1st0 (First Zero)
#1
1st0 - 1st Chaper (2023)

[Obrazek: 1137089.jpg?1729]

Tracklista:
1. Tragedy~終焉~ 06:17     
2. Revolution 03:45     
3. Reconfirm Our Bonds ~A Song for Life~ 05:52     
4. Starlight 05:14     
5. The Imaginary Nation 00:37     
6. Dear Ruler 04:55     
7. Endless Blood 04:29     
8. Gaze After 06:17     
9. 東京Dream 05:16     
10. Glorious Fate 05:37     
11. Yesterdays 05:31

Rok wydania: 2023
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Japonia

Skład:
Yuhya - śpiew
Ryo - gitara
Takaaki - bas
Lea - perkusja


1ST0 z Tokyo może nie ma mistrzowskiego i znanego składu z okładek magazynów jak tegoroczne MAJUSTICE czy ASHRAIN, ale są tutaj osoby z doświadczeniem. Najbardziej znany tutaj jest lider zespołu Lea, obecny perkusista GALNERYUS, który postanowił nie wspomagać się składem GALNERYUS i do nagrań zaprosił gitarzystę progressive metalowego SHIVER OF FRONTIER Ryo, a basem zajął się jego znajomy Takaaki z 罪號人~Zygote~. Dopełnieniem składu, który nagrał debiut jest Yuhya, wokalista cover bandu GALNERYUS (w którym również udziela się Ryo), którego jest to pierwszy pełnoprawny występ.
Premiera odbyła się bez większego rozgłosu w maju tego roku, nakładem własnym.
 
SHIVER OF FRONTIER jest tutaj tylko mało i raczej tylko w ramach aranżacji symfonicznych, nie ma tutaj kontrowersyjnych, progressive metalowych rozwiązań, mathcore powerviolence czy skomplikowanych aranżacji. Jest GALNERYUS w dyspozycji co najmniej bardzo dobrej i to pierwszy album od czasów The Book of Awaknieng z 2010 roku KNIGHTS OF ROUND, który tak dobrze czuje i naśladuje styl GALNERYUS.
Za większość kompozycji odpowiada Lea i należy się szacunek za tak dokładne wyczucie konwencji. Tutaj jest nie tylko uzdolnionym pałkerem, ale i sprawnym kompozytorem. Nagrali tutaj LP nie tylko o wiele ciekawszy od tegorocznego GALNERYUS, ale i bardziej porywający w ramach ogólnie pojętego melodic power metalu. Nie ma przesadnych egzaltacji, nie ma pastelowości, wszystko jest świetnie wyważone i jeśli podnieść jakiś zarzut, to tylko fakt, że powtarzają wiele najlepszych rozwiązań GALNERYUS i MINSTRELIX z Leo Figaro, jednak bez ich poziomu pirotechnicznego, co już słychać w otwierającym to wszystko i zarazem udanym Tragedy.
GALNERYUS z czasów Resurrection kłania się na całym albumie i Ryo to nie Syu, Katsu Ohta czy Toshihiro Kajihara jeśli chodzi o popisy gitarowe, ale dobrze się bawi w tej stylistyce i daje kilka miłych, melodyjnych ozdobników i wydaje się być swobodniejszy w grze niż w SHIVER OF FRONTIER. Takaaki również gra bez kompleksów i jego gra jest tutaj równie interesująca, jak basistów w GALNERYUS. 
Reconfirm Our Bonds to melodic metal, jaki GALNERYUS chciało w tym roku zagrać, jednak w formie nie budzącej absmaku. Starlight to powtórka z Vetelgyus, mocniejszy Dear Ruler to oczywiście nawiązanie do Phoenix Rising, zagrane z klasą i sensownie. Świetnie wypada też rozpędzony Endless Blood. GALNERYUS, GALNERYUS i jeszcze raz GALNERYUS, tym razem z Angel of Salvation.
Nie odkrywają tutaj niczego nowego, ale jest to zagrane bardzo dobrze i zadbano tutaj przede wszystkim o ekspozycję refrenów i melodii, które szybko wpadają w ucho. Do tego jak na album trwający prawię godzinę nie czuć dłużyzn i jest to materiał bardzo równy.
Delikatnymi potknięciem jest Glorious Days, który oferuje jedynie bardzo schematyczny i zachowawczy power metal. I może nieco ograna ballada Gaze After, ale jak pięknie to zostało zaśpiewane i jak w drugiej połowie to się rozwija...
Kończący album Yestardays te drobne potknięcia wynagradza i to utwór bardzo nośny i mocno osadzony w stylistyce kompozycji Yuhki.

Najmocniejszym punktem tutaj jednak nie jest lider Lea, a wokalista Yuhya. Głos znakomity, z gładkością Sho, ale mocą Yama-B, idealna mieszanka obu tych tytanów sceny Nipponu. Mistrz i to jak swobodnie i lekko śpiewa szybko potrafi wprawić w zachwyt.
Na instrumentach klawiszowych gościnnie podobno zagrał Fujimura Nobuaki z SHIVER OF RONTIER i jeśli to prawda, to sława. Dyskretny, mistrzowski drugi plan, jakiego należało po tym regionie oczekiwać.
 
Brzmienie delikatne w perkusji i po części szkoda, że została cofnięta tak mocno, ponieważ Lea gra tutaj bardzo dobrze. Zabieg najprawdopodobniej celowy, aby nie przyćmiewać innych. Na plus znakomite brzmienie basu, ciepłego i bardzo melodyjnego, bardzo mocno zaznaczonego na planie pierwszym.
Skład niby niespecjalny, ale zagrali znakomicie, a zaśpiewane to zostało na poziomie światowym.
Wieczna sława dla Yuhya i chwała dla 1ST0.


Ocena: 9.1/10

SteelHammer
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości