24.06.2018, 14:56:51
Opera Diabolicus - 1614 (2012)
![[Obrazek: R-5797649-1402944443-7994.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/0Zxz8FtWVC9GFWbNPTvbXVG_b-0=/fit-in/600x594/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-5797649-1402944443-7994.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Overture 01:31
2. The Gates 10:02
3. Blood Countess Bathory 09:24
4. The 13th Guest 07:28
5. In Memoriam 02:43
6. Mythos Lamia 06:46
7. Forbidden 06:48
8. Stone By Stone 09:18
Rok wydania: 2012
Gatunek: Dark/Gothic metal
Kraj: Szwecja
Skład zespołu:
Adrian de Crow - śpiew
David Grimoire - gitara, bas, perkusja, instrumenty klawiszowe
gościnnie:
Camilla Alisander-Ason - śpiew
Mats Levén - śpiew
Niklas Isfeldt - śpiew
Jake E Berg - śpiew
Jonas Heidgert - śpiew
Snowy Shaw - śpiew, perkusja
Eric Rauti - gitara
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe
Ocena: 3,5/10
21.01.2012
![[Obrazek: R-5797649-1402944443-7994.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/0Zxz8FtWVC9GFWbNPTvbXVG_b-0=/fit-in/600x594/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-5797649-1402944443-7994.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Overture 01:31
2. The Gates 10:02
3. Blood Countess Bathory 09:24
4. The 13th Guest 07:28
5. In Memoriam 02:43
6. Mythos Lamia 06:46
7. Forbidden 06:48
8. Stone By Stone 09:18
Rok wydania: 2012
Gatunek: Dark/Gothic metal
Kraj: Szwecja
Skład zespołu:
Adrian de Crow - śpiew
David Grimoire - gitara, bas, perkusja, instrumenty klawiszowe
gościnnie:
Camilla Alisander-Ason - śpiew
Mats Levén - śpiew
Niklas Isfeldt - śpiew
Jake E Berg - śpiew
Jonas Heidgert - śpiew
Snowy Shaw - śpiew, perkusja
Eric Rauti - gitara
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe
Pomysł na "1614" zrodził się gdy dwaj muzycy i aktorzy spotkali się przy okazji realizacji teatralnej wersji słynnego dzieła Umberto Eco "Imię Róży" w roku 2006 w Goteborgu.
Postanowili oni stworzyć własną mroczną historię i opracować ją w formie metalowej opery. Prace nad tym dziełem trwały długo, udało się pozyskać liczne grono bardzo znanych osobistości szwedzkiego metalu, w tym Matsa Levéna i Snowy Shawa oraz członków DREAMLAND, DRAGONLAND i DREAM EVIL oraz wyprodukować całość pod kierunkiem samego Andy LaRocque'a, ale efekt tego jest raczej mizerny, co słychać na albumie, wydanym przez Metalville w styczniu 2012.
Być może Adrian de Crow i David Grimoire mają jakieś ukryte talenty artystyczne, ale w sferze kompozytorskiej do powiedzenia mają niewiele. Album wypełniają długie i monotonne kompozycje w stylu dark/gothic utrzymane w jednostajnych tempach i tylko nieliczne fragmenty można uznać za interesujące z punktu widzenia mrocznego, teatralnego muzycznego widowiska. Fabuła rozwija się powoli i w zasadzie głównie poprzez partie wokalne, gdzie słychać zarówno dark/harsh, jak i czysty wokal żeński Camilli Alisander-Ason oraz głosy zaproszonych gości, którzy próbują się tu jakoś odnaleźć, ale określone zagubienie jest słyszalne. Goście nadrabiają rutyną, coś tu próbują wydobyć więcej i na pewno najwięcej wkładu wniósł Leven, doświadczony w takiej stylistyce, ale zazwyczaj w znacznie lepszych kompozycjach. Tu dominuje jednowymiarowość, ubogość ornamentacji i nie pomagają nawet starania wysokiej klasy instrumentalistów tu gościnnie pogrywających. Pogrywają to, co im przygotowano, a pola manewru tu praktycznie dla wirtuozerii nie ma. Brak stopniowania napięcia, mrok jest nijaki i nic nie straszy, a epickość i monumentalizm jest w stanie szczątkowym. Nudna uwertura, marny antrakt w postaci "In Memoriam".
Dłużą się te kompozycje, wydają się również przegadane, a do tego chwilami skręca to w stronę musicalu, no może nie dosłownie, ale gwałtowne uderzenia znacznie lżejszych melodic metalowych fragmentów nie pasują do całości. Fatalna końcówka, zupełnie bez finału muzycznego, a do tego wszystkiego jest tu ambicja grania progresywnego i tego już jest po prostu za wiele, w i tak mało strawnym dziele.
Nawet brzmieniowo to nie jest dobrze zrobione, poza fantastycznie ustawioną perkusją. Jakoś płasko i wszystkie te liczne instrumenty są stłoczone, co wcale nie pomaga w odbiorze i nie tworzy specyfiki "dusznego" klimatu. Niespecjalnie się tu popisali spece z Finnvox z Helsinek pod kierunkiem Mika Jussila.
Być może, wraz z jakąś oprawą audiowizualną można by tego posłuchać (i obejrzeć) bez zniecierpliwienia. Jednak jako metalowa opera na CD jest to album zupełnie nieudany.
Postanowili oni stworzyć własną mroczną historię i opracować ją w formie metalowej opery. Prace nad tym dziełem trwały długo, udało się pozyskać liczne grono bardzo znanych osobistości szwedzkiego metalu, w tym Matsa Levéna i Snowy Shawa oraz członków DREAMLAND, DRAGONLAND i DREAM EVIL oraz wyprodukować całość pod kierunkiem samego Andy LaRocque'a, ale efekt tego jest raczej mizerny, co słychać na albumie, wydanym przez Metalville w styczniu 2012.
Być może Adrian de Crow i David Grimoire mają jakieś ukryte talenty artystyczne, ale w sferze kompozytorskiej do powiedzenia mają niewiele. Album wypełniają długie i monotonne kompozycje w stylu dark/gothic utrzymane w jednostajnych tempach i tylko nieliczne fragmenty można uznać za interesujące z punktu widzenia mrocznego, teatralnego muzycznego widowiska. Fabuła rozwija się powoli i w zasadzie głównie poprzez partie wokalne, gdzie słychać zarówno dark/harsh, jak i czysty wokal żeński Camilli Alisander-Ason oraz głosy zaproszonych gości, którzy próbują się tu jakoś odnaleźć, ale określone zagubienie jest słyszalne. Goście nadrabiają rutyną, coś tu próbują wydobyć więcej i na pewno najwięcej wkładu wniósł Leven, doświadczony w takiej stylistyce, ale zazwyczaj w znacznie lepszych kompozycjach. Tu dominuje jednowymiarowość, ubogość ornamentacji i nie pomagają nawet starania wysokiej klasy instrumentalistów tu gościnnie pogrywających. Pogrywają to, co im przygotowano, a pola manewru tu praktycznie dla wirtuozerii nie ma. Brak stopniowania napięcia, mrok jest nijaki i nic nie straszy, a epickość i monumentalizm jest w stanie szczątkowym. Nudna uwertura, marny antrakt w postaci "In Memoriam".
Dłużą się te kompozycje, wydają się również przegadane, a do tego chwilami skręca to w stronę musicalu, no może nie dosłownie, ale gwałtowne uderzenia znacznie lżejszych melodic metalowych fragmentów nie pasują do całości. Fatalna końcówka, zupełnie bez finału muzycznego, a do tego wszystkiego jest tu ambicja grania progresywnego i tego już jest po prostu za wiele, w i tak mało strawnym dziele.
Nawet brzmieniowo to nie jest dobrze zrobione, poza fantastycznie ustawioną perkusją. Jakoś płasko i wszystkie te liczne instrumenty są stłoczone, co wcale nie pomaga w odbiorze i nie tworzy specyfiki "dusznego" klimatu. Niespecjalnie się tu popisali spece z Finnvox z Helsinek pod kierunkiem Mika Jussila.
Być może, wraz z jakąś oprawą audiowizualną można by tego posłuchać (i obejrzeć) bez zniecierpliwienia. Jednak jako metalowa opera na CD jest to album zupełnie nieudany.
Ocena: 3,5/10
21.01.2012
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"