Damnation Angels
#1
Damnation Angels - Bringer of Light (2012)
[Obrazek: 483652.jpg?3743]


Tracklista:
1. Ad Finem 02:12
2. The Longest Day Of My Life 10:01
3. Reborn 04:20
4. I Hope 06:05
5. Acerbus Inceptum (Pt. I) 02:24
6. Someone Else (Pt. II) 05:51
7. Bringer Of Light (Pt. III) 05:28
8. Shadow Symphony (Pt. IV) 05:58
9. No Leaf Clover 05:21
10. Pride (The Warrior’s Way) 09:46

Rok wydania: 2012
Gatunek: Symphonic Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Per Fredrik "Pellek" Asly - śpiew
Will Graney - gitara
Dawn Trigg - instrumenty klawiszowe
Stephen Averill - bas
John Graney - perkusja

Coś drgnęło w brytyjskim power metalu w roku 2012 i obok ASCENSION debiutuje także DAMNATION ANGELS istniejący od roku 2006. Ta grupa z Doncaster nie miała szczęścia do wokalistów z Anglii i ostatecznie na tej pozycji w grupie znalazł się młody norweski wokalista i multiinstrumentalista Per Fredrik "Pellek" Asly. Album podobnie jak w przypadku ASCENSION ujrzał światło dzienne za sprawą wytwórni japońskiej (Radtone Music) i pewnie też kolejnych power metalowych debiutów z Albionu trzeba będzie wypatrywać najpierw w Kraju Godzilli.

DAMNATION ANGELS gra symfoniczny power, a za orkiestracje odpowiedzialny jest Will Graney i klawiszowiec Dawn Trigg. To trudny i wymagający podgatunek power metalu zdominowany przez finezyjne i eleganckie zespoły z Włoch czy Francji.
Instrumentalny wstęp "Ad Finem" jest symfoniczny i jeszcze jednak o niczym nie przesądza, ale po nim zespół wytacza najcięższe działa i prezentuje najdłuższy na płycie "The Longest Day Of My Life". Jest inaczej, nie ma smoków i rycerzy, nie ma odgłosów bitew i burzy. Jest doskonały wokal Asly we wszystkich rejestrach, jest melancholijny refleksyjny klimat i dominacja orkiestracji i planów dalszych nad gitarą. Piękny motyw klawiszowy prowadzi ten utwór i brzmi to pięknie, bo sound jest zachwycający po prostu. Niesamowita głębia i klarowność, fantastyczne ustawienie sekcji rytmicznej oraz moc gitary gdy ta dochodzi do głosu. No i ten Norweg śpiewający z taką żarliwością, dramatyzmem i patosem.
Spokojne wyważone tempo bez natarć i galopad, a przecież czuje się energetyczność tej muzyki.
No i klimat. Niepokój ubrany w znakomite melodie jak w "Reborn" mrocznym i łagodnym jednocześnie czy też szybszym, pulsującym gitarą "I Hope" z kolejnym porywającym a zarazem prostym motywem klawiszowym.
Wycyzelowany emocjami "Acerbus Inceptum" na głos i orkiestrę to preludium do czteroczęściowej centralnej kompozycji, gdzie częścią drugą jest wspaniały song "Someone Else" z przecudownym poruszającym i wzruszającym refrenem. Z jakim uczuciem to śpiewa Per Fredrik "Pellek" Asly... z jakim uczuciem. Część trzecia to ostrzejszy tylko w na wstępie folkowo rycerskim motywem "Bringer Of Light" z akcentującą cały czas gitarą i potoczystym refrenem przypominającym te najbardziej killerskie z płyt female fronted gothic/power metalowych grup.
I wreszcie na koniec czwarta część to znów malowany emocjami i nostalgicznym smutkiem oraz klawiszami "Shadow Symphony", tym razem utrzymany w równomiernym umiarkowanym tempie i wzbogacony posępnymi mocniejszymi fragmentami i chórami.
"No Leaf Clover" ma najbardziej smutne elegijne rozpoczęcie potem wśród symfonicznych aranżacji i ozdobników nabiera cech przebojowego gothic heavy w niezwykle eleganckiej formie i po raz kolejny porywa łagodnym monumentalizmem.
Na koniec DAMNATION ANGELS wprawia w zdumienie niesamowitym "Pride (The Warrior’s Way)" epickim, dostojnym a równocześnie bardzo chwytliwym i filmowym w stylu orkiestracji.
Wspaniały byłby z tego soundtrack do filmu, zdecydowanie tak.

Zdumiewający debiut zespołu, o którym zapewne nikt poza lokalną grupą fanów w Anglii nie słyszał.
Symfoniczne malowanie emocjami, prawdziwymi emocjami bez progresywności, neoklasyki i wirtuozerii na siłę. W pewnym sensie nowa jakość w tym podgatunku. DAMNATION ANGELS ma swój własny styl i nie musi stawać do pojedynku porównań z ADAGIO czy RHAPSODY.

Cudowny album z poetyckim nastrojowym symfonicznym power metalem.


Ocena : 10/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Damnation Angels - The Valiant Fire (2015)

[Obrazek: 488063.jpg?0633]

Tracklista:
1. Finding Requiem 07:04
2. Icarus Syndrome 05:26
3. This Is Who We Are 05:16
4. The Frontiersman 09:26
5. Closure 06:38
6. The Passing 05:42
7. Everlasting 07:36
8. The Fire Inside 08:37
9. Under an Ancient Sun 08:54



Rok wydania: 2015
Gatunek: symphonic heavy Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Per Fredrik "Pellek" Asly - śpiew
Will Graney - gitara,gitara akustyczna,gitara basowa,  instrumenty klawiszowe, orkiestracje
John Graney - perkusja

Fenomenalny debiut i co dalej? Jest rok 2015 i Massacre Records wydaje drugi album DAMNATIONS ANGELS.
Co zespół, który stworzył arcydzieło może jeszcze osiągnąć więcej...

Może stworzyć drugie arcydzieło.
Cudowny, zadziwiający fenomenalnie skrojony z gitar i elementów klawiszowych o symfonicznym charakterze jest poruszający do głębi Finding Requiem, jest niesamowity w tym pełnym melancholijnego klimatu dramatyzmie. Per Fredrik Åsly jako Pellek może i trochę za dużo tych swoich digital propozycji umieszcza w sieci, ale tu jako wokalista jest dewastujący i potwierdza, że pochwały ode mnie pod jego adresem przy okazji debiutu DAMNATION ANGELS nie były przypadkowe. Niesamowita skala, niesamowita barwa głosu!
Podróż do wnętrza umysłu, w jaką zabiera ten zespół, jest tak samo monumentalna jak frapująca. Jest frapująca mnogością muzycznych odniesień, jak w znakomitym, opartym o gothic metalowy fundament Icarus Syndrome. Zniewalające tą swoboda i tą precyzją. Zniewalające... Po prostu przeskakują samych siebie w romantycznej melancholii This Is Who We Are. Tu genialne plany klawiszowe uzupełniają historie śpiewaną przez Pelleka, tu solo jest wspaniałe, a część symfoniczna skromna i urzekająca. DAMNATION ANGELS potrafi zrobić z pozoru prostych rzeczy niesamowity muzyczny patos, patos przy tym autentyczny. Pod tym względem  Will Graney jest kompozytorem genialnym. To słychać w wyciszonym songu The Frontiersman. To, co tu można usłyszeć, te emocje i te pojedyncze muśnięcia muzycznym pędzlem, to prawdziwy geniusz. To jest poruszające do łez, jest epickie do granic epickości, a przy tym takie łagodne. Te delikatne folkowe akcenty w części "cinema" instrumentalnej są magiczne, po prostu są magiczne!
Tak, magia. Magia smutnego w tym epickim heroizmie Closure, ta melodyjna posępność uzyskana bardziej dzięki tym wysmakowanym orkiestracjom niż gitarze. Każdy chyba widzi oczami duszy coś innego, gdy usłyszy wstęp symfoniczny do The Passing, a potem Per Fredrik "Pellek" Asly opowiada swoją historię. Coś pięknego...
Nieustannie, hipnotycznie przykuwają uwagę, trzymają w napięciu, jak w Everlasting z cudownym planem drugim, którego chce się więcej i więcej oraz w instrumentalnym The Fire Inside, gdzie grają poruszającą arcymistrzowsko skonstruowaną muzykę.
I na koniec, niestety tak, to już koniec, Under an Ancient Sun. Zdumiewający, wzruszający majstersztyk melodii, epiki, i emocji w jednym. Bogactwo formy i treści.

Ten album od strony inżynierii dźwięku, przygotował Scott Atkins, który chyba pozostaje trochę twórcą niedocenionym. Tu w swoim studio Grindstone Studio  w Suffolk zrobił zapierające dech w piersiach układy planów klawiszowych, orkiestracji, kapitalną sekcję rytmiczną z robiącym niesamowite wrażenie basem, no i ustawił Pelleka tak, że on zawsze jest w centrum wydarzeń, nawet wtedy, gdy nagle któryś akcent muzyczny jest znacznie głośniejszy i zwracający na siebie uwagę. Arcydzieło brzmienia, arcydzieło masteringu.
Arcydzieło. Po prostu muzyczne arcydzieło, w gatunku, gdzie tak wiele słabej muzyki przyćmiło jego sens.

Dziś skład DAMNATION ANGELS jest już inny, nie ma już w nim Pelleka i nie ma na razie nowej płyty. Ale może kiedyś...
A jeśli nawet nie, to ten band z Doncaster wykuł swój granitowy pomnik w metalowej muzyce i nic, powtarzam nic i nigdy nie zdoła go już zburzyć.

ocena 10/10

new 23.08.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości