Savage Master
#1
Savage Master - Dark & Dangerous (2025)

[Obrazek: 1303042.jpg?0224]

Tracklista:
1. Three Red Candles 01:04      
2. Warriors Call 03:12       
3. Black Rider 02:56       
4. The Edge of Evil 03:51     
5. Devil's Child 02:52       
6. Screams from the Cellar 03:32      
7. Never Ending Fire 03:09       
8. Devil Rock 04:06       
9. I Never Wanna Fall in Love 03:31       
10. When the Twilight Meets the Dawn 04:16      
11. Cold Hearted Death 06:14

Rok wydania: 2025
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Stacey Savage - śpiew
Nicholas Burks - gitara
River Jordan - gitara
Adam Neal - bas, instrumenty klawiszowe
John Wayne Littlejohn - perkusja



SAVAGE MASTER istnieje od 2013 roku i jego motorem napędowym jest Stacey Peak oraz basista Adam Neal. Od tamtego czasu nagrali 4 albumy ze sprawnym heavy metale, zyskując uznanie na lokalnej scenie. Premiera piątej płyty odbędzie się28 marca 2025 roku.

W przeciwieństwie do LADY BEAST, SAVAGE MASTER gra autostradowy, klasyczny heavy metal, chociaż jest to album lżejszy od poprzedniego. Jest to LP solidnie zagrany, z dobrze rozumiejącą się sekcją rytmiczną, dobrymi szarżami basowymi Neala i klasycznie amerykańską perkusją John Wayne Littlejohna, których rola jest bardzo istotna w nadaniu pędu kompozycjom. W USA takie granie skręcające lekko w stronę SKID ROW, jak w Never Ending Fire, ma wzięcie i nie można tutaj odmówić zespołowi zaangażowania, jak i zrozumienia samej formuły. Sola są melodyjne i proste, ale zagrane z energią. To nie jest muzyka w żaden sposób odkrywcza i klasyczny heavy metal lat 80. z kręgów MANOWAR i WARRIOR w Devil Rock, tak jak lekko glamowy Warriors Call to nic nowego, ale zagrane jest to z energią i szacunkiem dla sceny NWOTHM. To nie brzmi sztucznie i słychać, że przekaz jest szczery.
Może Stacey Savage jest mało "savage" w Black Rider i ten typ śpiewu mnie osobiście nigdy nie przekonywał, tak jak kiczowaty arena rock/mtal The Edge of Evil i lepiej wypada, kiedy pokazuje odrobinę pazura w Devil's Child. W wolniejszych kompozycjach nudzą, jak w nijakim Screams From the Cellar, w którym chyba wszyscy muzycy przysypiają. Dzieje się tutaj mało, dlatego też Never Ending Fire to zdecydowanie potrzebny zastrzyk energii. Ten album ma problem z tym, co chcą tutaj przekazać i prostolinijny, ale szczery heavy metal często przeplata się tutaj z prostym arena metalem czy glamem pokroju I Never Wanna Fall in Love czy rozmytą, dłużącą się pościelówą Cold Hearted Death. Bezdyskusyjnie najlepszy na tym LP jest When the Twilight Meets the Dawn, w którym jest moc na poziomie JAG PANZER z Ample of Destruction i tutaj czapki z głów dla zespołu, że zagrali solidny USPM.
 
Brzmienie głębokie i bardzo dobre, klasyczne w gitarach, z wysuniętym basem i cofniętą perkusją, która nie bije i nie irytuje sterylnością. Jest klasycznie i przyjemnie.
Nie jest to LP tak spójny jak poprzedni, mniej jest też tutaj ducha IRON MAIDEN niż na Those Who Hunt at Night, ale mimo słabszych momentów zagrane to zostało dobrze. I tylko dobrze, ponieważ nie da się zignorować OWLBEAR.


Ocena: 7/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Shadow Kingdom Records.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości