Magic Opera
#3
Magic Opera - The Final Flight (2026)

[Obrazek: 1450483.jpg?1416]

Tracklista:
1. The Danger’s Growing Dark 07:15      
2. The Black Gem 04:51      
3. Unholy Alliance 05:38      
4. Fury of the Storm 05:20      
5. Mother of Winter Ice 05:44      
6. Chaos Rising 01:20       
7. When Reason Dies 05:42      
8. Immortal Glory 05:05      
9. Lady of the Wind 05:54      
10. The Clash of Fates 06:25      
11. Steel and Magic 05:02      
12. The Final Flight 06:19

Rok wydania: 2026
Gatunek: Melodic Symphonic Neoclassical Power Metal
Kraj: Włochy

skład zespołu:
Anton Darusso - śpiew
Luca Sellitto - gitara
Matteo Baschiera - gitara
Ollie Bernstein - gitara basowa
Salvatore Giordano - perkusja
Marco Garau - instrumenty klawiszowe


Po trzech latach przerwy, Marco Garau powraca z trzecim albumem, finałem trylogii "Amtork Saga". Zaszła też drobna zmiana w składzie i Enrico Pistolese został zastąpiony przez Matteo Baschiera z mało znanego i dość topornego zespołu SICK SOCIETY.
Album zostanie wydany nakładem własnym 24 lipca 2026 roku.

Jest źle. Bardzo źle i przykro. Smutno i przygnębiająco, że jest to ostatni tego zespołu i wkrótce zostanie rozwiązany.
Trudno opisać w słowach geniusz tego LP, power metalu wysmakowanego, wieloplanowego, z całym wachlarzem melodii, przepięknych aranżacji, zapadających w pamięć refrenów, dopracowania w szczegółach przy arcymistrzowskim poziomie wykonania. Jasne, poprzednie płyty fenomenalne i niewiele im do ideału brakowało. Tutaj jest wszystko i jeszcze więcej, to nie tylko rozwinięcie pomysłów z poprzednich części tej opowieści, to ukoronowanie ponad 30 lat Marco Garau. I w jakimś stopniu szeroko pojmowanego symphonic power metalu włoskiego, który pomagał rozbudowywać i pokazać, że symphonic power metal to nie tylko KALEDON i RHAPSODY.
Luca Sellitto... Czarodziej, Guitar Hero, którego gitarowy kunszt można było usłyszeć w jego projekcie solowym, wybornym TIMELESS FAIRYTALE oraz płycie poprzedniej MAGIC OPERA. Tutaj gra jeszcze więcej, gra jeszcze lepiej, jego ornamentacje i popisy są bardzo bogate i soczyste, technicznie nienaganne i wycyzelowane do granic możliwości. To już słychać w absolutnie niesamowitym The Danger’s Growing Dark, kompozycji bardzo klasycznej, stylistyczną wizytówką Marco Garau. Bombastyczne plany klawiszowe, wspaniale komplementujące gitary, idealnie podkreślające melodie i nasycone delikatną epiką refreny i ten LP to połączenie doświadczeń z poprzednich dwóch LP, bo i jak inaczej określić wyborny The Black Gem, w którym jest potęga Battle of Ice połączona z elegancją i nutą delikatności The Golden Pentacle?
MAGIC OPERA to nie jest zespół schematyczny i potrafią wielokrotnie tutaj zaskoczyć, nie tylko melodiami i refrenem, ale i wykonaniem. Unholy Alliance ma fenomenalny, pełen elegancji refren, w którym jest coś z New Era, szczególnie Part II - War of the Gods, ale i charakterystycznego dla MAGIC OPERA łamania i zabawy z rytmem. Prawdziwym arcydziełem, gatunkowym arcymistrzostwem jest tutaj partia środkowa z dewastującym solo na gitarze akustycznej. Genialna zagrywka, dopełniona miażdżącym dialogiem Garau/Sellitto! Ta kompozycja jest tak bogata w pomysły, w melodie, tak wieloplanowa, że to zdumiewa, że trwa tylko pięć i pół minuty. Pięć minut absolutnego, podręcznikowego zniszczenia Power Metalem "Made in Italy"!

Oczywiście brawa również dla Matteo Baschiera, dzięki któremu Sellitto wydaje się grać jeszcze swobodniej niż na LP poprzednim. To niespodziewany, cichy bohater tej płyty, który rozumie filozofię tego gatunku. Sekcja rytmiczna jest bezbłędna i to aksjomat. Salvatore Giordano gra fantastycznie, od power metalowych, skomplikowanych szarż po mocne, bitewne litaury pełne mocy jak w wolniejszym, bardziej epickim Fury of the Storm, gdzie bas Ollie Bernsteina znakomicie pulsuje. Dumnie i epicko niemal jak RHAPSODY czy MANOWAR, ale w charakterystycznym dla MAGIC OPERA stylu.
No i jest prawdziwy heros, Anton Darusso, który jest w formie życiowej! Poszedł absolutnie na całość i z całej jego dyskografii to jego najlepszy występ. Jak wieloplanowy i plastyczny jest to wokalista słychać było już wcześniej, ale tutaj przeszedł sam siebie. Od epickich zaśpiewów, nakładek wokalnych pełnych uroku i romantyzmu w Fury of the Storm, ostrych i agresywnych zaśpiewów, ocierających się o growl w The Black Gem, po teatralny dramatyzm Mother of Winter Ice czy balladową delikatność i dozę romantyzmu w perfekcyjnym Lady of The Wind (przepiękne pianino, zwracający się bezpośrednio do słuchacza wokalista i, tak jak na debiucie, jest tu coś z japońskiej filozofii grania), wszędzie brzmi znakomicie, wybornie i dłonie same układają się do oklasków. Tak jak w przypadku technicznych popisów instrumentalistów i należy to zaznaczyć i powtarzać, technicznie Marco Garau w ogóle się nie hamuje, tak jak pozostali i jest to wykonawcze arcydzieło. Oj tak, teatralne szaleństwo rodem z EVIL MASQUARADE w Mother of Winter Ice to ciekawe wtrącenie, chociaż niektórzy mogą uznać je za kontrowersyjne. Ale te sola, ozdobniki, dialogi... Geniusz, mistrzostwo i jeszcze raz Geniusz! 
Środkową część oddziela miniatura Chaos Rising, małe neoklasyczne arcydzieło. Tak jak metalowa opera pełna dramatu i niepewności When Reason Dies, znakomicie budowanej przez cały zespół, który jest tutaj absolutną jednością. Nie ma zbędnego dźwięku czy cienia fałszu i to fascynujące, jak płynnie przechodzą z jednego motywu do kolejnego oraz jak to wszystko jest spójne. Immortal Glory to prosty power metal symfoniczny, nieskomplikowany i można go określić jako stylistyczna standard MAGIC OPERA, chociaż wykonawczo delikatnie jednak odstaje i tak nie zaskakuje, a już na pewno nie tak, jak dewastujący neoklasycznie The Clash of Fates. Steel and Magic to najwyższej klasy symphonic power metal, delikatnie ocierający się o lata 90. z delikatnie pastelową melodią i prezentacją. W tej obłędnej, bajkowej rycerskości jest coś pięknego i jest to równie autentyczne, jak najlepsze zespoły flower power promowane na przełomie lat 90. i 2000. przez Underground Symphony. Prawdziwa perełka i piękny hołd dla gatunkowej klasyki.
The Final Flight... Punkt kulminacyjny, przepiękny, romantyczny power metalowy wzlot z wysokiej klasy refrenem, bardzo ciepłym, pełnym nadziei i pozytywnej energii. Takiego metalu jest o wiele za mało. Arcydzieło. I koniec. Przepiękny, delikatnie nostalgiczny, z łezką w oku i ciepłem w sercu.

Tym razem produkcja wykonana została w Niemczech przez Larsa Rettkowitza i jest to wyborny kompromis pomiędzy czystym i klarownym brzmieniem debiutu a potężnym, głębokim i charakterystycznym soundem Rolanda Grapowa. Wieloplanowość została zachowana, dopieszczenie planów klawiszowych godne podziwu, tak jak rozmieszczenie instrumentów. Żadnej teutońskiej fuszerki czy pójścia na skróty, tylko brzmienie godne tego nagrania.
Wszyscy spisali się tutaj znakomicie, wykonanie jest fantastyczne. Do tego materiał w żadnym stopniu nie jest męczący i zachęca do kolejnych odsłuchów dzięki wyrazistym melodiom i zapadającym w pamięć refrenom, dokładnie tak, jak poprzednie LP tej grupy. Wielka szkoda, że to koniec tej podróży z tym zespołem, m.in. przez rozwój AI.
Jak już wspominałem wcześniej, jestem absolutnie przeciwny AI, jego wykorzystaniu w muzyce i na tym portalu takie "produkty" nigdy nie będą publikowane. Miejsce dla takich tworzyw jest w odpowiednich pojemnikach i mojego zdania na ten temat nic nie zmieni.
Ten LP to kolejny dowód, że AI nie zastąpi prawdziwych Artystów i Mistrzów, których należy doceniać i cenić. To jest prawdziwe, mistrzowskie pożegnanie i trudno wyobrazić sobie coś lepszego.
MAGIC OPERA i Marco Garau żegnają się z fanami metalu na bardzo wysokim poziomie. Smutno i przykro, ale ja się nie żegnam, bo jednak ciągle mam nadzieję, że to nie koniec i jeszcze kiedyś o MAGIC OPERA lub Marco Garau jeszcze usłyszymy. Dlatego nie mówię "żegnaj", a "do zobaczenia". Jaka by przyszłość nie była, nic nie zmieni faktu, że muzyka stworzona przez człowieka ukształtowała wielu ludzi i pomogła wielu. I taka muzyka zawsze będzie w moim sercu i promowanie, opisywanie, jak i szukanie takiej muzyki to nie tylko cel, ale i nadaje sens i chęci całej pracy tutaj włożonej. Wiem, że Świętej Pamięci Memorius by się ze mną zgodził.
Trochę osobiście się zrobiło, ale temat AI zaczyna dotykać nas wszystkich i trzeba o tym mówić i zwracać na to uwagę.
Dlatego słowem podsumowania - gatunkowe cudo, od mistrza i fana dla fanów świetnej muzyki. Do zobaczenia, czy może raczej do usłyszenia, bo na pewno nie raz będę wracać do tej, i nie tylko tej, płyty, zacnych dyskografii i zespołów.


Ocena: +10/10

SteelHammer

Podziękowania dla Marco Garau za przedpremierowe udostępnienie tego albumu.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Magic Opera - przez Memorius - 19.01.2021, 14:04:59
RE: Magic Opera - przez Memorius - 18.12.2022, 13:26:36
RE: Magic Opera - przez SteelHammer - 04.07.2026, 02:30:14

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości