Savage Wizdom
#1
Savage Wizdom - No Time for Mercy (2007)

[Obrazek: 170592.jpg?1124]

tracklista:
1.No Time for Mercy 05:49
2.Justice for One 04:24
3.The Ride 04:32
4.Grocious 06:25
5.Cradle of Destruction 04:41
6.Final Legacy 07:15
7.Behold 05:20
8.Not an Illusion 04:03
9.Nosferatu 04:17
10.Spellbound 04:42
11.March to War 05:26

rok wydania: 2007
gatunek: heavy power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Steve Montoya, Sr. - śpiew
Wes Rivera - gitara
Chris Herrera - gitara
Morris Branch - gitara basowa
Chris Salazar - perkusja

SAVAGE WIZDOM został utworzony przez wokalistę Steve Montoya, Sr. w roku 2005 w Santa Fe (Nowy Meksyk) i jako grupa niezależna wydała swój pierwszy LP nakładem własnym w  roku 2007.

W tym czasie amerykańscy muzycy metalowi zaczęli coraz śmielej wracać do klasycznej dla USA konwencji heavy/power i USPM i ta płyta jest tego wyraźnym dowodem.
Wysokie zaśpiewy wysokiej ogólnie klasy wokalisty, bezwzględny atak dwóch gitar, głośna i gęsta perkusja i bas. Tempa w większości umiarkowane i umiarkowany heroizm łączy się z surowszym i mroczniejszym stylem i No Time for Mercy jest tu wyznacznikiem i drogowskazem do tego, co zespół ma zamiar przedstawić dalej. Do najlepszych spośród tych nasyconych stylem lat 80tych kompozycji heroicznych należy tu dumnie galopujący Justice for One oraz Spellbound, zagrany w zmiennych tempach i z elementami USPM oraz pięknie wycyzelowanymi solami gitarowymi. Zdecydowanie się w heroicznej kategorii wyróżnia March to War, najbardziej całościowo zbliżający się do amerykańskiego etalonu bojowego, epickiego USPM lat 80tych. Grocious jest próbą łączenia heavy/power z łagodniejszymi momentami o niemal classic rockowej strukturze i twardym power/thrashem, często zbliżają się w stylu i strukturze do klasycznego grania HELSTAR (Cradle of Destruction, Nosferatu). W Behold opierają się na motywach orientalnych, ale tu amerykański heavy/power po raz kolejny jakoś z tym nie współgra i ta kompozycja zupełnie nie przekonuje. Niekiedy słabsze melodie są pokrywane za każdym razem interesującym wokalem Montoya i to on skupia na siebie uwagę w nieco posępnym The Ride, czy też w Not an Illusion W najdłuższym Final Legacy wykazują się delikatnością i łagodnością w części pierwszej i bardzo tracą w speed/heavy konwencji przyjętej w drugiej połowie tego utworu. Tak to przypomina granie metalu lat 90tych, gdy nic nie miało być jasne i jednoznaczne.

Grając muzykę stosunkowo prostą, wszyscy instrumentaliści wykazali się kunsztem technicznym, sola gitarowe są wyborne, szarże basu nieraz powalające, a perkusja atomowa.
Produkcja jest surowa, ale bardzo czytelna na granicy przesterowania w kierunku sterylności. Problemy organizacyjne oraz pewne konflikty z liderem spowodowały, że wszyscy instrumentaliści odeszli jeszcze w roku 2007 i przed Montoya stanął problem odbudowania ekipy, co udało się w roku następnym, między innymi z pomocą jego syna Steve Montoya Jr., który został nowym basistą. Potem jednak zachodziły kolejne zmiany i nagranie nowej płyty mogło dojść do skutku dopiero kilka lat później.


ocena: 7,6/10

new 10.04.2024
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Savage Wizdom - A New Beginning (2014)

[Obrazek: 436710.jpg?1104]

tracklista:
1.Sands of Time... 01:39
2.A New Beginning 05:09
3.Let It Go 07:19
4.The Barbarian 06:19
5.Trail of Sorrow 10:47
6.Do or Die 07:06
7.Far Away 06:50
8.Chase the Dragon 04:42
9.Shattered Lives 06:29
10.Point of No Return 05:51

rok wydania: 2014
gatunek: heavy power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Steve Montoya, Sr. - śpiew
Steve Montoya, Jr. - gitara
Pablo Roybal - gitara
Sean Coblentz - gitara basowa
Steve Cordova - perkusja

Druga płyta SAVAGE WIZDOM powstała w pierwszych latach drugiego dziesięciolecia XXI wieku i basista Sean Coblentz odszedł, zanim album ukazał się, ponownie nakładem własnym 1 sierpnia 2024 roku. Ciekawostką jest fakt, że mastering, zresztą bardzo dobry, wykonał Tomo Tollki w swoim studio w Finlandii. Rzadko się zdarza, by fińscy inżynierowie dźwięku byli zaangażowani w amerykańskie projety heavy/power. Steve Montoya, Jr. zagrał tu na gitarze, w grupie znaleźli się także inni muzycy metalowej sceny stanu Nowy Meksyk, o różnym doświadczeniu.

Tym razem Steve Montoya, Sr. postawił sobie ambitne zadanie utrzymania uwagi słuchacza na kompozycjach w większości znacznie dłuższych niż poprzednio i o większym stopniu technicznego zaawansowania, gdzie główny ciężar spoczął ponownie na gitarzystach. Sam Lider zaśpiewał ponownie bardzo dobrze, choć manieryzm USPM został tu nieco ograniczony.
Jest tu próba łączenia teatralnego metalu z epickim w najdłuższym i za długim Trail of Sorrow i tak naprawdę to pomysłu na interesującą muzykę w tych najdłuższych utworach trochę zabrakło. W Let It Go zaśpiewał gościnnie Blaze Bayley i tak, ten numer jest udany, tak pod względem heroicznej melodii, jak i samego wykonania, a Blaze w dobrej formie. Umiarkowane tempa są mocną bronią zespołu i w nich, jak tutaj, budują najlepszy epicki klimat. Smaczku dodaje fakt, że Do or Die jest zrobiony bardzo blisko stylu IRON MAIDEN z lat 80tych i wyszło to w nieco bardziej dramatycznej stylistyce amerykańskiej bardzo dobrze. Na brawa zasługuje tu robota gitarzystów i polatujące ku niebu epickie sola. Far Away z nutą rycerskiej melancholii jest dobry, ale już ponownie trochę za długi. Za to Shattered Lives jako melodyjny, dramatyczny, galopujący utwór jest bardzo staranie zaaranżowany i w interesujący sposób łagodzony dumnymi refrenami. Jest i amerykański killer i to jest The Barbarian, zagrany energicznie i wybornie przez gitarzystów, korzystających z drobnych wartości. I perkusja to świetnie napędza. Najkrótszy Chase the Dragon to zdecydowanie styl NWOTHM i solidny przykład, jak się to gra w Ameryce, korzystając z wysokiego wokalu oraz dwu gitarowe natarcie w melodyjnym stylu. Zresztą także A New Beginning wyszedł w tym stylu bardzo dobrze, choć może nie jest to w melodii szybkich partii specjalnie oryginalne. Za to ten kroczący, akcentowany basem fragment,  jest tu kapitalny. Point of No Return zawiera sporo ładniejszych akcentów heavy metalowych, przy okazji tej kompozycji można się przekonać, jak wysokiej klasy sound stworzył dla SAVAGE WIZDOM Timo Tolkki.

Ta płyta zwróciła uwagę na zespół znacznie bardziej niż poprzednia, grupa pozostała jednak ekipą niezależną i nic nowego nie zaprezentowała przez następne dziesięć lat, pozostając uznawaną za jedną z ciekawszych undergroudowych ekip heavy/power w heroicznej odmianie ze Stanów Zjednoczonych.


ocena: 8,3/10

new 10.04.2024
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Savage Wizdom - Who's Laughing Now (2024)

[Obrazek: 1224047.jpg?0522]

tracklista:
1.The End of the Road 01:10
2.Life on the Run 06:10
3.The Need to Soar 05:01
4.Ruins of Tongura 05:43
5.Blayden's Conquest 06:17
6.Dark Horizon 08:25
7.Dances 06:37
8.Who's Laughing Now 05:51
9.Revenge for a King 07:49
10.The Wreck of the Titan 11:32

rok wydania: 2024
gatunek: heavy/power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Steve Montoya, Sr. - śpiew
Steve Montoya, Jr. - gitara
Pablo Roybal - gitara
Faron Valencia - gitara basowa
Ben Durfee - perkusja

Zmiany składu nie omijały SAVAGE WIZDOM także po wydaniu drugiej pyty. W 2017 pojawił się nowy basista Faron Valencia, a w 2022 powrócił po wielu latach znany z pierwszej płyty perkusista Christopher Salazar. Grupa pracowała nad nowym materiałem i 19 kwietnia 2024 odbędzie się premiera trzeciej płyty, ponownie wydanej nakładem własnym.

Kolejna godzina heavy/power w wykonaniu SAVAGE WIZDOM. A zaczynają jak PRIMAL FEAR czy też PARAGON z najlepszych czasów utworem Life on the Run i jest energicznie i aktywnie, choć ta środkowa partia instrumentalna niepotrzebnie pokomplikowana. W The Need to Soar kolejny niemiecki akcent, bo gościnnie zaśpiewał Henning Basse, którego pewnie niebawem usłyszymy także na nowej płycie reaktywowanego METALIUM. I jest heavy metal w duecie, mocny melodyjny, bojowy i tak samo niemiecki jak amerykański.
Potem już przewaga jest po stronie USA i dobry, ale mało wyrazisty jako epicki Ruins of Tongura jest zbudowany na amerykańskich schematach mocnych basowych szarż i zmiennych temp gitarowych. Nie jest źle w Blayden's Conquest, jest oczywiście dobrze, ale znowu to bardziej po prostu typowy heavy z USA z heroicznym zadęciem. Potem jednak pokazują, że stać ich na znacznie więcej w Dark Horizon, szybkim, pełnym wycyzelowanych zagrywek gitarowych utworze, gdzie wchodzą na zdecydowanie europejskie obszary w melodii i raczej nie niemieckie, choć pewien motyw przypomina tu stary HELLOWEEN... Utwór jest długi, jest więc i miejsce na klimatyczną recytację i na znakomity fragment instrumentalny o melodyjnie mrocznej barwie.
I łagodniejszy melodic heavy metal słychać w Dances. I niepotrzebnie taki nieco infantylny utwór tu został umieszczony pośród innych, w zupełnie innej konwencji. Absolutnie tego gatunkowego odskoku nie rozumiem... Moc powraca w potężnym heavy/thrashowym Who's Laughing Now i tu gniotą bezwzględnie i do tego dokładają atrakcyjny classic metalowy refren. Klasa! Hit! Do tego klika niespodzianek od gitarzystów w części instrumentalnej. I rycersko, szybko i w dawnej tradycji USPM jest w Revenge for a King, choć może sama melodia niekoniecznie typowo amerykańska. Dużo udanych melodyjnych motywów, solidny refren i choć jest to numer długi, to nie jest nużący, bo solowe popisy gitarzystów nie pozwalają się nudzić.
The Wreck of the Titan to kolos na zakończenie. Tak heavy folkowo się zaczyna, po czym przychodzi czas na mocniejsze gitary i melodyjny NWOTHM, ale ten bard czy minstrel gdzieś tam stale pozostaje na dalszym lub bliższym planie. Może trochę to jest jednak za długie... Trochę za długie, bo te surowsze partie średnio tylko udane.

Sound mocny, wyrazisty, z mocarnym metalicznym basem i tylko może gitary nieco za surowe. No, trudno jednak powtórzyć ten wyborny sound stworzony przez Timo w 2014.
Steve Montoya, Sr. w nieco gorszej dyspozycji głosowej niż na albumie poprzednim, ale czasem śpiewa nawet ciekawiej niż dawniej, z większym aktorskim zacięciem. Bardzo dobra dyspozycja gitarzystów. Świetny występ basisty Farona Valencia.
SAVAGE WIZDOM nie zamyka się tym razem w obszarze oczekiwań słuchacza amerykańskiego i jest heavy/power, który z powodzeniem może spodobać się po obu stronach Oceanu.


ocena: 8/10

new 10.04.2024

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości zespołu SAVAGE WIZDOM
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości