, finezyjne sola i Cosmin w roli głównej.
Udane są wolniejsze, kroczące, gęsto obudowane basem kompozycje Denied i Snake Pit z nieodłączną dawką mroku i wyraźnym rysem amerykańskim. Ta surowa amerykańska maniera z naciskiem na heroiczne refreny przejawia się w drapieżnych i riffowo mięsistych Shadow Warriors, Black and White. Taki nowy, znacznie lepszy CAGE... Także w chłodnym i zarazem epickim Rise of the Triad, najdłuższym, ale ani przez chwilę nienużącym. Bardzo ciekawe klimatyczne partie wolniejsze w środkowej części są doprawdy oryginalne i interesujące. A do tego momentami wchodzą na obszary groove i wychodzi to świetnie w Blood of the Damned i do tego umiejętnie budują to atrakcyjną melodię refrenu. No i solo po raz kolejny chuligańskie, rockowe, wirtuozerskie. Moc! Killer! A ponieważ jak wiadomo "killerów jest dwóch" to także Time of Dismay z niszczącym, heroicznym refrenem do tej kategorii należy. Rewelacyjna dynamika gitarzysty solowego, a wszystko rozegrane z niezwykłą precyzją. Ogólnie zresztą tu nie ma miejsca na tej płycie na zbędne dźwięki. Wszystko poukładane w zdumiewający sposób.
Wychodzi im bardzo dobrze praktycznie wszystko, także granie bardzo szybkie jak w huraganowym, painkillerowym Ultimate Sin, gdzie dodatkowo umiejętnie chwilami te tempa zbijają, by zaraz uderzyć ponownie. A także nieco lżejszy, bardziej rockowy i radiowy heavy w brawurowym Down with the Devil. Na zakończenie uspokajają rozkołatane serca w klimatycznym semi-balladowym wstępie do The Cross is a Lie, a potem obruszają na słuchacza stalowe riffy dumnego metalu o amerykańskich heroicznych korzeniach. No, potrafią grać takie rzeczy z maestrią i zdecydowaniem.

Sound jest fantastyczny. Głębia gitar fenomenalna, bas dudni metalicznie, a perkusja syczy blachami. Kruszący, miażdżący, nowoczesny sound, a nad tym wszystkim bez problemu góruje Heros Cosmin Aioniţă.
Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni Hiszpanie pokazują Amerykanom jak grać heavy/power/USPM.
Rozdzierająca na strzępy potęga!


ocena: 9,5/10

new 25.03.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
SnakeyeS - Metal Monster (2017)

[Obrazek: R-11370917-1515110122-5023.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Into the Unknown 04:15
2.Evolution 04:39
3.(Point of) No Return 04:44
4.Cyberkiller 05:08
5.Metal Monster 04:50
6.Edge of the World 04:21
7.Sign of Death 05:17
8.Facing the Darkness 04:38
9.Your Own Shadow 04:10
10.Circus of Fools 05:09
11.Rise Up (The Red Plague) 08:16

rok wydania: 2017
gatunek: heavy/power metal
kraj: Hiszpania

skład zespołu:
Cosmin Aioniţă - śpiew
Justi Bala - gitara
José Pineda - gitara basowa, gitara
Carlos Delgado - perkusja

Dwa lata po premierze debiutu SNAKEYES zaprezentował drugi album, tym razem już nakładem wytwórni Rock-CD Records. Skład pozostał bez zmian i Cosmin Aioniţă ma okazję po raz kolejny ujawnić swój talent.

I ujawnia. "Metal Monsters" to płyta mocna. Mocna heavy/power metalem w amerykańskim stylu oraz doświadczeniami z roku 2015. Ponownie fantastyczny opener, dynamiczny i melodyjny Into the Unknown stanowi wstęp do porcji heavy/power na najwyższym poziomie i wybornych popisów gitarowych Justi Bala.
Cosmin dewastuje na tle potężnych riffów o sile huraganu w ostrym i misternym Evolution oraz ekscytujących, szybkich Cyberkiller i Facing the Darkness w najlepszej manierze niemieckiej i można ogólnie zauważyć pewne zbliżenie do sceny niemieckiej, zresztą tak, jak i w przypadku VHALDEMAR. Pierwiastek posępności dominuje w bardzo dobrym (Point of) No Return, z super nośnym refrenem, który przypomina refreny PRIMAL FEAR i to potwierdza europeizację muzyki SNAKEYES. Jednak nie zawsze i mocny Metal Monster jest amerykański, przynajmniej w połowie, a w drugiej to także sporo PRIMAL FEAR. Tym razem jednak numer tytułowy jest jednak lekko poniżej oczekiwań. Moc jednak Hiszpanów nie opuszcza i twardy, męski heavy/power w Edge of the World oraz Circus of Foolsjest znakomity. Powtórka z rozrywki to Sign of Death, utwór szybki i ponury i nabierający tempa w pełnym pasji refrenie. Doskonałe, najlepsze na całej płycie solo jest pełne ekspresji i dramatyzmu. Nieco iberyjskiego ciepła w przepięknym, zagranym w umiarkowanym tempie Your Own Shadow. Jeszcze jeden utwór do bogatej kolekcji killerów tego zjawiskowego bandu z Kadyksu.
I podobnie jak na debiucie mocny, interesujący i wysmakowany akcent na koniec postaci Rise Up (The Red Plague). Jeszcze dłuższy, jeszcze bardziej rozbudowany, jeszcze bardziej epicki w mrocznym stylu. Moc!

Jeśli nastąpiło większe zbliżenie do bardziej melodyjnej odmiany heavy/power, to grupa zdała egzamin na atrakcyjność melodii na najwyższą ocenę. Mnóstwo kapitalnych motywów muzycznych z melodyjnej półki, bez śladów komercji radiowej. Metal! No i do tego grają jak natchnieni! I oczywiście niezniszczalny Cosmin Aioniţă. Prawdziwy Dewastator! Po raz kolejny nie zawodzi produkcja. Znakomity soczysty, głęboki i specyficznie ostry sound gitar, krusząca sekcja rytmiczna. "Sharp & clear" w najlepszym możliwym wydaniu. Wybornie spisał się jako producent José Pineda.
Świetny, dojrzały zespół. Ekstraklasa światowa.


ocena: 9,8/10

new 25.03.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
SnakeyeS - Evil Must Die (2020)

[Obrazek: R-15319665-1589671806-6309.jpeg.jpg]

tracklista:
1.War Machine 04:48
2.The Evil Dead 04:44
3.New World Order 04:42
4.Lose Control 04:41
5.I Am Evil 04:29
6.Dead Don’t Ride 04:52
7.The Clown and The God 04:45
8.Death Stranded 03:57
9.Sign of Our Times 03:48
10.All Gods Are Dead 06:42

rok wydania: 2020
gatunek: heavy/power metal
kraj: Hiszpania

skład zespołu:
Cosmin Aioniţă - śpiew
Justi Bala - gitara
José Pineda - gitara basowa, gitara
Carlos Delgado - perkusja

Koniec marca i SNAKEYES z Kadyksu wyprowadza trzeci atak przedstawiając album "Evil Must Die". Bardzo dobry tytuł. Szczególnie, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju futurystycznego konceptu.

Syndrom trzeciej płyty przejawia się w różny sposób, czasem drastyczną zmianą stylu, jednak Hiszpanie i Cosmin pozostają wierni melodyjnemu, dynamicznemu heavy/power z mrocznymi akcentami. Bardzo dobry początek w mocnym i zagranym w umiarkowanie szybkim War Machine pokazuje także, że Cosmin nadal rozdziera i dewastuje głosem, a gitarowe riffy kruszą jak poprzednio. Jednak sama melodia, poza pewnymi fragmentami refrenu, ma znamiona pewnego braku oryginalności w obrębie stylu jaki ta grupa ukształtowała. Pełna rehabilitacja następuje jednak natychmiast w morderczym, heroicznym  The Evil Dead. Co za majestatyczna heavy/power potęga! Po prostu wyborny utwór z ciekawie rozwiązaną posępną częścią instrumentalną. Mało? Jeszcze raz to samo w New World Order w nieco teatralnej manierze przekazu i smaczkami z obszaru thrashu i melodyjnego progressive.
Trochę elektroniki ubarwia Lose Control, ubarwia go także mocny punktujący bas i to jest kompozycja nieco lżejsza w melodii, przypominająca styl PRIMAL FEAR i ACCEPT z Udo, gdy grali wolniej i delikatniej w ażurowych gitarowo zwrotkach.
Zdecydowanie udany numer, ale do autentycznego killera w tej kategorii brakuje bardziej wyrazistego refrenu. W niemieckich obszarach pozostają w I Am Evil, tym razem jednak otrzymujemy numer chyba jeden z najsłabszych w historii zespołu, siłowy heavy/power w stylu BRAINSTORM z początku XXI wieku, także w pewnych próbach średnio udanego przemycenia progresywnych chwytów muzycznych. Gdy w Dead Don’t Ride dodają więcej dramatyzmu w melodii i grają nieśpiesznie i rytmicznie jest już zdecydowanie lepiej. Największą siłą SNAKEYES jest jednak painkillerowy heavy/power i kolejnym popisowym utworem jest w tej kategorii The Clown and The God z bujającym heavy/thrashowo motywem głównym i nośnym refrenem. Amerykańsko pobrzmiewa Death Stranded, pobrzmiewa także po części epicko i ostatecznie solidny refren pasuje całość w rejonach prawie bardzo dobrych utworów z tego albumu. Warto jednak poczekać na misterny w riffach Sign of Our Times, fantastycznie rozplanowany i z doskonałą melodią i aż szkoda, że nie pociągnęli tego ponad pięć minut. Przeplatające się gitary to tutaj majstersztyk!
To, co najdłuższe i najbardziej klimatyczne znalazło się na końcu. All Gods Are Dead to mieszanka mroku i dramatyzmu przy spokojnych tempach narracji raczej w manierze amerykańskiej ze względu na przytłaczające (autentyczna moc!) riffy i walcowanie przechodzące w epickie partie z wokalem. Tak się to wszystko właśnie powinno zakończyć.

Jak zwykle wyśmienite zgranie indywidualnie wybornych instrumentów, choć wyrażę pogląd, że sola Justi Bala są tym razem zbyt przekombinowane i te z dwóch poprzednich płyt były bardziej zapadające w pamięć. Za to doskonałe rzeczy gra tu Carlos Delgado. Jak zwykle dopracowany, mocny i soczysty sound z wbijającym w ziemię basem i syczącymi blachami oraz stalowe, ale głębokie gitary. Gdyby mieć tu jakiekolwiek uwagi, to może tylko do tego, że wokal mógłby być minimalnie bardziej wysunięty do przodu.

Tym razem SNAKEYES nie osiągnął poziomu swoich dwóch poprzednich płyt, ale brakowało bardzo niewiele. Syndrom trzeciej, często dużo gorszej płyty tym razem nie zadziałał. To jest jednak zespół wielkiego formatu.


ocena: 9/10

29.03.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości